Groźna głupota

Groźna głupota

Dodano:   /  Zmieniono: 
Spotkanie internetowe z reżyserem WOJCIECHEM MARCZEWSKIM
 

Spotkanie internetowe z reżyserem WOJCIECHEM MARCZEWSKIM

Aleksander Kropiwnicki: - W swoim ostatnim filmie "Weiser" wrócił pan do lat 50. Czy tylko ten okres pana fascynuje?
Wojciech Marczewski: - Nie, oczywiście, że nie tylko. Ale był to czas szczególny i dla tego kraju, i dla mnie osobiście. Oprócz tego był to czas, kiedy przeżywałem swoje zmory i dreszcze.
Boca: - Ile jest w tych filmach autobiografii?
- W sensie fabularnym najbliższe mojego życia były "Dreszcze". Natomiast w każdym z moich filmów jest wiele bardzo prywatnych drobiazgów - myśli, wspomnień, sytuacji, rekwizytów. Z tego wszystkiego układam swój wewnętrzny świat i z tego też staram się budować swoje filmy.
Lumiere: - Należy pan do tych reżyserów, którzy rzadko kręcą filmy, podobnie jak Marek Piwowski.
- Bardzo cenię Piwowskiego. Świetny "Rejs". Podobnie jak on chciałbym, żeby moje filmy zostawiały po sobie ślad, miały swój charakter.
007: - Polskie filmy albo składają się z samych dialogów, albo grzęzną w mistycyzmie. Widz potrzebuje filmów akcji i dobrej zabawy.
- Myślę, że tego typu filmy znajdzie pan bez trudu również w Polsce. Na ekrany weszły nowe filmy Machulskiego, Lindy.
Path: - Pan rozlicza się ze stalinizmem, ale chyba jeszcze żaden polski reżyser nie zmierzył się poważnie z latami 80. ani z obecnymi.
- Próbowałem tego dotknąć w "Ucieczce z kina Wolność", ale współczesność bardzo często paraliżuje, zwłaszcza po takiej rewolucji, jaka dokonała się w 1989 r.
Och: - Obejrzałam "Weisera", ale niewiele zrozumiałam. Nie można było tej historii opowiedzieć prościej?
- Nie wszystko da się opowiedzieć prosto. Nasze życie też nie jest proste.
Cs: - Mówiono kiedyś, że telewizja, a potem wideo zniszczą kino. Jak pan to ocenia dzisiaj?
- Kina nikt nie zniszczy w najbliższych latach, weszliśmy w czas kultury obrazu. Jedyne zagrożenie widzę w ludzkiej głupocie, ale ta potrafi zniszczyć nie tylko film.
Lumiere: - Czy Zamachowski musi grać u wszystkich reżyserów? Już opatrzył się chyba każdemu widzowi.
- Zamachowski to wybitny aktor. Być może zbyt często pokazuje się na ekranie. Pracuję z nim po raz drugi - poprzednio w "Ucieczce z kina Wolność" - i myślę, że on ciągle czeka na swoją życiową rolę.
Deg: - Który ze swoich filmów uważa pan za najważniejszy?
- "Klucznik". Uważam, że najpełniej zszedł się tam splot fabularny z formą filmową i aktorstwem. Ale najbardziej się kocha swoje ostatnie dziecko.
DeG: - Co teraz pan planuje?
- Mam kilka rozpoczętych projektów. Jeden o wydarzeniach z życia Conrada-Korzeniowskiego, drugi o Iwaszkiewiczu, również fragment życiorysu. Jednocześnie zacząłem pisać scenariusz filmu współczesnego. Nie wiem, który z tych projektów zrealizuję jako pierwszy. Zazwyczaj czekam, aż któryś z rozpoczętych pomysłów sam zacznie do mnie przychodzić poprzez pojawianie się obrazów i postaci. Oznacza to, że uruchomił moją wyobraźnię.
Ted: - Teraz w modzie są mulitpleksy. Czy nie uważa pan - tak jak Gałczyński - że "najlepsze są te małe kina"?
- Zdecydowanie są one najlepsze dla moich filmów. Pierwszy raz zetknąłem się z multipleksami kilka lat temu podczas pobytu w Londynie i już wtedy zrozumiałem, że wcale nie marzę, by moje filmy były tam pokazywane.
Robert: - Jak pan skomentuje wyczyn Olbrychskiego w Zachęcie? Czy to nie było przenikanie się kina i życia?
- Nie lubię i nie cenię gestu Daniela. Myślę, że był nie przemyślany, powierzchowny i śmieszny.
Lumiere: - Pokazuje pan aktorom, jak mają grać, czy też daje im pan swobodę?
- Reżyseria nie polega na tym, by aktorowi pokazać, jak ma grać. Polega na tym, żeby w sprawach określonych przez scenariusz wyzwolić i wydobyć z niego indywidualność.
Roar: - Jeden z reżyserów powiedział niedawno w Cafe Wprost, że w nowych czasach dobrze czuje się jako reżyser, a źle jako producent. Czy jest pan tego samego zdania?
- Producentem nie zamierzałem i nie zamierzam być. Nie umiem tego robić. Nie lubię, kiedy te dwie funkcje mieszane są z sobą. Myślę, że jest to uległość wobec dyktatu czasu.
Więcej możesz przeczytać w 5/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0