Niebezpieczne związki

Niebezpieczne związki

Ci, którzy rozpoczęli proces "wrogiego przejmowania" Unii Wolności, w końcu sami polegli od własnej broni. Niedawno na łamach "Wprost" czytaliśmy takie wyznanie: "Programowy dorobek UW stanowi świetny program dla partii, która może być oczekiwaną przez wyborców nowoczesną centroprawicą. (...) Jedyną siłą, która zdolna jest przeciwstawić się sojuszowi (SLD - przyp. W.K.), jest Unia Wolności". To słowa Donalda Tuska. Niech posłużą za motto historii, którą opowiem. Nie oskarża ona liberałów, pokazuje pewne postawy niezależne od wizji świata.
 
Niedawno na łamach "Wprost" czytaliśmy takie wyznanie: "Programowy dorobek UW stanowi świetny program dla partii, która może być oczekiwaną przez wyborców nowoczesną centroprawicą. (...) Jedyną siłą, która zdolna jest przeciwstawić się sojuszowi (SLD - przyp. W.K.), jest Unia Wolności". To słowa Donalda Tuska. Niech posłużą za motto historii, którą opowiem. Nie oskarża ona liberałów, pokazuje pewne postawy niezależne od wizji świata.
W roku 1990 rząd Mazowieckiego realizował program zbieżny z poglądami Donalda Tuska i jego kolegów. W wojnie na górze wzięli oni jednak udział jako jego przeciwnicy. Unia Demokratyczna nie odpłaciła pięknym za nadobne - choć była w opozycji, faktycznie popierała rząd Bieleckiego właśnie ze względu na zbieżność programową. Gdy po wyborach 1991 r. Geremek tworzył rząd, Tusk i bliscy mu politycy najpierw sprzymierzyli się z koalicją na rzecz rządu Jana Olszewskiego, z tą nie lubianą przez nich "Polską narodowo-katolicko-związkową", i "wycięli" bliską im Unię Demokratyczną z funkcji parlamentarnych. Następnie porzucili sojuszników i zostali w izolacji. Rękę podała im Unia Demokratyczna. Kiedy w marcu 1992 r. Olszewski zaproponował rozmowy o poszerzeniu jego bazy politycznej, Mazowiecki jako warunek postawił udział KLD. Warunek dla Olszewskiego bardzo trudny, zmuszający do rozmów z ludźmi, którzy dopiero co go porzucili. Była to jedna z przyczyn, które sprawiły, że nie zawarto "wielkiej koalicji".
Kiedy zbliżały się wybory parlamentarne 1993 r., Unia Demokratyczna zaproponowała szefom KLD sojusz wyborczy. Byliśmy pewni, że przyjmą propozycję, bo sondaże lokowały kongres na granicy 5 proc., i osłupieliśmy, gdy odmówili. Okazało się, że wynajęli zachodnią firmę reklamową, która opracowała ową słynną kampanię - "Milion nowych miejsc pracy". Propozycję unii storpedował ówczesny szef sztabu wyborczego KLD Jacek Merkel, wierząc, że kongres znokautuje wszystkich. Wyszło inaczej - KLD znalazł się poza Sejmem. Rękę znów podała Unia Demokratyczna, proponując zjednoczenie. Stało się ono faktem w roku 1994 i znaczna część środowisk obu partii stopniowo się integrowała. Pozostał trzon kongresu złożony z grona znanych działaczy, którzy zjednoczenie rozumieli jako szansę zdominowania nowej partii, a nie jej integracji. Tak rozpoczęło się wypychanie z Unii Wolności środowisk związanych z Unią Demokratyczną. Było to bardzo przykre i bardzo bolesne dla wielu, wielu wartościowych członków unii. Przecież zgodnie z intencją zjednoczenia Unia Wolności miała być kilkubarwna, nie zaś jednobarwna. Od unii odchodzili członkowie i wyborcy zniechęceni rosnącym radykalizmem rynkowym oraz głuchotą socjalną, a przychodzili nowi, odnajdując w unii lepszą wersję UPR. To wypłukiwanie partii z resztek tradycji, tożsamości i wrażliwości, jakie wniosła do niej Unia Demokratyczna, zaostrzyło się po zastąpieniu Tadeusza Mazowieckiego przez Leszka Balcerowicza na stanowisku szefa partii. Równocześnie narastało w unii dyrygowanie (z jednej strony) i bierność (z drugiej), podskórne, bezpardonowe walki o wpływy z powoływaniem własnych "żołnierzy", także papierowych, fasadowość unijnych zgromadzeń i tak dalej.
Przed ostatnim kongresem zwolennicy Pawła Piskorskiego w regionie mazowieckim "wycięli" niewygodnych dla niego kandydatów, po czym utworzyli własną listę preferencyjną do Rady Krajowej. W wielkim lęku, w odruchu obrony przed tym, że Piskorski wszystkich "wytnie" i nie mając większości w partii, zyska większość we władzach, 12 regionów utworzyło własną listę. I tak ci, którzy zaczęli - jak powiedziano na ostatnim posiedzeniu Rady Krajowej - "wrogie przejmowanie partii", polegli od włas-nej broni. W tym momencie skończyła się żarliwa miłość Donalda Tuska, Jana Krzysztofa Bieleckiego i innych do Unii Wolności, wybuchła zaś wielka miłość do platformy. Czas pokaże, czym ta platforma będzie, czy z tego świadomie wywołanego burzenia zostanie popiół czy diament. Jedno jest pewne - nie można stworzyć trwałej, wiarygodnej formacji ludzi rozsądnych z partnerami, którzy siedzą przy stoliku dopóty, dopóki są górą, ale porzucają go, gdy tylko dostrzegą obfitszą zastawę przy sąsiednim.
Więcej możesz przeczytać w 4/2001 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0