MENU

Alpinistka Wanda Rutkiewicz, sportsmenka Beata Maksymow, piosenkarka Kora Jackowska, poetka Anna Achmatowa, tłumaczka i działaczka polityczna Barbara Labuda, reżyserka filmowa Mártha Mészáros - co je łączy poza tym, że są wspaniałymi postaciami? Wszystkie były bohaterkami "Wysokich Obcasów", sobotniego dodatku do "Gazety Wyborczej". Teksty o nich zostały zebrane w książce "Portrety", wydanej przez WAB i Arthura Andersena.
KSIĄŻKA

Alpinistka Wanda Rutkiewicz, sportsmenka Beata Maksymow, piosenkarka Kora Jackowska, poetka Anna Achmatowa, tłumaczka i działaczka polityczna Barbara Labuda, reżyserka filmowa Mártha Mészáros - co je łączy poza tym, że są wspaniałymi postaciami? Wszystkie były bohaterkami "Wysokich Obcasów", sobotniego dodatku do "Gazety Wyborczej". Teksty o nich zostały zebrane w książce "Portrety", wydanej przez WAB i Arthura Andersena. Dotychczas na łamach magazynu opisano ponad sto kobiet, do książki trafiło siedemnaście, które mają - wedle Weroniki Kostyrko, naczelnej "Wysokich Obcasów" - jeszcze coś wspólnego: dzielność, wolę i umiejętność pokonywania przeszkód. To prawdziwe wzorce osobowościowe na dzisiejsze czasy. Pisali o nich czołowi dziennikarze "Gazety", m.in. Wojciech Tochman, Irena Morawska, Irena Lewandowska, Katarzyna Bielas, Tadeusz Sobolewski i Adam Wajrak, wydobywając na jaw nieznane, a zarazem fascynujące szczegóły ich życiorysów. Książkę zamyka pamiętny, wstrząsający wywiad Teresy Torańskiej z prof. Ewą Łętowską o tym, jak żyć po stracie człowieka najbliższego. (DS)

Wydarzenia - POLSKA

"Missa pro pace", dwa lata temu zamówiona z okazji jubileuszu Filharmonii Narodowej przez dyrektora Kazimierza Korda u Wojciecha Kilara, zabrzmiała po raz pierwszy 12 stycznia. Prawie półtoragodzinne dzieło, rozpoczynające się od długiego wstępu organowego (napisanego specjalnie na inaugurację nowego instrumentu), jest pokazem kompozytorskiego samoograniczania się. - Nie znam drugiego tak ascetycznego utworu - stwierdził Kazimierz Kord na konferencji po koncercie. Soliści (znakomicie dobrany komplet: sopran Izabella Kłosińska, alt Jadwiga Rappe, tenor Charles Daniels i bas Romuald Tesarowicz) oraz dyrygent chóru Henryk Wojnarowski podkreślali też ogromne trudności, jakie ta pozornie prosta muzyka sprawia wykonawcom. Msza przypomina inne dzieła - radosna "Gloria" to niemal cytat z "Orawy", inny fragment, oparty jedynie na dwóch akordach - "Symfonię pieśni żałosnych" Góreckiego. Nie brak też świadomych cytatów, m.in. z kolędy "Anioł pasterzom mówił". Kilar wychodzi z założenia, że aby dzieło religijne przemawiało do dzisiejszej publiczności, musi mówić językiem powszechnie znanym. Trudno wtedy o muzyczne odkrycia. Msza jest jednak utworem szczerym, wyrazem głębokiej religijności autora.

Dorota Szwarcman

Trwa Festiwal Oper Barokowych w Warszawskiej Operze Kameralnej. W jego ramach odbyła się właśnie kolejna (po grudniowej "Tetydzie na Skyros" Domenica Scarlattiego) premiera na poziomie europejskim - "Rinaldo" Haendla. To przepiękne i trudne dzieło wymaga naprawdę znakomitych głosów, zwłaszcza w partii tytułowej, przeznaczonej dla kontraltu. Znakomicie z tej roli wywiązała się młoda śpiewaczka Anna Radziejewska, rozpoczynająca dopiero karierę. Obok niej występują takie gwiazdy Opery Kameralnej, jak Olga Pasiecznik i Marta Boberska. Całość została przygotowana przez trójkę artystów: Władysława Kłosiewicza (kierownictwo muzyczne), Ryszarda Peryta (reżyseria) i Andrzeja Sadowskiego (scenografia i kostiumy).

Dorota Szwarcman

Czy ta sztuka jest za, czy przeciw kulturze masowej? Flirtuje z nią czy ją demaskuje? Takie pytania nasuwają się przy oglądaniu wystawy "Scena 2000" w warszawskim Centrum Sztuki Współczesnej. Sztuka aktualna zwykle funkcjonowała w środowiskach artystycznych, wśród szerszych rzesz odbiorców nie znajdując zrozumienia. Podobnie jest dziś, z tą różnicą, że obecnie sztuka rzadko zawiera ważkie wartości estetyczne czy intelektualne. Anda Rottenberg stwierdziła niedawno, że mamy czas komunikatu. Ten komunikat odwołuje się do potocznego myślenia i codziennego życia z jego ulotnością i bylejakością. Nie ujmuje urodą ani przesłaniem - i nie zamierza, ponieważ piękno kojarzy się dziś z kiczem, a mądrość z mądrzeniem się. To zaś, co dawniej uważaliśmy za kicz, stało się powszechnym, nobilitowanym przez sztukę środkiem wyrazu.
Dla młodych twórców ze "Sceny 2000" świat jest zabawą, ale i horrorem. Bawić się można, robiąc sobie zdjęcie z głową wpasowaną w otwór jednego z "Monideł" Anny Baumgart i Tomasza Karabowicza, poruszając się w zaciemnionym pomieszczeniu z niespodziankami, przygotowanym przez Pawła Althamera, czy też wkładając czapkę z fizeliny, by wczuć się w atmosferę obrazów Grzegorza Sztwiertni ze scenkami z sali operacyjnej. Wędrując do nich, mijamy m.in. rysunki czaszek umieszczane w niebezpiecznych miejscach (Robert Maciejuk), obrazy katastrof (Wilhelm Sasnal) czy gumowe modele rąk i nóg (Anna Konik).
Kultura masowa jest przez młodych artystów zarówno wyszydzana, jak i gloryfikowana. Zuzanna Janin obok instalacji z pierścionków i ogromnego białego modelu serca umieściła rysunki postaci z japońskich komiksów. Portrety koni autorstwa Zbigniewa Rogalskiego są jakby żywcem wyjęte z kalendarza, opatrzone jednak zostały takimi atrybutami, jak okulary przeciwsłoneczne czy słuchawki do walkmana. Odniesienia do kiczu jarmarcznego krzyżują się jak w życiu z aluzjami do kiczu religijnego: Marek Kijewski z artystką o pseudonimie Kocur stworzyli tron z klocków lego z neonową aureolą (nawiązanie do filmów o Świętym), a Robert Rumas - plastikową Matkę Boską z widocznymi w środku monetami.
Wciąż w modzie jest nagość, ale nie pięknotek z "Playboya", lecz ludzi z ulicy. Paweł Althamer namówił grono bezdomnych do radosnego tańca nago w kręgu, a Artur Żmijewski do maszerowania, odbywania musztry i wykonywania pieśni wojskowych na golasa skłonił byłych żołnierzy Kompanii Reprezentacyjnej Wojska Polskiego.
Czy ta sztuka ma szansę na przetrwanie? Raczej nie. Są to twory ulotne jak przeczytana gazeta.

Dorota Szwarcman

Wydarzenie - ŚWIAT

Niemcy i Polacy - przyjaciele i partnerzy w Europie" - pod tym hasłem odbył się 13 stycznia 102. Europejski Bal Prasy i Radia Berlin 2001. Po Expo 2000 w Hanowerze i targach książki we Frankfurcie nad Menem była to trzecia możliwość promocji Polski za Odrą. Podczas balu kanclerz Gerhard Schröder przyznał, że najpierw odmówił udziału w nim, a do przyjęcia zaproszenia nakłonił go ostatecznie prezydent Aleksander Kwaśniewski. Kanclerz nie wyjaśnił, co miał na myśli: czy to, że tak mało znaczy dlań tworzenie nowego wizerunku Polski i Polaków w Niemczech, gdzie ciągle pokutują stereotypy na nasz temat, czy to, że tak wielki wpływ ma na niego nasz prezydent. Andrzej Byrt, ambasador RP w Berlinie, zauważył, że bal "odbył się po szczycie w Nicei, gdzie postanowiono o otwarciu bram UE dla Polski", co było "dobrym pretekstem do wspólnego odtańczenia poloneza". Polska wystąpiła w roli honorowego gościa imprezy, m.in. dzięki zabiegom ambasadora, kończącego właśnie kadencję. Uczestnicy balu byli zadowoleni z jego przebiegu, ale nie zabrakło głosów krytycznych. W sondażu berlińskiej telewizji B1 SFB jeden z gości wyraził zdziwienie, że przy stołach zostały wolne miejsca, ktoś inny stwierdził, że się wynudził, a "impreza miała trzeciorzędny charakter". Tak czy owak, był polonez A-dur Chopina i mazur ze "Strasznego dworu" Moniuszki w wykonaniu Sinfonii Varsovii pod batutą Krzysztofa Pendereckiego, zatańczyło Mazowsze, zaśpiewała Kayah i odkurzone trio Vox, zagrał Alex Band, skrzypaczki ze Space Violin, bosa Jennifer Rush z importu, rodzimi górale i kilka innych grup. Była wystawa fotograficzna i pokaz mody, a karykaturzyści Jacek Frankowski i Tytus Byczkowski malowali portrety na zamówienie (ten ostatni pobierał opłaty, mimo zapewnienia w programie, że rysunki są za darmo). Była polska wódka, piwo Żywiec, chleb ze smalcem, kwaśne ogórki, marynowane prawdziwki i inne specjały. Bawiło się trzy tysiące gości, tańczył kanclerz, tańczył prezydent... Na balach nie mówi się o rozbieżnościach w polityce, blokowaniu dostępu do rynku pracy, wymogach restrukturyzacji rolnictwa czy zaniedbaniach w ochronie środowiska. Pozostaje tylko nadzieja, że kanclerz i prezydent nie przetańczą wyzwań stojących przed Polską i Niemcami przed likwidacją punktów kontroli granicznej na Odrze i Nysie i nie pomylą kroków w procesie rozszerzania Unii Europejskiej.

Piotr Cywiński
Berlin
Okładka tygodnika WPROST: 3/2001
Więcej możesz przeczytać w 3/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0