W imię ojca i syna

W imię ojca i syna

Dodano:   /  Zmieniono: 
Rodzina Mitterrandów nie zachowuje się ani zbyt godnie, ani zbyt dostojnie. Możemy natomiast być jej wdzięczni za jedno: przykład arogancji możnych w postaci czystej i nadającej się do podręczników. Kiedy syn byłego prezydenta Busha wprowadzał się do Białego Domu, syn byłego prezydenta Mitterranda został na trzy tygodnie lokatorem paryskiego więzienia La Santé. Właśnie podczas pobytu w przymusowym odosobnieniu udzielił wywiadu tygodnikowi "Le Nouvel Obser-vateur". Bóg raczy wiedzieć, w jaki sposób rozmowa owa została przeprowadzona. Stowarzyszenie sędziów wystąpiło nawet o wyjaśnienie tej kwestii, ale oczywiście nie to jest najważniejsze.
Najważniejsza jest, rzecz jasna, treść. Publikacji ton nadaje już sam tytuł: "Sędzia da wyraz nienawiści" - przy czym słowo "nienawiść" zajmuje mniej więcej jedną trzecią strony. Wszystko wskazuje na to, że wywiad stanowi część szerzej zakrojonej ofensywy rodziny Mitterrandów przeciwko wspomnianemu w tytule sędziemu prowadzącemu sprawę, w którą jest zamieszany syn zmarłego prezydenta.
Przypomnijmy zatem pokrótce okoliczności, w jakich wywiad się ukazał. Wdowa po byłym prezydencie Francji Mitterrandzie złożyła 10 stycznia w paryskim sądzie czek na 5 mln franków, co jest równowartością 3 mln zł. Kaucja w tej właśnie wysokości stanowiła warunek wypuszczenia na wolność jej najstarszego syna, aresztowanego w związku z podejrzeniami o czerpanie korzyści z przemytu broni do Afryki i prania brudnych pieniędzy. Jean-Christophe Mitterrand wyszedł na wolność, ograniczoną jednak koniecznością cotygodniowego zgłaszania się na policji i oddania paszportu oraz zakazem spot-kań z innymi osobami występującymi w tej samej sprawie jako podejrzani lub świadkowie. Klan Mitterrandów nie kryje żywej nienawiści do sędziego prowadzącego śledztwo i wszystkich sędziów, którzy dotychczas cokolwiek orzekali w tej sprawie. Dlatego cytowany przed chwilą tytuł wywiadu w "Le Nouvel Observateur" nasuwa nieodparcie myśl o zadziałaniu znanego z psychologii mechanizmu projekcji, polegającego na przypisywaniu innym własnych nie akceptowanych cech.
Przejawy tej nienawiści są ostatnio liczne. Wdowa po prezydencie powiedziała po wyjściu z sądu, że nie wpłaciła za syna kaucji, tylko okup. Podkreśliła przy tym, że użyła tego właśnie słowa specjalnie i rozmyślnie. Chciała zatem coś przez to dać do zrozumienia. Co mianowicie? Łatwo zgadnąć, odpowiadając sobie na pytanie, kto zajmuje się żądaniem i wymuszaniem okupu. Specjalizują się w tym bandyci. Trzeba przyznać, że takie podsumowanie francuskiego wymiaru sprawiedliwości przez wdowę po prezydencie Francji, który był jego formalnym zwierzchnikiem i gwarantem przestrzegania konstytucji, musi się wydać żałosne, żenujące i szokujące. Tak też praktycznie jednogłośnie skomentowała to prasa, z "Le Monde" na czele.
Sam Jean-Christophe Mitterrand nie pozostaje w dziedzinie słownych wybryków daleko w tyle za matką. Zaraz po wyjściu z aresztu opisał w telewizji przesłuchującego go sędziego śledczego jako "pocącego się z nienawiści, zanim jeszcze otworzył usta". W wywiadzie dla tygodnika "Le Nouvel Obser-vateur" wachlarz inwektyw jest jeszcze bogatszy. Zdaniem Mitterranda juniora, sędzia Courroye dał podczas przesłuchania wyraz obrzydliwej wrogości i prawdziwej nienawiści. W jego przekonaniu sędzia "uprawia władzę w postaci czystej, bez niuansów i bez litości. Przypomina to to, co robią sędziowie w krajach totalitarnych". Jean-Christophe Mitterrand ma najwyraźniej jeszcze przed sobą lekturę książek, z których można się dowiedzieć, jak działa wymiar sprawiedliwości w krajach totalitarnych, ale na razie płacze dziennikarzowi w mankiet, jakich to strasznych upokorzeń doznał od sędziego śledczego. Na czoło wysuwa się dramatyczny opis chwili, w której sędzia ośmielił się go zapytać o imię ojca, chociaż powinien je znać tak jak wszyscy Francuzi. Udał jednak, że nie zna, co było dla pytanego przeżyciem nie do zniesienia.
Najbardziej tragikomiczne jest jednak to, że ataki wynikają przede wszystkim z ogromnego strachu ludzi, którym się wydawało, iż są nietykalni, i nagle się okazało, że to nieprawda. Dawno zresztą nie było na forum publicznym nagonki tak nielojalnej i tchórzliwej: sędzia Courroye nie może się bronić. Gdyby podjął polemikę lub wytoczył proces o zniesławienie, natychmiast zostałby odsunięty od prowadzenia sprawy syna byłego prezydenta, gdyż nie można prowadzić śledztwa przeciwko komuś, z kim się jest w osobistym, publicznie prowadzonym bądź zgoła sądowym konflikcie. Wielu obserwatorów sądzi, że klanowi Mitterrandów chodzi właśnie o pozbawienie sędziego Courroye tej sprawy, gdyż prowadzi ją - ich zdaniem - zbyt wnikliwie. Dlatego świadomie mnożą prowokacje pod jego adresem w nadziei, że w końcu da się ponieść emocjom i będzie musiał odejść. Jak na rodzinę byłego prezydenta Francji nie wygląda to ani zbyt godnie, ani zbyt dostojnie, a może nawet niezbyt elegancko. Możemy natomiast być jej wdzięczni za jedno: dostarczenie przykładu arogancji możnych w postaci czystej i nadającej się do podręczników.

Więcej możesz przeczytać w 4/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0