Święte kolegium

Święte kolegium

Dodano:   /  Zmieniono: 
Zwolennicy Opus Dei zyskali większość wśród uczestników konklawe. Nigdy wcześniej nie zdarzyło się w Watykanie, by nazwiska przyszłych kardynałów były ogłaszane na raty. Listę kapłanów, którzy 21 lutego podczas konsystorza otrzymają kardynalski biret, papież przedstawił w dwóch odsłonach. Po pierwszej (21 stycznia) komentowano głównie brak na niej Karla Lehmanna, przewodniczącego Konferencji Episkopatu Niemiec.
W drugiej odsłonie (28 stycznia) nominacja dla Lehmanna już była. W okolicach Watykanu zawrzało. "Papież ulega naciskom" - mówili jedni. "Papież przestał panować nad kurią" - przebijali drudzy.
Lehmanna, arcybiskupa Moguncji, Jan Paweł II pominął już po raz czwarty. Przewodniczący Konferencji Episkopatu Niemiec uważany jest za przedstawiciela postępowego skrzydła biskupów europejskich, nie zawsze przychylnie odnoszącego się do niektórych decyzji papieża, na przykład w sprawie zakazu używania prezerwatyw czy niedopuszczania do komunii osób rozwiedzionych. Najwyraźniej jednak Kościół niemiecki zagrozić musiał prawdziwym buntem, skoro w bezprecedensowym geście Jan Paweł II w drugim podejściu włączył Lehmanna do grona kardynałów elektorów.
Swoistą rekompensatą za przyjęcie przedstawiciela skrzydła postępowego była równoczesna nominacja dla arcybiskupa Paderbornu Johannesa Degenhardta po śmierci biskupa Fuldy Johannesa Dyby, lidera skrzydła ultrakonserwatywnego w niemieckim Kościele. Degenhardt jest zwolennikiem rzymskiego centralizmu i energicznie opowiada się za wycofaniem się Kościoła niemieckiego z poradni antyaborcyjnych.
Degenhardt stanowi przeciw-wagę również dla nowo mianowanego teologa Waltera Kaspera. Co prawda w przeszłości Kasper należał do ścisłych współpracowników kardynała Ratzingera i chwalił jego kontrowersyjny dokument "Dominus Iesus", ale to właśnie on doprowadził do historycznego porozumienia katolików z ewangelikami 31 października 1999 r. Już jako wiceprzewodniczący Papieskiej Rady ds. Jedności Chrześcijan wsławił się odważnymi wystąpieniami na rzecz porozumienia z prawosławiem.
Najbardziej rzucającym się w oczy aspektem tych niecodziennych nominacji stała się "nadprodukcja" kardynałów. W średniowieczu nie było ich więcej niż 30. W roku 1586 Sykstus V ustalił ich liczbę na 70, którą to restrykcję wyeliminował dopiero Jan XXIII. Paweł VI w 1965 r. podniósł liczbę kardynałów najpierw do 103, a pięć lat później - do 120. Określił jednak, że wiek wyborców papieża nie może przekraczać 80 lat, co oznacza, że kardynałów może być więcej, lecz tylko 120 "młodych" ma prawo uczestniczenia w konklawe. Tę zasadę utrzymał w mocy Jan Paweł II, ale - jak widać - odstąpił od niej. Po ostatnich nominacjach liczba kardynałów wzrosła do 185, a 50 z nich przekroczyło 80. rok życia. Oznacza to, że prawo uczestnictwa w konklawe ma aż 135 dostojników, o piętnastu więcej, niż dopuszcza prawo kościelne. W ciągu najbliższego roku tylko pięciu zostanie wykluczonych z tego grona. Albo więc prawo zostanie zmienione, albo konklawe nie będzie się mogło odbyć przed 2004 r., kiedy kolejnych dziesięciu purpuratów przejdzie na wyborczą emeryturę. Ale to z kolei oznacza, że przed następnym konsystorzem (odbywają się one na ogół co trzy lata) papież będzie musiał zrezygnować z nowych nominacji.
Pewną sensacją było podanie nazwisk dwóch kardynałów, których Jan Paweł II od poprzedniego konsystorza (od 1998 r.) trzymał in pectore. Wbrew oczekiwaniom nie byli nimi Chińczycy czy Wietnamczycy, ale 74-letni Marian Jaworski, arcybiskup Lwowa, oraz 71-letni Janis Pujtas, arcybiskup Rygi. Powody ukrywania przez papieża nazwiska arcybiskupa stolicy Łotwy nie są jasne (może nie chciał się przyczyniać do energicznej kampanii antyrusyfikacyjnej w tym kraju). Można natomiast pojąć, dlaczego nie ogłaszał nazwiska Mariana Jaworskiego (swego przyjaciela, który podczas ich studiów w Rzymie mieszkał w pokoju nad Karolem Wojtyłą i który stracił rękę w wypadku, kiedy jechał zastępować niedysponowanego przyszłego papieża). Przyczyną były prawdopodobnie pogłoski o zbliżającej się śmierci głowy unitów, kardynała Myrosława Lubacziwskiego (rzeczywiście zmarł przed miesiącem), i związana z tym konieczność nadania godności kardynalskiej jego następcy, Lubomyrowi Husarowi. Wyglądałoby to jednak na przyznanie pierwszeństwa unitom (mającym kardynała) nad rzymskimi katolikami (mogącymi się pochwalić tylko arcybiskupem). Dbając więc o równowagę między dwiema frakcjami katolickimi na Ukrainie, papież chciał mianować równocześnie i Husara, i Jaworskiego.
Najważniejsze jednak w ostatnich nominacjach jest to, że zmieniają one układ sił w świętym kolegium. Po raz pierwszy przedstawiciele Europy znaleźli się w mniejszości (65:70), a wyjątkowo duży wpływ na losy Kościoła uzyskali purpuraci z Ameryki Łacińskiej (jest ich aż 27). Doliczyć można do nich trzynastu dostojników z Ameryki Północnej (większość ich wiernych to Latynosi), a także dziesięciu z Hiszpanii i Por-tugalii.
Wszystkie dotychczasowe rozważania na temat szans poszczególnych papabili muszą zostać zweryfikowane. Zwłaszcza że tradycyjnie stanowiący ponad połowę kolegium Włosi obecnie mają zaledwie 24 elektorów, w związku z czym szanse Dionigiego Tettamanziego na zastąpienie papieża wyraźnie maleją. Kardynałowie hiszpańskojęzyczni nie stanowią oczywiście monolitu, jednak przekonanie, że nową głową Kościoła będzie któryś z nich, jest wśród specjalistów coraz silniejsze. W tym kontekście najczęściej wymienianym kandydatem jest Oscar Andres Rodriguez Maradiaga, przewodniczący Południowoamerykańskiej Rady Episkopalnej.
Po raz pierwszy purpurę kardynalską otrzymał kapłan wywodzący się bezpośrednio z Opus Dei. Jest nim Peruwiańczyk Juan Luis Cipriani Thorne, były reprezentant Peru w koszykówce, który wsławił się pośrednictwem między prezydentem Alberto Fujimorim a lewackimi partyzantami z Rewolucyjnego Ruchu Tupaca Amaru podczas 126-dniowej okupacji ambasady japońskiej w Limie na przełomie lat 1996 i 1997. W rzeczywistości Opus Dei może liczyć na większą liczbę sympatyków w kolegium kardynalskim. Nie brak specjalistów twierdzących, że na ewentualnego kandydata zgłoszonego przez "prałaturę osobistą" skłonna byłaby głosować ponad połowa uczestników konklawe. Rzecznikiem dzieła jest podobno kardynał Angelo Sodano, watykański sekretarz stanu znany ze skrajnie prawicowych poglądów.
Zaskoczeniem był brak nominacji dla łacińskiego patriarchy Jerozolimy Michela Sabbaha, Palestyńczyka uważanego za osobę mającą duży wpływ na watykańską politykę bliskowschodnią. Nikt nie potrafi wytłumaczyć, dlaczego został pominięty. Część prasy przypuszcza, że papież nie chciał zaogniać konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Do rozczarowanych należą z pewnością żyjący od lat w stanie oblężenia arcybiskup Algieru Henri Tessiere oraz założyciel młodzieżowej organizacji katolickiej Comunione e Liberazione, Luigi Giussani.
Najwięcej kontrowersji wzbudziła natomiast nominacja biskupa Crescenzia Sepego. 57-letni kapłan z Caserty pod Neapolem zasłynął w Watykanie dzięki przygotowaniu wystawnych obchodów 50-lecia stanu kapłańskiego papieża. Jan Paweł II mianował go sekretarzem komitetu organizacyjnego Wielkiego Jubileuszu Roku 2000, na którym to stanowisku Sepe popisał się serią zarówno błyskotliwych, jak i kontrowersyjnych operacji finansowych. Jubileusz wniósł do kas watykańskich prawdziwą górę złota, ale nie brak opinii, że kardynał Sepe stał się dla Watykanu tym, czym Juan Antonio Samaranch dla MKOl.

Więcej możesz przeczytać w 5/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0