Rachunek za PRL

Rachunek za PRL

Gdyby nie socjalistyczny eksperyment, nasz kraj byłby dziś bogatszy od Grecji i Hiszpanii


W "koszmarnych czasach sanacji" Polska była średnio rozwiniętym krajem europejskim. Powojenny eksperyment z gospodarką socjalistyczną cofnął nas na obrzeża Europy. Straciliśmy na tym krocie. Można nawet policzyć ile.
Taką próbę podjął niedawno Stanley Fisher (wespół z Rantą Sahayem i Carlosem A. Veighem). W 1937 r. wartość produktu krajowego brutto przypadającego na jednego Polaka wynosiła 1915 USD (policzono wedle siły nabywczej dolara z 1992 r.). Było to niewiele mniej niż w Grecji (2043 USD) czy Hiszpanii (2820 USD). W 1992 r. (datę tę można w przybliżeniu przyjąć za pierwszy po PRL rok normalnej gospodarki, gdy uczciwie dawało się wyliczyć PKB) wskaźnik ten wynosił dla Polski 4726 USD, a dla Hiszpanii i Grecji - dwóch najsłabiej rozwiniętych państw Unii Europejskiej - odpowiednio - 12 498 USD i 10 314 USD. Różnice te można przyjąć za oszacowanie z grubsza strat spowodowanych przez socjalizm (zauważmy, że po wojnie Hiszpania i Grecja były w sytuacji podobnej do naszego kraju). Mnożąc tę kwotę przez liczbę mieszkańców, poznamy wielkość straty całego państwa w jednym tylko roku z okresu schyłku gospodarki socjalistycznej. Jest to 200-300 mld USD.
W swoich szacunkach autorzy opracowania "Jak daleko do Brukseli" poszli dalej. Korzystając z modelu Barra, oszacowali potencjalny PKB przypadający na Polaka w 1992 r. (czyli produkt, jaki byśmy osiągnęli bez socjalistycznego eksperymentu) na 14 200 USD. Uznali zatem, że nasz kraj rozwijałby się szybciej niż Hiszpania i Grecja. Biorąc pod uwagę, że do lat 70. w Hiszpanii prowadzono autarkiczną gospodarkę korporacyjną (też eksperyment, tyle że tańszy), a Grecy dwukrotnie fundowali sobie (z naszą pomocą) rewolucje socjalistyczne, nie wydaje się to wykluczone. Jeśli przyjmiemy wyliczenia Fishera, Sahaya i Veigha, strata zwiększa się - w jednym tylko roku - do 400 mld USD!
Warto przypomnieć, że socjalistycznej gospodarki w Polsce nie robiły krasnoludki, tylko wodzowie partii. A ostatnim wodzem, który socjalizmu bronił jak niepodległości, był Wojciech Jaruzelski. Przypominam o tym także dlatego, że ów wódz, zapytany przez pewną gazetę (nie "Trybunę"), co sądzi o Leszku Balcerowiczu, powiedział: "To postać kontrowersyjna". W świetle przedstawionych szacunków z całą odpowiedzialnością można powiedzieć, że dorobek Jaruzelskiego nie wywołuje żadnych kontrowersji. Gdyby go zamknąć w odosobnieniu i poprosić, aby odpracował tylko jeden rok swoich rządów, miejsce odosobnienia mógłby opuścić po dwóch tysiącach lat.


Więcej możesz przeczytać w 2/2001 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0