Atos, Portos i Aramis

Atos, Portos i Aramis

Dodano:   /  Zmieniono: 
Przy tworzeniu nowego ugrupowania ujawnia się masa różnego rodzaju dewiantów, oszołomów, nieudaczników i oszustów. Panowie Olechowski, Płażyński i Tusk zasypani zostali już wielką ilością głupich, jadowitych i nienawistnych komentarzy. Głosy tych, którzy ich bronią, zagłusza wrzawa podnoszona przez cały polityczny establishment. Chciałbym przekazać naszym trzem muszkieterom kilka słów ku pokrzepieniu serc, aby się nie przejmowali głupotami typu "trzech tenorów na platformie".

Ponieważ tekst ma być lekki, spróbujmy obsadzić role tytułowych bohaterów. Wychodzi na to, że największy i najsilniejszy Andrzej Olechowski musi zostać Portosem. Wiem, że ta rola niezbyt panu Andrzejowi leży, ale niech powie: trudno, sztuka wymaga poświęceń. Nieco mroczny, tajemniczy i skryty Atos to oczywiście Maciej Płażyński. Idealnym Aramisem jest natomiast Donald Tusk. A więc do boju, Panowie!
Naszych bohaterów czeka mnóstwo przygód, niespodzianek i zasadzek. Ponieważ występują przeciwko całemu politycznemu towarzystwu, które już dawno podzieliło się władzą i mocno dzierży stołki, będą aż do wyborów pod zmasowanym ogniem mediów wysługujących się różnym segmentom klasy politycznej. Już teraz, zanim cokolwiek zdołali uczynić, lecą na nich błoto i pomyje. A to dopiero "cwietoczki" - jak śpiewał Wysocki - bo będzie znacznie gorzej. Będzie plan niszczenia nowej inicjatywy, rozpisany na czyny i głosy, do wykonania w ciągu kilku najbliższych miesięcy.
I może się na przykład zdarzyć niespodzianka w postaci przyspieszonych wyborów parlamentarnych. Po to, aby muszkieterom nie dać zorganizować ludzi do ataku. Ci, którym tak bardzo zależało na wyborach w jesiennym, konstytucyjnym terminie, mogą nagle zmienić zdanie. Nie wiem, czy tak będzie, ale na wszelki wypadek zalecałbym szybkość działania. Wiem, że nasi bohaterowie to ludzie doświadczeni w polityce, a więc spróbuję im tylko przypomnieć to, co dobrze wiedzą. A wiedzą zapewne, że największym wyzwaniem i zagrożeniem są problemy techniczne, związane z wprowadzaniem pomysłu w życie.
Jak zdobyć nowych, wartościowych ludzi, których z pewnością w Polsce nie brakuje? Problem polega na tym, że ludzie tacy z reguły stronią od czynnego uprawiania polityki, bo mają co robić i jest im z tym dobrze. I to nie oni zgłoszą się w pierwszym rzucie do ugrupowania, bo ich trzeba dopiero namówić i przekonać. Przekonać do tego, że powinni się poświęcić dla kraju kosztem ustabilizowanego, czasami nawet całkiem wygodnego życia. Przy tworzeniu nowego ugrupowania ujawnia się zwykle spora masa różnego rodzaju dewiantów, oszołomów, nieudaczników, oszustów i innych podejrzanych typów. Jak w sposób sensowny przetrwać pierwszy napór dziwnych ludzi z ulicy, jak odróżnić przyzwoitych od łobuzów?
Jeżeli trafne jest założenie o normalnej wśród zwykłych ludzi niechęci do polityki, to wnioskiem powinno być twierdzenie, że kandydatów wartościowych trzeba szukać. W jaki sposób? - to kolejne ważne pytanie. Nasi muszkieterowie mają już trochę swoich ludzi, ale to na razie garstka. Powinny się pojawić jakieś nowe twarze, ludzie starannie dobrani i obiecujący. Najlepiej młodzi. Żeby publiczność nie skonstatowała po jakimś czasie, że serwuje się jej te same, znane gęby, które nie załapawszy się gdzie indziej, raz jeszcze próbują robić karierę. Gdy wyborcy stwierdzą, że cała rzecz jest manipulacją, że to samo towarzystwo przestawia tylko trochę dekoracje na scenie, kolejna próba zakończy się klęską. Szczególnie warto więc uważać na różnych znanych już z nie najlepszej strony, wysłużonych i zgranych polityków, którzy - mimo wysiłków - nie zdołali niczego sensownego zdziałać w wolnej Polsce.
Mam nadzieję, że doświadczenie naszej trójki podpowie im, co mają robić. Byłoby źle, gdyby wywiązała się między nimi zbyt widoczna i niszcząca walka o wpływy. W końcu każdy z nich ma za sobą jakiś oddziałek już sprawdzonego wojska. Nie może dojść do żadnych kompromitujących awantur. Właśnie na awantury i błędy czyhają wszystkie wilki, szakale i hieny establishmentu. Tak więc: "Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego!"
Przydałby się może jeszcze naszym bohaterom jakiś d’Artagnan. Ciekawe, komu przypadnie ta rola? Trzeba także zadbać o damy. Mam nadzieję, że tego prawdziwym muszkieterom przypominać nie muszę, bo mają to we krwi. Powodzenia!
Więcej możesz przeczytać w 4/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0