Siła słabej Rosji

Siła słabej Rosji

Dodano:   /  Zmieniono: 
Nowa doktryna studzenia imperialnych ambicji nowej Rosji
 
Jeżeli historia rzeczywiście lubi się powtarzać, dziś ma okazję zatoczyć jedno ze swoich tragikomicznych kół. W 1946 r. amerykański dyplomata George Kennan stwierdził, że urażona duma komunistycznej Rosji znajdzie upust w ekspansji militarnej na zachód. "Te ekspansywne tendencje muszą być powstrzymane" - napisał Kennan. 55 lat później mianowana na szefa Rady Bezpieczeństwa Narodowego USA Condoleezza Rice przestrzega, że Rosja ze swoim wielkomocarstwowym kompleksem znowu zagraża bezpieczeństwu wolnego świata i znowu przyszedł czas na stosowne kroki. "Moskwa chce dowieść swojego miejsca w świecie i robi to metodami, które w przeszłości były zagrożeniem dla interesów Stanów Zjednoczonych" - czytamy w analizie opublikowanej ostatnio na łamach dziennika "Chicago Tribune".
Niezależnie od tego, czy w Kaliningradzie stoją wycelowane na zachód rakiety nuklearne, czy nie, zachowanie Moskwy budzi poważny niepokój wśród polityków nowej administracji George’a Busha. Dotyczy to zarówno aspektów militarnych, jak i społeczno-politycznych. Waszyngtońscy eksperci zwracają uwagę, że zanim usłyszeliśmy o broni nuklearnej nad Bałtykiem, do Pentagonu spływały informacje o przesunięciu pięciu strategicznych bombowców typu TU-95 do baz w pobliżu Cieśniny Beringa. Rzecznik Pentagonu Kenneth Bacon przyznał, że bombowce wyposażone są w broń nuklearną. Na początku października rosyjski samolot zwiadowczy Su-24 i dwa myśliwce Su-27 zbliżyły się do grupy bojowej okrętów amerykańskiego lotniskowca "Kitty Hawk" na Morzu Japońskim. Niespełna miesiąc później radary lotniskowca "Kitty Hawk" wykryły znajdujące się w pobliżu dwa rosyjskie samoloty zwiadowcze typu Ił-38. Rozpoczęły się dziwne gry wojenne, które amerykańskim generałom jako żywo przypominają czasy zimnej wojny.
Zdaniem prof. Rice, "po latach happy talk [tak nazywa politykę idealizowania nowej Rosji przez administrację Billa Clintona] czas powiedzieć prawdę o Rosji". O Rosji pogrążonej w chaosie i po raz kolejny zagrażającej stabilizacji politycznej świata. Zmieniają się oczywiście metody i zmieniają się nazwy państw zagrożonych nowym rosyjskim ekspansjonizmem, ale z wnikliwej analizy szefowej Rady Bezpieczeństwa Narodowego USA wynika, że po krótkim okresie przejściowym w Moskwie znowu zwycięża myślenie, które pół wieku temu doprowadziło do zimnej wojny. Zamiast demokracji mamy rosyjski Erzatz, czy - jak to określa - demokrację fragmentaryczną. "Gospodarka Rosji to jakaś dziwna mutacja z średniowiecznym zabarwieniem" - pisze prof. Rice. "To, co wychwalano jako prywatyzację, okazało się być rozkradaniem państwa". To, co nazywano decentralizacją czy liberalizacją, w rzeczywistości było ukonstytuowaniem się rządów bezprawia. Im szybciej rośnie przepaść kulturowa i gospodarcza miedzy Wschodem a Zachodem, tym agresywniejsza staje się rosyjska polityka. "Ameryka nie boi się silnej Rosji" - pisze Rice. I jakby cytowała Kennana, dodaje - "boimy się słabej Rosji". Mówiąc całą prawdę o Rosji, trzeba też powiedzieć o błędach amerykańskiej i europejskiej polityki zagranicznej. Rice nie pisze tego wprost i daleka jest od bolesnych analogii z okresem powojennym, kiedy naiwna polityka Zachodu dała Moskwie czas na umocnienie dyktatury w całej Europie Środkowej, jednak uważa, że Waszyngton popełnił błąd, rozgrzeszając przed światem moskiewskich przywódców. Waszyngton, zauroczony własną retoryką końca zimnej wojny, zapewniał świat i międzynarodowe instytucje finansowe, że reformy postępują, a Rosja, jeżeli tylko otrzyma odpowiednie wsparcie, wyłoni się któregoś dnia z błota jako prosperująca demokracja. I pieniądze płynęły - transza za transzą - z Międzynarodowego Funduszu Walutowego, a z nimi oferty restrukturyzacji długów z Klubu Paryskiego. Miliardy dolarów, które grzęzły na prywatnych kontach i zamiast demokracji umocniły anomalie społeczno-polityczne - system, który teraz może się stać największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa i amerykańskich interesów na świecie. Dziś Rosja, mimo dogodnych cen ropy naftowej, zalega ze spłatą 1,5 mld USD Klubowi Paryskiemu, a wschodnie rubieże kraju pogrążone są w mrozie i głodzie.
Kraj stacza się, jak się staczał i - jak w okresie powojennego terroru - jedynym powodem do dumy ma być siła militarna imperium. Zamiast w wojnie o dobrobyt swoich obywateli Rosja spełnia się w nacjonalistycznych wojnach z maleńką Czeczenią czy awanturniczej polityce i próbach podporządkowania sobie słabszych sąsiadów, jak Gruzja, Azerbejdżan, Mołdawia czy Ukraina. W miarę jak traci przyjaciół na Zachodzie, szuka sprzymierzeńców wśród państw parających się terroryzmem, sprzedając technologie nuklearną Irakowi, Korei Północnej czy Libii. Profesor Rice domaga się ograniczenia transferu technologii do Rosji i - podobnie jak Kennan - jest zdania, że niepodległość suwerennych państw musi być chroniona, a ekspansywna polityka Rosji powstrzymana w imię wartości, którym Waszyngton zawsze hołdował. "To była ta nadzwyczajna rola, jaką Ameryka odgrywała w przeszłości i znowu powinna odegrać w nadchodzącym stuleciu". Kennan nazwał ją doktryną powstrzymywania (containment). Rice waży każde słowo i wyraźnie unika kwiecistych sformułowań, ale jej artykuł ma wszystkie znamiona nowej doktryny i w swej wymowie jest znacznie bliższy ideom konfrontacji zła Kennana, Trumana czy Reagana niż strategii obłaskawiania uprawianej przez administrację Billa Clintona, a przed nim Roosevelta.



Więcej możesz przeczytać w 2/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0