Śnięty Mikołaj

Śnięty Mikołaj

Dodano:   /  Zmieniono: 
Paryskie Muzeum Poczty ogłosiło, że każdy, kto tam przyjdzie do 12 stycznia, będzie mógł sobie zrobić fotkę, która zostanie wydrukowana jako część znaczka z okazji trzeciego tysiąclecia
 
Wydarzenie, które dziś omówimy, rozgrywa się w bardzo miłej scenerii. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia we wszystkich francuskich centrach handlowych i na ulicach dużych miast migają światełka, lśnią dekoracje, pachnie bakaliami i grasują święci Mikołajowie. Celem tych pucołowatych białobrodych jegomościów w czerwonych ubrankach z przytwierdzonymi tu i ówdzie wypustkami z białego futerka jest zwykle zwabienie jak największej liczby dziatek. Sadzają je na kolanach i robią sobie z nimi zdjęcia, za które pobiera opłaty towarzyszący im fotograf. W takiej właśnie scenerii pławił się hipermarket w Chambray-les-Tours, kiedy wkroczyła doń para sympatycznych, uśmiechniętych dziadków z dwiema wnuczkami w wieku dwóch i czterech lat.
Mikołaj nie musiał ich wcale wabić. Same jęły się ufnie do niego garnąć i wdrapywać mu się na kolana. Brodacz jednak stanowczo postawił dziewczynki z powrotem na ziemi i oświadczył, że żadnego zdjęcia sobie z nimi nie zrobi. Dziadkowie zrazu zaczęli się im bacznie przyglądać, czy nie mają jakichś ukrytych wad fabrycznych, których rodzina do tej pory nie zauważyła (w wypadku młodszej można by się jeszcze powołać na gwarancję "3 lata albo 100 tys. km"). Wyglądało jednak na to, że wszystko jest na swoim miejscu i nie ma nawet przecieków, więc dziadkom pozostało tylko zrobić wielkie oczy ze zdumienia. Na ten widok Mikołaj przystąpił do wyjaśnień - a były to wyjaśnienia fachowe, jak na prawdziwego profesjonalistę przystało. Zaczął od poinformowania babci i dziadka, że w świetle obowiązujących przepisów dysponentami wizerunku osoby niepełnoletniej są jej przedstawiciele prawni, w szczególności rodzice. Dziadkowie zaś - jak sama nazwa wskazuje - rodzicami nie są. Wykluczone jest robienie fotek dziatwie przychodzącej z babciami, dziadkami, sąsiadami, filatelistami, kominiarzami, speleologami i innymi podejrzanymi postaciami, które powinny pilnować swego nosa, a nie włóczyć się po ulicach z nieletnimi.
Święty Mikołaj przeszedł następnie do omówienia handlowych aspektów tak naszkicowanej sytuacji prawnej. Jeżeli dziadkowie nie są dysponentami wizerunku wnuczek - dowodził - to po cóż marnować kliszę na robienie im zdjęć, skoro ani same wnuczki, ani dziadkowie nie mogliby ich potem dostać do ręki, nawet gdyby proponowali za nie pieniądze. Dlaczego dziadkowie - już wiadomo. A wnuczki dlatego, że - jako niepełnoletnim - nie przysługuje im prawo do przeprowadzania transakcji finansowych. Innymi słowy, fotograf zrobiłby zdjęcie i potem mógłby je jedynie zachować dla siebie. A po co mu to, proszę państwa?
Poczuwszy, że święty Mikołaj należy do aktorów, którzy woleliby role w rodzaju Królowej Śniegu niż Królewny Śnieżki, babcia podjęła próby stopienia lodowatego serca. Poza tym poczuła się jednak trochę winna. Zaczęły nią targać wyrzuty sumienia. Bo rzeczywiście, jakże to tak - pojawiać się w publicznym miejscu i żądać od obcego mężczyzny wykonywania czynności ewidentnie bezprawnych? Wstyd po prostu. Zaczęła się zatem gęsto tłumaczyć z okoliczności, jakie zmusiły ją i męża do towarzyszenia wnuczkom w spacerze po mieście. Przyczyna główna sięga 1998 r., kiedy to zmarła matka dziewczynek - co może jej całkowicie nie usprawiedliwia, ale jednak w dużym stopniu wyjaśnia jej nieobecność na dzisiejszym spacerze. Ojciec dziewczynek zabiega zaś o zapewnienie im godziwych warunków życia i w tym celu przebywa w swoim zakładzie pracy, który od tej obecności uzależnia wypłacenie mu poborów. Gdyby więc tak Mikołaj zechciał zrozumieć i w drodze wyjątku zlitować się nad małymi półsierotami...?
Mikołaj jednak nie zechciał. Przepisy są przepisami i koniec. Kiedy dziadkowie ochłonęli z emocji, postanowili okazać przywiązanie do prawa co najmniej równe Mikołajowemu. Udali się zatem do prokuratury i złożyli skargę w sprawie odmowy wykonania usługi.
Zanim sąd dokładnie określi kategorie dzieci, które mogą sobie robić zdjęcia ze świętymi Mikołajami, a także precyzyjne warunki, w jakich może dochodzić do tych doniosłych aktów, dziadkowie mogą wykorzystać okoliczność, że gdy jedni odmawiają obywatelom robienia zdjęć, inni zgoła się z tym narzucają. Paryskie Muzeum Poczty ogłosiło właśnie, że każdy, kto tam przyjdzie do 12 stycznia 2001 r. między godziną 12.00 a 16.00, będzie mógł sobie zrobić fotkę, która następnie zostanie wydrukowana jako dodatkowa część okolicznościowego znaczka z okazji trzeciego tysiąclecia. Blok dziesięciu takich znaczków będzie kosztował 60 franków (ok. 40 zł). Dziadkowie mogą więc przyjechać z wnuczkami do Paryża i - zamiast ze świętym Mikołajem - zrobić im zdjęcie z trzecim tysiącleciem. Lepiej jednak, żeby na wszelki wypadek zabrali świadectwo zgonu matki dziewczynek i notarialnie poświadczoną pisemną zgodę ojca na odpłatne przekazanie wizerunku dzieci ich babci i dziadkowi.
Więcej możesz przeczytać w 1/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0