Globalna biblioteka

Globalna biblioteka

Dodano:   /  Zmieniono: 
Amerykanin Michael S. Hart miał 24 lata, kiedy postanowił stworzyć cyfrową kopię książki. W 1971 r., gdy na całym świecie było około stu internautów, zamarzyła mu się wirtua-lna biblioteka. - Wszyscy myśleli, że oszalałem. Przepisałem Deklarację Niepodległości Stanów Zjednoczonych i umieściłem ją w sieci - opowiada Hart. Później dodał do niej konstytucję, skopiował Biblię i dzieła Szekspira.
Dziś w skanowaniu, przepisywaniu i umieszczaniu dzieł literackich w Internecie pomaga mu 1750 ochotników z całego świata. Miesięcznie do sieci wprowadzają 50 książek. Przedsięwzięcie, którego podjął się Hart, nosi nazwę projekt "Gutenberg" i obejmuje ponad trzy tysiące tytułów. Czy Hart mógł przewidzieć, że po trzydziestu latach wirtualne biblioteki na całym świecie będą przeżywały prawdziwy boom?

Obecnie realizowany jest wielki program umieszczenia w Internecie całego dorobku ludzkości. Starodruki, mapy i miliony książek zaczynają zalewać sieć. Jak grzyby po deszczu powstają wirtualne biblioteki i archiwa, a ich właściciele skanują wszystko, co wpadnie im w ręce. W akcji uczestniczą zarówno firmy komputerowe, biblioteki, instytuty naukowe, jak i zwyczajni internauci. O zamieszczeniu kopii swoich zbiorów w sieci zdecydowała niedawno Biblioteka Watykańska, która zgromadziła ponad 150 tys. manuskryptów i półtora miliona książek, w tym najstarszy znany egzemplarz Biblii z 350 r. Do tej pory z tego gigantycznego księgozbioru w ciągu roku mogły korzystać jedynie dwa tysiące naukowców. - Mamy tyle wspaniałych dzieł, ale są bezużyteczne, jeśli nikt ich nie czyta - stwierdził dwa lata temu ówczesny prefekt biblioteki Leonard Boyle, ogłaszając współpracę Stolicy Apostolskiej z IBM. W zachowanie drogocennych rękopisów dla następnych pokoleń zaangażowała się również firma Xerox. Z jej inicjatywy działa stowarzyszenie Gutenberg 21, którego głównym celem jest zarchiwizowanie wszystkich średniowiecznych dokumentów.
Stworzenie cyfrowych kopii rycin i dokumentów powoli zaczynają rozważać również polskie biblioteki. - Przede wszystkim myślimy o kolekcjach czasopism z XIX i XX wieku, w tym wyjątkowej w skali światowej kolekcji rosyjskiej. Skopiujemy również stare druki i ryciny najczęściej wykorzystywane przez czytelników - mówi Ewa Kobierska-Maciuszko, zastępca dyrektora Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie. W sieci pojawią się także bieżące numery dzienników. - Biblioteki powinny przestać gromadzić drukowane gazety. Proszę sobie wyobrazić, że tylko jeden rocznik "Gazety Wyborczej" zajmuje aż trzy regały - tłumaczy dyrektorka BUW. Ze względów ekonomicznych w sieci udostępniane będą także podręczniki. - Budżet uczelni pozwala na zakup zaledwie dwóch, trzech egzemplarzy. Przy 50 tys. studentów nabycie odpowiedniej liczby wydawnictw drukowanych jest nie do wyobrażenia - dodaje Ewa Kobierska-Maciuszko. Na razie BUW kompletuje sprzęt. Nie może, niestety, tak jak wypożyczalnie w USA liczyć na pomoc fundacji Billa Gatesa, która m.in. finansuje łączenie bibliotek zza oceanu z Internetem.
Wirtualne archiwa, tworzone również przez osoby prywatne, rozwijają się tak szybko, że już dziś wiele z nich niemal pęka w szwach. W sieci można znaleźć listy Cycerona do Brutusa, dzieła Arystotelesa i "Iliadę" Homera. Jest "Bogurodzica", Biblia księdza Wujka, a nawet najstarsze zachowane nagranie obecnego hymnu polskiego (monika.univ.gda.pl/~literat/index.htm) oraz kronika Galla Anonima. Lista dzieł nie ma końca. W tworzeniu zbiorów pomagają studenci. Na wydziale historii hanowerskiego uniwersytetu zebrano on line kilkaset dokumentów dotyczących m.in. krzyżackich krucjat, polowań na czarownice oraz rosyjskiej rewolucji w 1917 r.
Doskonałe archiwum z europejskimi dokumentami powstało w Stanach Zjednoczonych. - Każdego dnia odwiedza je niemal pięć tysięcy osób - mówi Richard Hacken, bibliotekarz Instytutu Studiów Europejskich w Brigham Young University w stanie Utah, twórca archiwów on line. - Ludzie z całego świata piszą do mnie z podziękowaniem, że dzięki tym serwisom mają dostęp do historycznych materiałów, których nie mogą zdobyć w swoich krajach - mówi Hacken. - W takich przedsięwzięciach widzę same korzyści. Nie mógłbym przecież w każdej chwili wyjechać do USA, by skorzystać ze zbiorów Biblioteki Kongresu, ani do Luwru, aby obejrzeć jakieś dzieło. Internet daje mi do nich nieograniczony dostęp - mówi Paweł Wimmer, redaktor naczelny magazynu "WWW", pomysłodawca stworzenia pierwszej w Polsce bazy katalogującej m.in. biblioteki, księgarnie, słowniki i prace magisterskie.
Ryciny, manuskrypty i stare mapy to prawdziwa uczta dla studentów i naukowców. - Pisząc pracę semestralną z historii kolonialnej Ameryki, znalazłam w sieci takie dokumenty, do których nigdy w Polsce bym nie dotarła. Poza tym, zaglądając do internetowego Archiwum Amerykańskich Dokumentów Historycznych, znacznie szybciej niż w bibliotecznym katalogu wyszukam na przykład konstytucję Irokezów czy listy Kolumba do króla Hiszpanii - mówi Agnieszka, studentka historii. - Zachęcamy naszych studentów do korzystania z internetowych źródeł. Akceptujemy również przypisy dokumentów o charakterze wyłącznie elektronicznym. Nie może być jednak tak, aby praca magisterska powstała wyłącznie na podstawie materiałów znalezionych w sieci - mówi dr Wanda Pindlowa, zastępca dyrektora Instytutu Bibliotekoznawstwa i Informacji Naukowej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Kwestię przypisów i bibliografii instytut rozstrzyga wewnętrznym regulaminem. Zgodnie z nim, student korzystający z tekstów zamieszczonych w sieci musi w miarę możliwości podać m.in. objętość dokumentu w kilobajtach oraz datę korzystania z niego.
Rozwój technologii spowodował, że biblioteki na całym świecie stanęły przed prawdziwym wyzwaniem. - Powinny zacząć prowadzić użytkowników przez gąszcz informacji zawartych w Internecie - mówi Błażej Feret, zastępca dyrektora Biblioteki Głównej Politechniki Łódzkiej, w której kilka lat temu uruchomiono skomputeryzowaną wypożyczalnię. Bibliotekarze są pewni, że tylko Internet może uzdrowić ich sytuację. Na razie jednak polskie placówki jeszcze nie zamieszczają na swoich stronach tekstów książek czy dokumentów i ograniczają się jedynie do tworzenia katalogów on line. Dzięki nim możemy nie tylko sprawdzić w sieci, czy Biblioteka Narodowa dysponuje daną książką, ale możemy ją również zarezerwować. - Jedną pozycję sprawny bibliotekarz może wprowadzić do komputera w ciągu piętnastu, trzydziestu minut. Jeśli średnia placówka ma kilkaset tysięcy tytułów, a bywa, że kilka milionów, to można sobie wyobrazić, ile czasu zajęłoby przeniesienie całego katalogu do komputera - mówi Błażej Feret. Jako przykład podaje Bibliotekę Główną Uniwersytetu Łódzkiego: - Przy obecnej liczbie zatrudnionych osób, posiadanych zbiorach i finansach biblioteka skatalogowałaby wszystkie książki w ciągu... 750 lat!
Prostym i jedynym rozwiązaniem wydaje się zatem zwerbowanie ochotników, tak jak od lat robi Michael S. Hart: - Proszę dać mi znać, gdy znajdą się chętni do uzupełnienia naszych zbiorów o polskie dzieła.

Więcej możesz przeczytać w 6/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0