Ciemności kalifornijskie

Ciemności kalifornijskie

Dodano:   /  Zmieniono: 
Wyłączone światła w Kalifornii? Brak prądu w Dolinie Krzemowej? Takie sceny jeszcze kilka lat temu mogły się pojawiać tylko w powieściach science fiction albo w filmach grozy. A jednak niemożliwe stało się przykrym faktem. Zaskoczeni mieszkańcy najludniejszego stanu amerykańskiej federacji po raz pierwszy od zakończenia II wojny światowej borykają się z przerwami w dostawach energii elektrycznej.
Kryzys zmusił gubernatora Kalifornii Graya Daviesa do wprowadzenia stanu wyjątkowego, co umożliwi przynajmniej rozpoczęcie kupowania energii elektrycznej na wolnym rynku od producentów z innych stanów. Zdenerwowani szefowie Intela zapowiadają, że swoje fabryki mikroprocesorów przeniosą tam, gdzie nie ma takich problemów. Przedstawiciele władz stanowych błagają kanadyjskie hydroelektrownie o zwiększenie dostaw. Bezskutecznie, gdyż po wyjątkowo suchym lecie poziom wody w zaporach na całym zachodnim wybrzeżu Ameryki jest niski. Przerwy w dostawach prądu i rotacyjne odłączenia od sieci dotknęły przynajmniej półtora miliona gospodarstw domowych i przedsiębiorstw.
W prasie roi się od ogłoszeń firm sprzedających domowe generatory prądu. Urządzenia cieszą się wzięciem, ponieważ ludzie mają już dosyć nieustannego przeprogramowywania sprzętów - od elektronicznych budzików poprzez kuchenki mikrofalowe po systemy ostrzegawcze i kontrolne. W San Francisco kilkakrotnie przestała działać sygnalizacja świetlna, co spowodowało całą serię wypadków drogowych.
Zaczęło się od wyjątkowo surowej zimy. Listopad i grudzień 2000 r. były najzimniejszymi miesiącami od roku 1895, kiedy zaczęto w USA notować dane meteorologiczne. Niskie temperatury w połączeniu z ograniczeniem wydobycia ropy naftowej przez kraje OPEC przyczyniły się do rekordowego wzrostu cen nośników energii. Jakby tego było mało, z powodu nawiedzających w grudniu zachodnie wybrzeże sztormów odłączono jedną elektrownię atomową, a dwie konwencjonalne zostały zamknięte ze względu na okresowy przegląd techniczny. Produkcja energii spadła o 15 tys. megawatów (co wystarcza do zasilania 15 mln gospodarstw domowych).
Z powodu braku prądu nie działa jeden z głównych naftociągów w Kalifornii, co przyczynia się do wzrostu cen benzyny i powstawania gigantycznych kolejek przed stacjami, zupełnie jak w czasie kryzysu naftowego na początku lat 70. Obecnego kryzysu, który będzie zapewne pierwszym poważnym wyzwaniem dla administracji prezydenta George’a Busha Jr., nie spowodowali jednak Arabowie. Jest on efektem nierozważnego eksperymentu kalifornijskich polityków.
Kalifornia zawsze była laboratorium rozwiązań społecznych, obyczajowych i gospodarczych. Nic dziwnego, że w latach 90. pierwsza przeprowadziła eksperyment z demonopolizacją i deregulacją rynku energii elektrycznej i gazu ziemnego. Założenie było proste - konserwatyści w stanowym sejmiku argumentowali, że na stworzeniu warunków swobodnej konkurencji między prywatnymi przedsiębiorstwami zyska przeciętny konsument. Jeśli ceny energii wzrosną, ludność zacznie oszczędzać prąd, a firmy energetyczne będą chętniej inwestować w budowę nowych elektrowni.
Koncepcja taka sprawdziła się w wypadku deregulacji i demonopolizacji amerykańskich linii lotniczych i rynku telefonicznego w czasach Ronalda Reagana. Nieufni wobec wielkich przedsiębiorstw energetycznych stanowi ustawodawcy z lewej strony sceny politycznej postanowili jednak wprowadzić pułapy cenowe. Dzięki temu nawet w wypadku wzrostu cen produkcji energii jej dostarczyciele nie mogli żądać od odbiorców końcowych wyższych cen, a konsumenci nie byli zainteresowani oszczędzaniem. Jak wykazały badania MIT, prowadzone przez ekonomistę prof. Paula Jaskowa, hurtowe ceny energii elektrycznej wzrosły od 4,7 centa w maju do 16,6 centa w sierpniu 2000 r. Tymczasem ceny detaliczne określone przez stanowy sejmik były niższe od obowiązujących w roku... 1996. Dopiero kiedy kryzys stał się faktem, stanowi regulatorzy zgodzili się w styczniu na dziesięcioprocentową podwyżkę cen. Nie wiadomo, czy uratuje to przed bankructwem dwa największe przedsiębiorstwa energetyczne - Southern California Edison i Pacific Gas & Electric, których straty przekraczają już 12 mld USD.
Planiści nie przewidzieli wielkiego wzrostu zapotrzebowania na energię elektryczną w stanie, którego gospodarkę napędzają internetowe i komputerowe przedsiębiorstwa z Doliny Krzemowej. Liczyli na tani import energii z sąsiednich stanów, nie biorąc jednak pod uwagę, że dziewięć lat wzrostu gospodarczego w USA spowoduje ogólny wzrost zapotrzebowania na energię.
Od budowy elektrowni w Kalifornii odstręczyły firmy dodatkowo wyjątkowo rygorystyczne przepisy. W latach 90. nie wzniesiono w tym stanie ani jednej siłowni. Po roku 1998 reguły stały się bardziej jasne - wydano zgodę na budowę dziewięciu elektrowni. Niestety, nawet zrealizowanie tych projektów nie zaspokoi w pełni gwałtownie rosnącego głodu energii.
Kalifornijskie problemy są nauczką dla amerykańskich stanów, które także zamierzają zdemonopolizować ten sektor gospodarki. Po raz kolejny okazało się, że aby rozwiązania wolnorynkowe były skuteczne, muszą być konsekwentne. Nie istnieje gospodarka wolnorynkowa częściowo regulowana.

Więcej możesz przeczytać w 4/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0