Państwo niepaństwo

Państwo niepaństwo

Dodano:   /  Zmieniono: 
"Nie zdziwię się, gdy w przyszłości państwowe banki będą istniały tylko po to, by przymusowo trzymali tam pieniądze skazani za oszustwo" - powiedział Milton Friedman, noblista w dziedzinie ekonomii. W 2030 r. to, co obecnie państwowe, znajdzie się na śmietniku cywilizacji - obok niewolnictwa, wymiany naturalnej, rasizmu, gułagów i dyskryminacji kobiet.
Budżet państwa nie będzie przygotowywany przez urzędników Ministerstwa Finansów, bo oznaczałoby to marnotrawstwo pieniędzy. Podatków nie będą pobierać państwowe izby i urzędy skarbowe, bo byłoby to nieefektywne i korupcjogenne. Urzędnicy państwowi nie stworzą już ani jednej ustawy, unikniemy wiec przeregulowania wszystkiego. Prywatna armia, sądy, policja, więzienia, służby specjalne dadzą rzeczywiste, a nie iluzoryczne poczucie bezpieczeństwa.


Obecna dominacja i omnipotencja państwa jest o tyle zaskakująca, że przez ponad pięć szóstych dziejów ludzkości prywatne przeważało nad publicznym. To prywatne jest więc stanem naturalnym. "Jeśli doświadczenie historyczne może nas czegoś nauczyć, to tego, że własność prywatna jest nierozerwalnie związana z cywilizacją" - stwierdził Ludwig von Mises, ekonomista austriacki, dodając, że tylko ci ludzie, którzy coś posiadają, są obywatelami we właściwym znaczeniu tego słowa. Nigdy bowiem nie istniało społeczeństwo nie uznające jakiejś formy własności, a istnienie Złotej Ery, w której wszystko było wspólne, jest jedynie mitem. Ayn Rand, piewczyni amerykańskiego kapitalizmu, dodawała, że pojęcie publicznej własności jest sprzeczne samo w sobie. Każda własność ma bowiem swojego zarządcę, ale państwo jest najgorszym z możliwych.

Denacjonalizacja, czyli powrót do normalności
Dwa ostatnie stulecia to czas ogromnej ekspansji państwa. Dopiero dwadzieścia lat temu tendencja ta się odwróciła. Jeszcze w latach 80. nie do pomyślenia wydawała się prywatyzacja poczty. W 1989 r. na ten krok odważyła się holenderska Koninklijke PTT Nederland (później przekształcona w PTT Post). Na początku utworzono InterPost, międzynarodową spółkę joint venture z KLM Royal Dutch Airlines, która wkrótce uruchomiła oddziały na całym świecie. Do publicznej oferty trafiły akcje Koninklijke PTT wartości 7 mld guldenów, czyli około 3,9 mld USD. PTT Post w ciągu ostatnich pięciu lat zorganizowała swoje filie w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Singapurze, Tajlandii i Wielkiej Brytanii. Jej roczne obroty przekraczają 2,5 mld USD - to trzykrotnie więcej niż w wypadku poczt kontrolowanych przez państwo (proporcjonalnie do liczby ludności kraju). Obecnie prywatyzowane są poczty prawie wszystkich krajów Unii Europejskiej.
Pionierem prywatyzacji kolei, która również uchodziła w Europie za branżę skazaną na państwowego właściciela, była w 1996 r. Wielka Brytania. Dzięki temu co roku o 20 proc. obniżane są rządowe dotacje dla firm kolejowych, rosną ceny ich akcji, tanieją bilety. Pociągi zmniejszyły opóźnienia. Nowi przewoźnicy skracają czas podróży i podnoszą standard usług. Mimo konkurencji przedsiębiorstw lotniczych, niemal na wszystkich zrestrukturyzowanych liniach kolejowych w Wielkiej Brytanii notuje się co roku 28-procentowy wzrost liczby przewozów pasażerskich. Spółki podpisały w ostatnich latach największy na świecie kontrakt w tej branży - zamówiły 2450 nowych pociągów osobowych.
W USA (m.in. w stanie Kansas) areszty i więzienia są budowane i administrowane przez prywatnych przedsiębiorców, którzy później dzierżawią je władzom stanowym. W Europie pierwsi zdecydowali się na taki krok Brytyjczycy. Prywatne zakłady karne kosztują państwo o 30 proc. mniej niż publiczne (w Wolds nawet o 50 proc. mniej). Zarazem więźniom stwarza się lepsze warunki: brytyjska filia amerykańskiej firmy, która prowadzi zakład karny Blaknhurst, wydaje tygodniowo na wyżywienie więźnia 24 funty, czyli trzykrotnie więcej niż więzienia państwowe.
W Wielkiej Brytanii sprywatyzowano także linie lotnicze British Airways, największego dystrybutora gazu British Gas, koncern stalowy British Steel oraz ponad 90 proc. komunalnych zakładów dystrybucji wody i energii elektrycznej. Rząd Margaret Thatcher zrezygnował nawet z używania służbowych samochodów i podpisał umowy z firmami taksówkarskimi. Wielka Brytania przoduje wśród państw europejskich pod względem liczby prywatnych szkół i uczelni. Jest ich tutaj ok. 20 proc., podczas gdy w UE - średnio 3-5 proc.

Prywatne państwo, czyli funkcjonalne
"Jestem zwolennikiem totalnej prywatyzacji, gdyż nie likwiduje ona władczych funkcji państwa. Nie znosi Monteskiuszowskiego podziału władz. Paradoksalnie władzę nawet wzmacnia, bo pozwala jej skupić się wyłącznie na rządzeniu, uchwalaniu praw i kontroli sądowej" - napisał Friedrich von Hayek w "Law, Legislation and Liberty" ("Prawo, ustawodawstwo i wolność"). Prywatne państwo oznacza dla von Hayeka nową jakość rządzenia. Po pierwsze: władza przestanie być źródłem bogacenia się, więc skończy się klientyzm. Po drugie: niepomiernie zmniejszy się biurokracja. Po trzecie: rządzenie - tak jak gospodarka - zostanie poddane regułom gry rynkowej. Po czwarte: wszystko (m.in. dobra, usługi, własność intelektualna) będzie miało swoją rynkową cenę, zniknie więc wartość umowna ustalana przez państwo.
- Tendencja prywatyzacyjna jest dziś bardzo silna, prawie tak jak w czasach Adama Smitha, kiedy prywatne były wojsko i policja. Wiele decyzji nacjonalizacyjnych uznano za błędne. Dotyczy to na przykład banków, które w wielu krajach na powrót szukają prywatnego właściciela - mówi prof. Witold Orłowski, ekonomista. Nagle okazało się, że szybko można zrestrukturyzować państwowe telekomy i w ten sposób obniżyć koszty, unowocześnić infrastrukturę, poprawić jakość usług. Pod młotek poszły więc prawie wszystkie europejskie molochy telekomunikacyjne.

Szansa dla Polski, czyli co można od razu sprywatyzować
Dlaczego nie pójść dalej? Sprywatyzujmy izby skarbowe i urzędy podatkowe. Zlecajmy spółkom tworzenie budżetu i kontrolę jego wykonania. - Obecnie budżet tworzony jest pod naciskiem różnych grup, często reprezentujących sprzeczne interesy gospodarcze i polityczne. Firma ekspercka byłaby wobec nich mniej uległa - mówi Bohdan Wyżnikiewicz z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową. Sprywatyzujmy armię, policję, służby specjalne, straż graniczną, służby celne i sanitarne, agencje i fundusze rządowe (w Polsce na przykład PAIZ, ARR, NFOŚ). Sprywatyzujmy służbę zdrowia, szkolnictwo i naukę. Przekażmy obywatelom drogi, autostrady, mosty, linie kolejowe i same koleje, kanały i rzeki, a także jeziora, lasy i góry. Możemy w ten sposób uratować infrastrukturę kulturalną: muzea, galerie, biblioteki, teatry, kina (już w większości prywatne), filharmonie. Sprywatyzujmy system ubezpieczeń emerytalnych i zdrowotnych oraz kasy chorych. Niech państwo przestanie się zajmować opieką społeczną, domami i izbami dziecka, przedszkolami, żłobkami itp.
W Polsce najłatwiej i najszybciej dałoby się sprywatyzować część sądownictwa, na przykład wydziały ksiąg wieczystych, podobnie jak zrobiono to kilka lat temu z biurami notarialnymi. De facto księgi zostały już przecież sprywatyzowane przez tych, którzy je prowadzą - zamiast cennika usług mamy tylko cennik łapówek. Bez łapówki na wpis do księgi czeka się kilka lat. Równie szybko można by zrestrukturyzować przeludnione i drogie zakłady karne. Nie ma też najmniejszych powodów, żeby państwowe były nadal służby celne. Zarabiałyby na prowizji od ujawnionego przemytu, a korupcja zostałaby znacznie ograniczona i skuteczniej ściągano by cła. Wojsko już teraz rezygnuje z wart i zatrudnia zamiast nich firmy ochroniarskie (na przykład w województwie zachodniopomorskim i lubuskim). Można by też sprywatyzować wojskowe warsztaty, stołówki, służbę zdrowia, a także straż miejską, publiczne media elektroniczne, część liceów i wyższych uczelni. Stosunkowo łatwo przebiegałby ten proces w wypadku samorządowych wydziałów i przedsiębiorstw geodezji, urbanistyki, gospodarki mieszkaniowej, usług komunalnych. Również przynoszący straty transport miejski można powierzyć firmom prywatnym. Należałoby też zmienić status większości placówek leczniczych. Obecnie mamy zaledwie 21 szpitali niepublicznych (na 715 działających, czyli niecałe 3 proc.), w których są 1053 łóżka (na 198 tys., czyli nieco ponad 0,5 proc.).

Model włoski, czyli prywatne miasto-państwo
Jean Bodin, autor dzieła "Six Books of Commonwealth", stwierdził, że władza zawdzięcza istnienie temu, że ludzie, czując potrzebę ochrony dobytku, zawarli polityczne porozumienie. Jednym słowem, publiczne powołano tylko po to, by lepiej chronić prywatne. Do umocnienia prywatnej własności przyczyniły się średniowieczne wspólnoty miejskie. W XI wieku rozkwit przeżywały Wenecja i Genua, Florencja i Padwa oraz Werona - bogacące się na handlu z Bliskim Wschodem. Miasta flamandzkie czerpały dochody z eksportu tkanin. W ten sposób powstała duża grupa posiadaczy. Dzięki pieniądzom miasta utrzymywały prywatne sądownictwo, władze samorządowe, własny system podatkowy, zatrudniały najemne armie i policje. "Do XIX wieku podział między sferą publiczną a prywatną był nieistotny, gdyż w ustrojach republikańskich państwo nie zdążyło jeszcze zbyt wiele zawłaszczyć, natomiast w monarchiach wszystko miało swojego właściciela, a największym był władca" - napisał Paul Kennedy, amerykański historyk.
Prywatne kontra państwowe, czyli najdłuższa wojna nowoczesnej Europy "Nie bez znaczenia jest ta niewypowiedziana rozkosz, gdy ktoś może uważać coś za swą własność" - odnotował Arystoteles. "Prywatne jest stanem naturalnym, tak jak naturalna jest suwerenność naszej cielesnej powłoki za życia" - napisał Friedrich von Hayek. "Kiedy prywatne jest wyspą w oceanie publicznego, jest słabe i podatne na patologie. Kiedy jednak nie obcuje z chorobą, staje się silne i moralne" - zauważył filozof Leo Strauss. Już Arystoteles twierdził, że własność pozwala ludziom osiągnąć wyższy poziom etyczny, zdecydowanie ogranicza też liczbę konfliktów w społeczeństwie.
Najłatwiej zaakceptowaliśmy prywatną własność ziemi i nieruchomości. Szybko zwycięsko z konfrontacji z państwem wyszedł handel - obecnie w rękach prywatnych znajduje się 93 proc. placówek handlowych. W ostatnich dwudziestu latach państwo zaczęło się wycofywać z bankowości (obecnie dysponuje mniej niż 20 proc. kapitałów). Standardem są już prywatne usługi komunalne (78 proc. w skali globalnej). Mocno trzyma się natomiast publiczna opieka medyczna (trzy czwarte tej sfery kontroluje państwo) oraz szkolnictwo (w 95 proc. uzależnione od państwa). Dopiero w latach 70. na Starym Kontynencie zaczęły powstawać prywatne stacje telewizyjne.

Na państwowym, czyli logika absurdu
"Gdy słyszę, że coś musi być państwowe, widzę tę armię pasożytów i złodziei, którzy chcą oszukać i okraść anonimowego podatnika" - stwierdziła Margaret Thatcher, gdy górnicy protestowali przeciwko prywatyzacji kopalń. Przyczyna przywiązania do tego, co publiczne, tkwi w mentalności. "Ludzie łudzą się, że potęga państwa przekłada się na siłę poszczególnych instytucji, że państwo jest dla nich stabilizatorem. W rzeczywistości jest kamieniem młyńskim, ciągnącym te instytucje na dno" - powiedział w wywiadzie dla "Le Monde" Milton Friedman, noblista w dziedzinie ekonomii.
- Na jednym z amerykańskich uniwersytetów stanowych pewien urzędnik wydał polecenie, aby w czasie przerwy semestralnej wszystkie pomieszczenia były oświetlone - opowiada Bohdan Wyżnikiewicz. W budżecie były bowiem pieniądze na energię, nie było zaś na żarówki. Urzędnik święcie wierzył w to, że żarówka często włączana i wyłączana szybciej się zużywa. Do tego rodzaju absurdów dochodzi tylko w instytucjach państwowych. Nawet amerykańskich.

Prywatne, czyli zysk; państwowe, czyli obrona status quo
- Pomijając kilka enklaw samopowielającego się ubóstwa, takich jak Korea Północna czy Kuba, ideał wspólnej własności znajduje się wszędzie w odwrocie - mówi Richard Pipes, amerykański historyk i politolog. Dla konserwatywnych rządów w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych i Francji prywatyzacja oznaczała ograniczenie roli państwa, deregulację i obniżenie kosztów. Z danych International Finance Corp., agendy Banku Światowego, wynika, że w siedmiu wypadkach na dziesięć restrukturyzacja zwiększa rentowność przedsiębiorstw. Celem prywatnej firmy jest zysk, państwowej zaś - zachowanie status quo. - Prywatne znaczy po prostu tańsze. Gdy przedsiębiorstwo nie ma właściciela, trzeba pisać szczegółowe kontrakty, kontrolować przebieg prac itp., co znacznie podnosi koszty - tłumaczy prof. Stanisław Gomułka z London School of Economics.
- Państwo nie jest dobrym właścicielem, bo w przedsiębiorstwach publicznych maksymalizuje się głównie korzyści polityczne, a nie zysk. Państwo nie potrafi oddzielić strefy własności od strefy wpływów - uważa prof. Orłowski. Cel działań państwowej firmy dobrze opisuje teoria hazardu moralnego: podejmując działalność gospodarczą, narażamy się na ryzyko porażki, lecz w firmie publicznej klęska nigdy nie jest ostateczna.
Jaką funkcję w warunkach totalnej prywatyzacji pełniłoby państwo? "Państwo powinno się skupić na ustawodawstwie i kontrolowaniu reguł gry poprzez sądy. Choć może to zabrzmieć obrazoburczo, powinno odgrywać rolę Boga: jego obecność jest dyskretna, ale miliardy ludzi traktują dosłownie boskie przykazania i kierują się nimi w swoich codziennych czynach. Z jedną różnicą: odpowiedzialność za te czyny powinniśmy ponosić na tym, a nie tamtym świecie" - napisał Friedrich von Hayek.

Więcej możesz przeczytać w 5/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0