Trójkąt bermudzki

Trójkąt bermudzki

Dodano:   /  Zmieniono: 
Udzielanie na szeroką skalę preferencyjnych, politycznie sterowanych kredytów sprzyja powstaniu "kapitalizmu kolesiów". Kilka lat temu pisałem na tych łamach o fenomenalnie szybkim wzroście gospodarczym w niektórych krajach południowo-wschodniej Azji, nazywanych popularnie azjatyckimi "tygrysami". Przypomnę, że chodzi o Tajwan, Koreę Południową, Hongkong, Singapur, Indonezję, Tajlandię i Malezję. Czas wrócić do tego tematu, bo od 1997 r. sporo się tam zdarzyło, i nadal dzieje.
Kilka lat temu pisałem na tych łamach o fenomenalnie szybkim wzroście gospodarczym w niektórych krajach południowo-wschodniej Azji, nazywanych popularnie azjatyckimi "tygrysami". Przypomnę, że chodzi o Tajwan, Koreę Południową, Hongkong, Singapur, Indonezję, Tajlandię i Malezję. Czas wrócić do tego tematu, bo od 1997 r. sporo się tam zdarzyło, i nadal dzieje.
Sukces gospodarczy azjatyckich "tygrysów" istotnie był wielki: od 1960 r. do 1997 r. - przy starcie z podobnego poziomu dochodu na mieszkańca - ich PKB rósł średnio trzy razy szybciej niż w Ameryce Łacińskiej i pięć razy szybciej niż w subsaharyjskiej Afryce. Ten nadzwyczaj szybki i w zasadzie nieprzerwany wzrost wywołał wiele debat na temat jego prawdopodobnych przyczyn. Nie brakowało badaczy, którzy upatrywali ich głównie w jakiejś szczególnej interwencji państwa, w ścisłej współpracy między władzami i administracją państwa a biznesem. Zawsze byłem sceptycznie nastawiony do tej tezy. Owa szczególna interwencja występowała w omawianych krajach z bardzo różnym natężeniem. W Korei Południowej, Indonezji, Malezji było jej dużo więcej niż na Tajwanie i w Hongkongu. Rozwój gospodarczy był jednak szybki we wszystkich tych państwach. Źródeł tego sukcesu należało więc - i nadal należy - upatrywać gdzie indziej, a mianowicie w większym niż w innych mniej rozwiniętych krajach nagromadzeniu warunków mających fundamentalne znaczenie dla szybkiego rozwoju, takich jak niskie obciążenie gospodarki podatkami (dzięki temu, że nie wprowadzono kosztownych systemów socjalnych), proeksportowe nastawienie gospodarki, mniejszy udział sektora publicznego, na ogół zdrowe finanse publiczne, większy zakres rynku.
W 1997 r. azjatyckie "tygrysy" doświadczyły poważnego kryzysu i w efekcie - głębokiego załamania wzrostu gospodarczego. Jego głównym powodem była nadmierna i nieostrożna ekspansja inwestycyjna, finansowana w dużym stopniu wzrostem krótkoterminowego zadłużenia banków i przedsiębiorstw za granicą. W Malezji w 1993 r. zagraniczny kapitał stanowił 17 proc. PKB, a w Tajlandii w 1997 r. - 13 proc. PKB. Zadłużenie przedsiębiorstw w relacji do ich własnych kapitałów (ang. debt - equity ratio) osiągnęło niebywale wysoki poziom. W 1997 r. w Korei Południowej wynosiło prawie 500 proc. (na przykład w Stanach Zjednoczonych - 70 proc.).
Po wybuchu kryzysu rozpoczęła się wielka debata, jak w ogóle mogło do niego dojść, dlaczego zagraniczni inwestorzy pompowali przez cały czas do krajów Azji swoje pieniądze, a miejscowe banki i korporacje zadłużały się za granicą. Po osiągnięciu alarmujących wskaźników nastąpił gwałtowny odpływ kapitału, co przy sztywnym kursie miejscowych walut wywołało drastyczną dewaluację: kurs indonezyjskiej rupii w 1997 r. spadł w stosunku do wartości początkowej o 58 proc., tajlandzkiego bahta - o 45 proc., południowokoreańskiego wona - o 50 proc. Owa dewaluacja, czyli kryzys walutowy, spowodowała gwałtowny wzrost wartości zadłużenia zagranicznego wyrażonego w walutach krajowych. Na jednego dolara długu zaczęło nagle przypadać dużo więcej indonezyjskich rupii, tajlandzkich bahtów, południowokoreańskich wonów. To z kolei wywołało głęboki kryzys w głęboko zadłużonych za granicą bankach, co szybko odczuli ich dłużnicy - przedsiębiorstwa. W rezultacie nastąpiło gwałtowne załamanie gospodarki. W 1997 r. tempo wzrostu w Indonezji wynosiło 5,4 proc., w Korei Południowej - 5,6 proc., w Tajlandii - minus 0,7 proc., a w 1998 r. odpowiednio: minus 14 proc., minus 6 proc., minus 10 proc.
Aby złagodzić kryzys i powstrzymać jego rozprzestrzenianie się, z pomocą pospieszył Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Korei Południowej zaoferował ratunkowy pakiet kredytów w wysokości 58 mld USD. W debacie na temat tego, jak w krajach gospodarczego cudu mogło dojść do kryzysu, zwracano uwagę na słabość systemów wczesnego ostrzegania, tzn. brak lub niekompletność podstawowych ostrzegawczych wskaźników. Na przykład krótkoterminowe zadłużenie zagraniczne Korei Południowej jesienią 1997 r. szacowano na 65 mld USD, a w 1998 r. okazało się, że wynosi ono ponad 100 mld USD. Słabość informacyjna była z pewnością istotna, ale w dużej mierze miała ona głębszą przyczynę: wadliwość mechanizmów decyzyjnych, a co za tym idzie - wadliwość samych decyzji dotyczących rozmiarów globalnych inwestycji, ich struktury i sposobu finansowania. W ogarniętych kryzysem krajach Azji można było mówić o swego rodzaju "trójkącie bermudzkim": rządy - wielkie konglomeraty - banki. Banki (w dużej mierze państwowe albo politycznie powiązane z władzami państwowymi) były równocześnie sprzężone licznymi więziami z wielkimi miejscowymi korporacjami, które z kolei łączyły ścisłe nieformalne związki z rządami. To był strukturalny wyraz szczególnej interwencji państwa, uznawanej jeszcze do niedawna przez wielu badaczy za główną przyczynę sukcesu azjatyckich "tygrysów". Brakowało więc czegoś, co w świecie anglosaskim uznawane jest za podstawową normę: jasnego wzajemnego oddzielenia państwa, banków i przedsiębiorstw, aby procesy decyzyjne w każdym z tych ośrodków mogły mieć odpowiednią niezależność. Decyzyjny "trójkąt bermudzki" narażony był na poważne błędy w decyzjach i rzeczywiście do tego doszło.
Krach gospodarczy w krajach azjatyckich rzucił więc nowe światło na źródła ich sukcesu. Okazało się przede wszystkim, że nie wszystkie kraje południowo-wschodniej Azji zostały dotknięte kryzysem, a te, w których nie wystąpił, miały inny, bardziej prorynkowy model rozwoju, czyli dużo mniej szczególnych interwencji państwa, wyrażających się w niebezpiecznych związkach między rządami, bankami i konglomeratami. Pouczające jest tu porównanie między Tajwanem i Koreą Południową, które przeprowadził m.in. wybitny amerykański ekonomista Gustav Ranis.
Na Tajwanie - w odróżnieniu od Korei Południowej - nie wybuchł w 1997 r. gospodarczy kryzys, a jego wyniki gospodarcze były do tego czasu pod pewnymi względami jeszcze lepsze niż południowokoreańskie. Od początku lat 60. Tajwan osiągał podobnie imponujące tempo wzrostu jak Korea, ale przy dużo niższym udziale inwestycji: 21 proc. w porównaniu z 38 proc. w Korei Południowej. Oznacza to, że produktywność na Tajwanie rosła szybciej niż w Korei, a korzyści, jakie czerpali konsumenci z rozwoju gospodarki, były większe. Szczególnie szybko rosła wydajność w tajwańskim rolnictwie - dwa razy szybciej niż w Korei Południowej, gdzie wzorem Japonii stosowano wobec tego działu gospodarki ogromny protekcjonizm. Na tajwańskiej wsi nastąpił w związku z tym szybki rozwój działalności pozarolniczej, natomiast w Korei Południowej ekspansja przemysłu skupiła się głównie w dużych miastach. Ta różnica wiązała się z kolei z inną: rozwój gospodarki południowokoreańskiej został zdominowany przez ogromne konglomeraty (czebole), takie jak Hyundai czy Daewoo, które - jak wiadomo - mają ogromne kłopoty finansowe. Na Tajwanie od samego początku dużo większą rolę odgrywały małe i średnie przedsiębiorstwa. Taki model jest mniej narażony na niezdrową - dla gospodarki i polityki - koncentrację władzy. Dużo mniejsze znaczenie miał też preferencyjny i politycznie sterowany kredyt, którego nasilenie prowadzi do swego rodzaju "kapitalizmu kolesiów". W konsekwencji w tym pierwszym wypadku w alokacji kapitału dużo większą rolę odgrywał rynek, a w tym drugim - władza polityczna sprzężona z biznesem. Tajwan dopuszczał więcej zagranicznych inwestycji bezpośrednich, a Korea Południowa - w imię nacjonalizmu ekonomicznego - polegała raczej na zagranicznych pożyczkach i inwestycjach portfelowych. Jednocześnie jednak wzrost gospodarczy był w Korei
Południowej znacznie bardziej uzależniony od zagranicznego kapitału niż na Tajwanie. W latach 1957-1997 zagraniczne oszczędności finansowały średnio 10 proc. inwestycji na Tajwanie i 60 proc. w Korei.
Jak widać, szczególna "prorozwojowa" interwencja państwa może prowadzić do załamania wzrostu, a rynek opierający się na zdrowych fundamentach nie tylko zapewnia bardziej efektywny rozwój, ale także może chronić przed makroekonomicznym kryzysem. To chyba główny wniosek, jaki wyłania się z porównania różnych azjatyckich "tygrysów".
Więcej możesz przeczytać w 5/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0