Antyedukacja

Antyedukacja

Dodano:   /  Zmieniono: 
Ministerstwo Edukacji Narodowej lekceważy między-narodowe zobowiązania Polski i nie wykonuje swoich podstawowych celów zawartych w samej nazwie. Do takiego wniosku doszli uczestnicy międzynarodowej konferencji na temat upowszechniania wiedzy o Holocauście i martyrologii narodów, zorganizowanej przez Muzeum Gross-Rosen. W pewnym momencie konferencja przekształciła się w sąd nad resortem edukacji.
Rozprawie przysłuchiwali się przedstawiciele Niemiec, Austrii, Izraela, USA, Czech i Szwecji, którzy wyjechali z Polski z głębokim przekonaniem, że przekazywanie wiedzy o najważniejszych faktach z najnowszych dziejów ludzkości dokonuje się u nas bez udziału ministerstwa odpowiedzialnego za oświatę i naukę, a być może nawet wbrew niemu.

Stracona szansa
Rok temu, podczas sztokholmskiej konferencji na szczycie, w której Polskę reprezentowali prezydent Aleksander Kwaśniewski i minister edukacji narodowej Mirosław Handke, przedstawiciele 47 państw przyjęli wspólną deklarację. Zobowiązali się m.in. do promowania edukacji o Holocauście przede wszystkim w szkołach wszystkich szczebli. Kilka tygodni później grupa posłów, głównie z Unii Wolności, skierowała do prezesa Rady Ministrów interpelację w sprawie dokonań oraz planów rządu wynikających ze zobowiązań przyjętych w deklaracji sztokholmskiej. Z treści interpelacji, którą omówiliśmy we "Wprost" (nr 16/2000 r.), wynikało, że robi się niewiele. W imieniu premiera odpowiedział - również na łamach "Wprost" (nr 20/2000 r.) - ówczesny minister edukacji, prof. Mirosław Handke. Stwierdził on, że interpelacja zawiera "złą ocenę" działań resortu, który w istocie "dokłada starań" nawet ponad miarę "ze względu na znaczenie dydaktyczne i wychowawcze" nauczania o zagładzie Żydów.
Właśnie ta odpowiedź - jak mówi poseł Andrzej Folwarczny, jeden z autorów interpelacji - upowszechniona przez "Wprost", przyczyniła się do zorganizowania konferencji poświęconej dokonaniom i zamierzeniom w tej sprawie ministerstwa edukacji. Resort zyskał szansę opowiedzenia o swoich działaniach, podzielenia się sukcesami i trudnościami, skorzystania z oferowanej pomocy. Przy okazji mógłby wyjaśnić kilka spraw, o których znawcy zagadnienia dowiedzieli się z interpelacji. Minister Handke wyjaśniał na przykład, że hasła "Holocaust" nie ma w programach nauczania dla klas IV-VI, gdyż na całym świecie "uznano, iż dzieci są dojrzałe psychicznie do uczenia się o Holocauście, gdy mają 13-14 lat". Tymczasem w waszyngtońskim Muzeum Holocaustu przygotowano tzw. trasę edukacyjną przeznaczoną już dla ośmiolatków.
Minister informował również, że doroczne szkolenia dla pedagogów "Jak uczyć o Holocauście", organizowane przez Fundację Judaica-Centrum Kultury Żydowskiej w Krakowie, londyński The Spiro Institute i Państwowe Muzeum w Oświęcimiu-Brzezince, są "wspierane finansowo przez MEN". Przedstawiciele tych instytucji twierdzą jednak, że nie dostali z ministerstwa ani grosza. Profesor Handke polemizował też z krytyczną analizą polskich podręczników historii, dokonaną przez dr Hannę Węgrzynek z Żydowskiego Instytutu Historycznego. Twierdził, że dotyczyła książek napisanych przed przyjęciem zaleceń polsko-izraelskiej komisji z 1995 r. Tymczasem ponowna analiza, w roku 2000, wykazała, że określone kryteria spełnia tylko jedna książka do historii - prof. Andrzeja Garlickiego (polskiego współprzewodniczącego komisji), która zresztą nie ma statusu podręcznika zatwierdzonego przez MEN.

Nowy początek?
Na konferencję, profesjonalnie zorganizowaną przez Muzeum Gross-Rosen, nad którą patronat naukowy objął prezes Instytutu Pamięci Narodowej prof. Leon Kieres, przyjechali przedstawiciele szkół, placówek naukowych, muzeów i centrów pamięci o zagładzie i martyrologii (z Polski, Niemiec, Czech, Austrii i USA), instytucji dialogowych (Fundacji Krzyżowa, Międzynarodowego Domu Spotkań Młodzieży, niemieckiej Akcji Znaku Pokuty, szwedzkiego Związku Świadków Holocaustu) oraz nowo mianowany ambasador Izraela w Polsce, prof. Szewach Weiss. Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Marek Siwiec przesłał uczestnikom w imieniu prezydenta dobrze napisany i dobrze przyjęty list. Przebieg konferencji potwierdził zawarte w nim przekonanie, że Holocaust jest jedną z najważniejszych treści w procesie nauczania. Od znajomości tamtych wydarzeń zależeć będzie w dużym stopniu przyszłość świata.
Muzealnicy zaprezentowali rozmaite formy edukacji w poobozowych miejscach pamięci, wykorzystując nowoczesne techniki multimedialne. Naukowcy ogłosili najnowsze wyniki badań nad źródłami wiedzy o Holocauście i ich percepcją w różnych środowiskach. Wynika z nich, że następuje powolne oswajanie się z faktem, iż nie był on wyłącznym dziełem nazistów. Nauczyciele i metodycy oraz autorzy jedynego dotychczas programu nauczania o historii i zagładzie Żydów (na jego publikację MEN długo nie mogło znaleźć pieniędzy) poprowadzili warsztaty dydaktyczne. Szefowie Instytutu Pamięci Narodowej przedstawili plan prac Biura Edukacji Publicznej IPN, w którym zagłada Żydów stanowi jeden z głównych tematów. Swymi doświadczeniami dzielili się też goście z krajów, gdzie nauczanie o Holocauście jest tak samo ważne jak nauka języka ojczystego.

Nieobecność nie usprawiedliwiona
Zdawałoby się, że w tym gronie nie powinno zabraknąć wysokiego przedstawiciela resortu edukacji narodowej. Ale w Polsce nie ma rzeczy niemożliwych. Najpierw swój przyjazd zapowiedział wiceminister Wojciech Książek, któremu w przeddzień konferencji "inne obowiązki służbowe" uniemożliwiły przybycie. Miał go zastąpić Piotr Unger, odpowiedzialny za realizację postanowień sztokholmskich. Ale także jemu "coś wypadło". Ostatecznie uczestnicy konferencji mieli okazję ujrzeć nie znanego nikomu urzędnika, który w pierwszym zdaniu zastrzegł, że "te problemy nie są jego zadaniem w MEN", po czym odczytał starą, wielokrotnie krytykowaną odpowiedź ministra na interpelację poselską i szybko wrócił do Warszawy. "To skandal!" - skomentował krótko prof. Feliks Tych, dyrektor ŻIH, który nalegał, by polscy uczestnicy spotkania napisali skargę do premiera. Wicedyrektor Muzeum Gross-Rosen Lesław Braiter dziwi się natomiast, dlaczego MEN nie zechciało skorzystać z plonu konferencji jako formy cennej pomocy w realizowaniu zadań ministerstwa.
Brak zainteresowania resortu edukacji narodowej wykonaniem postanowień sztokholmskich nie oznacza na szczęście, że nie będą one przez Polskę realizowane. Oświata jest dziś w znacznym stopniu zdecentralizowana. Szkoły podlegają samorządom, nauczyciele mogą swobodnie ustalać programy nauczania i dobierać pomoce, a ich doszkalaniem zajmują się niezależne od MEN placówki i prywatne fundacje. Również główny nurt badań naukowych nad Zagładą toczy się w instytucjach nie podlegających ministerstwu edukacji: Instytucie Pamięci Narodowej, Żydowskim Instytucie Historycznym, muzeach pamięci podporządkowanych resortowi kultury lub samorządom, wreszcie w coraz liczniejszych prywatnych instytutach naukowych.

Samoedukacja
Jeśli młodzi Polacy wiedzą coraz więcej o Zagładzie, dowiadują się nowych faktów i prawd dotychczas skrywanych, to nie dzięki wytężonej pracy ministerstwa, ale niezależnie od niego. Dzięki sporej rzeszy nauczycieli, a przede wszystkim mediom. Rezultaty już widać. Jak wynika z badań dr Doroty Suli, prawie trzy czwarte (72,2 proc.) uczniów gimnazjów i liceów jest przekonanych, że trzeba pamiętać, rozmawiać i uczyć o martyrologii narodów i czasach okupacji. Aż 90 proc. rozumie termin "Holocaust", a ponad 80 proc. uważa, że należy pielęgnować pamięć o martyrologii wszystkich ludzi, niezależnie od ich narodowości. Tylko 17 proc. nie interesuje się II wojną światową, a źródłami wiedzy o tych czasach są dla nich głównie film, telewizja i literatura pozapodręcznikowa.

Więcej możesz przeczytać w 6/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0