Święta wrogość

Święta wrogość

Plan pokoju w zamian za podział Jerozolimy okazał się mrzonką. Zbyt mało równa się zbyt wiele, przynajmniej jeśli idzie o pokój między Palestyńczykami a Izraelczykami. Wzniecając drugą intifadę, Palestyńczycy sprzeciwili się pokojowi, który dawał im "zbyt mało". Tymczasem w potężnej demonstracji u bram starej części Jerozolimy Izraelczycy zaprotestowali przeciwko dawaniu Palestyńczykom "zbyt wiele", nie chcąc słyszeć o podziale najświętszego miejsca.
 

"My modlimy się w stronę Jerozolimy, oni odwracają się do niej tyłem, twarzą w kierunku Mekki" - krzyczały transparenty największej demonstracji w historii Jerozolimy. Wzięło w niej udział - według różnych szacunków - od 100 tys. do 400 tys. Żydów z kraju i zagranicy. Pod hasłem jednej, niepodzielnej Jerozolimy należącej do Izraela przybyli pod Bramę Jafską (jedno z wejść na Stare Miasto), by wyrazić sprzeciw wobec amerykańskiego planu pokojowego zakładającego podział miasta. Plan był ostatnią szansą na pokonanie impasu, w jakim znalazły się rozmowy pokojowe przed zmianą na stanowisku prezydenta Stanów Zjednoczonych oraz przetasowaniem w rządzie Izraela.
Odchodzący prezydent USA Bill Clinton zaproponował podział miasta według kryteriów etnicznych. Palestyńczycy mieli przejąć kontrolę nad wschodnią Jerozolimą. Zgodził się na to wstępnie premier Izraela Ehud Barak, nie chcąc jednak słyszeć o oddaniu Wzgórza Świątynnego, miejsca równie świętego dla Żydów, jak i dla muzułmanów. Czołowi rabini Izraela twierdzą, że prawo zakazuje oddania Wzgórza Świątynnego. Z kolei mufti Jerozolimy Ikrama Sabri, najwyższy rangą duchowny islamski na tym terenie, ogłosił, że cały obszar wzgórza należy do muzułmanów. O ustępstwie którejkolwiek ze stron konfliktu nie ma nawet mowy.
Protest pod murami starówki zorganizowali burmistrz Jerozolimy Ehud Olmert oraz Natan Szaranski, przywódca imigrantów żydowskich z byłego ZSRR. Do maja 1948 r. znajdująca się pod panowaniem brytyjskim Jerozolima była jednym miastem. Później - zgodnie z rezolucją Organizacji Narodów Zjednoczonych - miała być międzynarodową strefą pod kontrolą ONZ. Wojska jordańskie zajęły jednak całą wschodnią Jerozolimę - zniszczono prawie 60 synagog, inne przeznaczono na śmietniki czy stajnie. Zdewastowano antyczny cmentarz na Górze Oliwnej, budując tam asfaltową drogę i hotel. Aż do 1967 r. nie było mowy o odwiedzaniu tych miejsc (w tym Ściany Płaczu) przez Żydów. Izraelczycy obawiają się, że Palestyńczycy mogliby teraz zrobić to samo.
W układzie z Oslo z 1995 r. Palestyńczycy zobowiązali się do zapewnienia swobodnego dostępu do świętych miejsc,
respektowania prawa do modlitw i niewprowadzania zmian w miejscach żydowskiego kultu na terenach oddanych przez Izrael. Tymczasem synagoga w Jerychu została już spalona, zdewastowano grobowiec Józefa w Nablusie.
Efraim Inbar, dyrektor Centrum Studiów Strategicznych im. Begina i Sadata na Uniwersytecie Bar-Ilan, na łamach "Jerusalem Post" zwraca uwagę na strategiczne znaczenie Jerozolimy: kluczowego węzła przerzutu - w razie zagrożenia - wojsk z zachodu (wybrzeże) na wschód, do doliny Jerycha, oraz z północy na południe. Podział Jerozolimy według linii etnicznych "zamieni ją w Belfast" - twierdzi Inbar.
W Oslo uznano ustanowienie palestyńskiego państwa za warunek konieczny pokoju, w Camp David podobnie miało się stać z zasadą podziału Jerozolimy, ale dla wielu Izraelczyków jest to jednak nie do zaakceptowania.
Jeszcze twardszym orzechem do zgryzienia niż Jerozolima jest problem palestyńskich uchodźców - ich liczba sięga 3,5 mln, a może nawet 4 mln (większość przebywa w Jordanii, Syrii i Libanie). Plan Clintona dawał im prawo powrotu do państwa palestyńskiego, nie zaś na terytorium Izraela. Zdaniem pisarza Amosa Oza, napływ takiej masy ludzi oznaczałby koniec państwa izraelskiego. Niebotyczna góra problemów sprawia, że mało kto wierzy jeszcze w "pokój pod oliwkami".

Okładka tygodnika WPROST: 3/2001
Więcej możesz przeczytać w 3/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0