Zwycięstwo warunkowe

Zwycięstwo warunkowe

Pentor dla "Wprost": ranking polityków
 
Niemal wszyscy wróżą przejęcie pełnej i niepodzielnej władzy przez SLD. Tymczasem wyniki naszego rankingu polityków jasno wskazują, że partie centroprawicy stoją przed szansą wspólnego wygrania jesiennych wyborów. Wykorzystanie szansy będzie zależało od spełnienia co najmniej kilku przykazań.
W polityce obowiązują prawa przyrody - na żerowiska powinien prowadzić najsilniejszy. Po podpisaniu porozumienia przez ugrupowania współtworzące AWS do wyborów poprowadzi ją Maciej Płażyński, marszałek Sejmu, polityk w tej chwili znacznie popularniejszy od Mariana Krzaklewskiego. Bardziej eksponowaną w AWS pozycję zajmie również premier Jerzy Buzek, także cieszący się większym poparciem od dotychczasowego lidera akcji. Unię Wolności poprowadzi do wyborów prof. Bronisław Geremek, który po męskiej walce z Donaldem Tuskiem zastąpił na fotelu przewodniczącego UW prof. Leszka Balcerowicza. W tym też widać pragmatyczne podejście do kampanii wyborczej: z naszego rankingu wyraźnie wynika, że prof. Geremek ma znacznie więcej zwolenników niż Donald Tusk.
Marian Krzaklewski był ojcem AWS i popierał reformy rządu Buzka, a Leszek Balcerowicz zapewnił Unii Wolności dobry wynik w wyborach i walczył o uzdrowienie finansów publicznych. Wyborcy to doceniają. Nie na tyle jednak, by poparcie to wystarczyło w starciu z SLD. Jeżeli szanse na odzyskanie popularności przed wyborami parlamentarnymi nie są wielkie, to zdrowy rozsądek podpowiada, aby dotychczasowych przywódców zastąpić nowymi. Do tej pory obóz polskiej centroprawicy rzadko przejawiał taką umiejętność; partie były najczęściej "przypisane" do przywódców, będących często ich założycielami. Ciężkie wewnętrzne starcia nie doprowadziły do rozsypania się Akcji Wyborczej Solidarność na odrębnie działające SKL, PPChD, ZChN, RS AWS, które to skróty kojarzą się przeciętnemu wyborcy co najwyżej z alfabetem. Takie rozmnożenie liter oznaczałoby najpewniej unicestwienie, gdyż - dowodzą wyniki rankingu - tacy partyjni przywódcy prawicy, jak Jan Maria Rokita, prezes Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego, czy Stanisław Zając, prezes Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego, są zbyt mało popularni, żeby samodzielnie i szybko przejąć znaczący elektorat. Mimo dzielących ich różnic politycy prawicy starają się zachować solidarność z wyborcami, czyli nie zniechęcać ich do siebie podziałami. Niektórzy obserwatorzy sceny politycznej podkreślają, że jedność ugrupowań współtworzących AWS jest sztuczna, bo nie opiera się na porozumieniu programowym. Jeżeli jedność jest niezbędna, aby odnieść sukces w wyborach i mieć realny wpływ na rzeczywistość, to - mimo programowych sprzeczności - taka jedność jest naturalna.
Podobnych umiejętności w sztuce porozumiewania się wymagają i będą wymagać zwolennicy politycznego centrum. Grupa liberałów skupionych wokół Donalda Tuska, wicemarszałka Senatu, nie opuściła szeregów Unii Wolności mimo przegrania walki o przywództwo w partii. Nie oznacza to jednak, że wyborca "środka" otrzymał w pełni zadowalającą ofertę. Zważywszy na wysoką pozycję Andrzeja Olechowskiego, brak współpracy między Unią Wolności a jego środowiskiem przyniósłby straty i Olechowskiemu, i partii Bronisława Geremka. Unia zdobywająca poparcie 10 proc. wyborców w najlepszym wypadku odgrywałaby rolę języczka u wagi. Zwiększenie elektoratu co najmniej o 5-7 proc. pozwoliłoby jej natomiast na stworzenie silnego centrum. Z kolei Olechowski, nadal sytuujący się - m.in. dzięki współpracy z UW - na czele rankingowych list, zyskałby możliwość wystartowania w następnych wyborach prezydenckich.
 
Wyborcy dość stanowczo opowiadają się za wycofaniem związku zawodowego z bezpośredniej walki o władzę - dowodzą nasze badania. Spełnienie tego oczekiwania nie powinno oznaczać tylko formalnego dostosowania się do wymogów ordynacji wyborczej, która zakazuje startu w wyborach związkom zawodowym - takie przepisy można przecież łatwo obejść, umieszczając nazwiska związkowych działaczy na partyjnych listach wyborczych. Ugrupowania, którym naprawdę zależy na wygraniu wyborów, powinny zmierzać do faktycznego wycofania związkowców z walki wyborczej, co zapobiegłoby męczącemu mieszaniu ról, kiedy to politycy mówią językiem związkowych działaczy, ci zaś majstrują przy tworzeniu rządu. I dopiero po uczytelnieniu swych struktur związek zdoła się uwolnić od pełnienia funkcji quasi-partii, a AWS będzie mogła wykorzystać szansę odzyskania poparcia oraz realnie myśleć o pełnym zjednoczeniu - za czym opowiada się 29 proc. respondentów Pentora.
Ogromny sukces, jaki w naszym rankingu odniósł Lech Kaczyński, minister sprawiedliwości, dowodzi, że nie tylko sprawy gospodarcze mogą mieć spory wpływ na nastroje społeczeństwa. Wzrost notowań Kaczyńskiego jest tym bardziej znaczący, że w dużym stopniu oparty na stylu sprawowania urzędu, gdyż na przeprowadzenie szerokich reform miał on na razie zbyt mało czasu. Już same wypowiedzi o zaostrzeniu walki z przestępcami i korupcją, wprowadzenia większej represywności systemu karnego, wreszcie - poskromienia prawniczo-prokuratorskich koterii spowodowały, że Kaczyński stał się najpopularniejszym politykiem rządu i jednym z tych, z którymi wiąże się ogromne nadzieje na uporządkowanie spraw w Rzeczypospolitej. Łatwo sobie wyobrazić podobnie spektakularne posunięcia w wykonaniu innych polityków - zmierzające do ograniczania biurokracji czy zwalczania upartyjnienia państwa. Wbrew obiegowym opiniom, populizm, czyli m.in. urzeczywistnianie wyobrażeń społeczeństwa o kierowaniu państwem, może być pożyteczny i dla społeczeństwa, i dla państwa. No i dla populistów.
Widoczne w rankingu partii poparcie dla SLD jest przeszacowane. W obecnych badaniach absencję wyborczą lub brak chęci do wyrażania swych preferencji partyjnych deklaruje aż 30 proc. respondentów, co jest odsetkiem wysokim. Widać tu "zapasy" poparcia, jakim może dysponować AWS, do niedawna zniechęcająca wyborców wewnętrznym skłóceniem. Gdyby naturalny elektorat sojuszu był tak duży, jak wykazuje ranking, historia III RP potoczyłaby się zapewne inaczej. W rzeczywistości partia Leszka Millera dawno wyczerpała swoje możliwości ekspansji. A mobilizacja obozu posierpniowego i jego zwolenników relatywnie zmniejszyłyby potencjał lewicy.

Więcej możesz przeczytać w 2/2001 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0