Wrażliwy towar

Wrażliwy towar

Dodano:   /  Zmieniono: 
Rozmowa z EWĄ KULESZĄ, generalnym inspektorem ochrony danych osobowych

Maciej Łuczak: - Zna pani aktualne ceny danych osobowych, którymi nielegalnie obraca się na polskim rynku?

Ewa Kulesza: - To coraz droższy towar. Tym zresztą tłumaczę zdecydowanie coraz częstsze naruszanie ustawy o ochronie danych osobowych. Na przykład większość banków nie wydziela ze swojej bazy danych informacji o klientach, którzy przestali korzystać z ich usług. Nagminne stało się kopiowanie dokumentów osób, z którymi operatorzy telefonii komórkowej zawierają umowy. Ustawę o ochronie danych osobowych często błędnie interpretują także urzędnicy.
- Niedawno uznała pani, że również sędziowie naruszają ustawę o ochronie danych osobowych, udostępniając dziennikarzom akta prowadzonych spraw.
- Prawo do prywatności i jego ochrona są zawarte w konstytucji. Dlatego wszystkie ograniczenia tej zasady muszą wynikać z jasnych i precyzyjnych przepisów ustawowych. Mam wątpliwości, czy kryteria te spełnia art. 156 kodeksu postępowania karnego, mówiący o możliwości udzielenia zgody na dostęp do akt osobom, które nie są uczestnikami postępowania. Do oczywistego naruszenia przepisów dochodzi jednak tylko w sytuacji, gdy akta sądowe zawierają tzw. informacje wrażliwe, dotyczące szczególnych sfer życia - stanu zdrowia, przynależności partyjnej czy karalności. W tym wypadku brak jest jakiejkolwiek podstawy prawnej do ich ujawnienia osobom postronnym, między innymi dziennikarzom.
- Czyż nie mogą się oni jednak powoływać na zawarte w konstytucji prawo do informacji? Przecież w niektórych wypadkach musi ono ograniczać sferę prywatności.
- W obecnym stanie prawnym - nie. Dlatego w ustawie o ochronie danych osobowych, zgodnie z dyrektywą Unii Europejskiej, powinna się znaleźć tzw. klauzula prasowa. Natomiast szczegółowe regulacje muszą się pojawić w prawie prasowym. Jasno powinno z niego wynikać, w których sytuacjach, wobec jakich osób i w jakim zakresie - w interesie społecznym - należy ograniczyć restrykcje wynikające z ustawy o ochronie danych osobowych. Takie rozwiązania sprawdzają się w innych państwach europejskich.
- Choroba psychiczna zwykłego Kowalskiego to problem jego najbliższych, ale ewentualna schizofrenia ważnego polityka to przecież informacja istotna dla wyborców!
- Według obowiązującego prawa, stan zdrowia - niezależnie od tego, o kim mowa - jest wyłącznie prywatną sprawą. To należy zmienić. Osobom sprawującym funkcje publiczne trzeba się baczniej przyglądać. Dziennikarze powinni mieć zatem dostęp do informacji o karalności, nałogach czy chorobach psychicznych ludzi aspirujących do najwyższych stanowisk w państwie. Ujawnienie takich wiadomości ma wpływ na decyzje wyborców, a nawet może decydować o losach kraju. Jasno sformułowane prawo powinno dawać podstawę do udostępniania takich informacji.
- Czy mimo braku stosownych przepisów dziennikarz, działając w imię dobra publicznego, nie mógłby się dopuścić złamania ustawy o ochronie danych osobowych?
- Każdy taki wypadek musi być indywidualnie oceniony. Absolutnie nie mogę się jednak zgodzić z filozofią łamania prawa w imię "jakichś wartości". Żyjemy w demokratycznym państwie prawa i dlatego musimy respektować obowiązujące wszystkich reguły postępowania.
- Tak było z projektem ustawy o dostępie do informacji. Niestety, Polska jest jednym z niewielu państw europejskich, które nadal jej nie ma.
- Istnieje pilna potrzeba jej uchwalenia, ponieważ powinna ona stanowić swoistą przeciwwagę dla ustawy o ochronie danych osobowych. Najważniejsze jest jednak wprowadzenie realnej możliwości uzyskania informacji przez każdego obywatela. Zasadność każdej odmowy musi być zatem rozpatrzona przez sąd i to w bardzo krótkim czasie, podobnie jak sprawy wynikające z przepisów ordynacji wyborczej. Takie rozwiązanie powinno także zostać zastosowane przy rozpatrywaniu "spraw prasowych", dotyczących ochrony dobrego imienia.
- Czy polski wymiar sprawiedliwości podołałby takiemu zadaniu?
- Nie sądzę, aby takich spraw było wiele. Tym bardziej że już sama groźba wydania szybkiego wyroku oddziaływałaby prewencyjnie. Doceniając rolę wolnej prasy w demokratycznym społeczeństwie, opowiadam się za doprecyzowaniem praw dziennikarzy. Szerszym kompetencjom i możliwościom prawnym działania czwartej władzy musi jednak towarzyszyć zwiększona odpowiedzialność za słowo.

Więcej możesz przeczytać w 5/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0