Zemeckis na wyspę bezludną!

Zemeckis na wyspę bezludną!

Dodano:   /  Zmieniono: 
Nowość "Cast away" oparta jest na starości, bo jest to kolejne wcielenie wątku o samotnym rozbitku na bezludnej wyspie
 
Tomasz Raczek: - Panie Zygmuncie, zdaje się, że Tom Hanks znalazł metodę na to, by z każdej swojej roli filmowej robić wydarzenie. Film "Cast away. Poza światem" przyniósł mu już Złoty Glob i wszystko wskazuje na to, że kroi się jeszcze Oscar.
Zygmunt Kałużyński: - Nie tylko on zasłużył na takie względy. Także reżyser, Robert Zemeckis, znany u nas z kilku filmów, które zawsze starały się o odnowienie kina (między innymi "Forest Gump" czy "Powrót do przyszłości"). "Cast away" jest również nowością z punktu widzenia sztuki filmowej.
TR: - Tyle że ta nowość oparta jest na starości, bo to przecież kolejne wcielenie wątku o Robinsonie Cruzoe, samotnym rozbitku na bezludnej wyspie.
ZK: - Tak, ale nowość polega na czym innym. Kino współczesne dysponuje nieprawdopodobnym bogactwem środków. Właściwie potrafi pokazać wszystko i robi to w sposób efektowny, widowiskowy, spektakularny. Ale kino ma także swoją drugą stronę, którą można by określić jako życie w kropli wody. "Cast away" należy do tej grupy - pokazuje nam prawie nagiego człowieka na wyspie, na której nie ma nic. I trwa to na ekranie całą godzinę.
TR: - Na tym między innymi polega wyczyn aktorski Toma Hanksa: że sobą nie nudzi w sytuacji, gdy film w przeważającej części jest monodramem.
ZK: - Ale gdyby nie środki nowoczesnego kina, nie wystarczyłyby nawet jego szczerość, promieniowanie i jego sztuka. A wykorzystano ich bardzo wiele, co wcale się nie rzuca w oczy i w uszy!
TR: - Na czym to polega?
ZK: - Na bardzo bliskiej fotografii. Na rejestracji wszelakich dźwięków. Ta godzina na wyspie składa się z dźwięków, na które zwykle nie zwracamy uwagi: różnych szelestów, stuknięć. Na przykład gdy Hanks ląduje na bezludnej wyspie, niepokoi go stuk. Nie wie, co to jest, jest przerażony. Po chwili orientujemy się, że to odgłos upadających na ziemię orzechów kokosowych. Natomiast scena katastrofy samolotowej to pięć minut fenomenalnego nagrania za pomocą ruchomej kamery i wielu mikrofonów. Doznanie jest takie, że zwala się na nas pułap samolotu, wpadamy do wody, dławimy się. Uczestniczymy z przerażeniem w tej katastrofie. To są prawdziwe osiągnięcia!
TR: - Ale to tylko jeden z paradoksów tego filmu: kameralny monodram, a pan jako jego atrakcję wymienia kilkuminutową popisową sekwencję katastrofy. Paradoksów jest jednak więcej. Patrzymy wszak, jak nasz rozbitek, współczesny Robinson Cruzoe, próbuje się wydostać z więzienia na wyspie, która wygląda jak ucieleśnienie naszych snów o udanych wakacjach. Ta wyspa to istny raj na ziemi: nie ma drapieżnych zwierząt ani jadowitych węży, klimat jest tropikalny, plaże piaszczyste, morze bezpieczne (rafa koralowa dokoła wyspy uniemożliwia zbliżenie się do niej rekinom). Piękne palmy, kokosy, zdrowa żywność. Wszystko to, o czym marzy - szczególnie zimą - złomotany codzienną pracą mieszczuch. A Hanks chce się z tego raju wyrwać, żeby wrócić do paskudnego, brudnego miasta, z którego pochodzi! Kiedy zaś wreszcie mu się to udaje, następuje kolejny paradoks tego filmu: orientujemy się, że gdy walczył o życie na samotnej wyspie, był heroicznym bohaterem wartym naszej uwagi, gdy zaś cudem wrócił do cywilizowanego świata - karleje. Staje się zwykły, w gruncie rzeczy niepotrzebny (w firmie już dawno pogodzono się z jego zniknięciem). Jego heroizm nie zmienia ani jego, ani ludzi, z którymi znowu ma do czynienia.
ZK: - Mówi pan o problemie ludzkim, który jest kolejną oryginalnością tego filmu, obok jego ascetyczno-popisowej wyczynowości. Mam na myśli konfrontację dwóch sposobów życia. Hanks gra nieprawdopodobnie sprawnego, dynamicznego, efektywnego organizatora we współczesnym świecie.
TR: - Jest pracownikiem międzynarodowej firmy kurierskiej FedEx, którego zadaniem jest ekspresowe dostarczanie przesyłek.
ZK: - Jest to świat elektroniki, mechanizacji, rozmachu. Świat nowoczesny. To, że znalazł się na bezludnej wyspie - za czym pan, panie Tomaszu, widzę, że osobiście tęskni - to dla bohatera katastrofa. Jest przyzwyczajony do życia nowoczesnego, do aktywności, a nagle okazuje się, że ląduje na wyspie goły, oderwany od swojej roboty, zdany tylko na siebie i... resztki cywilizacji, w której żył. Woda wyrzuciła bowiem na brzeg oprócz Toma Hanksa także trochę przesyłek z rozbitego samolotu. I co tam jest?
TR: - Piłka do koszykówki, buty z łyżwami, kasety wideo i sukienka balowa.
ZK: - Tak, czyli na bezludnej wyspie rzeczy bezużyteczne. Ale on i tak z nich korzysta w jedyny możliwy tutaj, prymitywny sposób. Na przykład łyżwa służy mu do wybicia zepsutego zęba.
TR: - A z piłki robi sobie przyjaciela, malując na niej twarz i przemawiając do niej jak do człowieka. Jak widać, każda rzecz może się jakoś przydać w sytuacji, kiedy nie ma nic innego.
ZK: - Tak, on zyskuje tę wiedzę. Nawet z owych kaset wyciąga taśmę, by nią związać belki, z których zrobi tratwę. W tym jest czarny humor. Jest jednak jeszcze coś - jednej z paczek nasz bohater do końca nie rozpakowuje...
TR: - Postanawia sobie przeżyć katastrofę chociażby po to, żeby móc ją doręczyć, jak nakazuje etyka współczesnego posłańca.
ZK: - Na końcu widzimy, że ją dostarcza, ale nie dowiadujemy się, co w niej było.
TR: - Może i lepiej, dzięki temu możemy ją uznać za symbol. Finał sugeruje nawet, że być może za sprawą owej paczki odmieni się na lepsze zszarzały, skarlały los uratowanego i pozostawionego samemu sobie dosłownie na rozstaju dróg Hanksa.
ZK: - Widzimy, że paczka była przeznaczona dla pewnej dziewczyny, mieszkającej samotnie na odludziu. Hanks przelotnie ją poznaje i może z tego coś będzie. Ale, panie Tomaszu, to właśnie był dla mnie zawód.
TR: - Owszem, coś zgrzytnęło.
ZK: - Był to zgrzyt w zamierzeniu pocieszający, ale przecież myślą tego filmu powinna być konfrontacja nowoczesnego życia, do którego jesteśmy przyzwyczajeni, z czymś zupełnie innym, a nie sentymentalizm. To powinno otworzyć oczy, dać do myślenia, zmienić postawę Hanksa. A on wraca do tego, co było, jakby to go niczego nie nauczyło.
TR: - Panie Zygmuncie, żeby ten film mógł się skończyć inaczej, na bezludnej wyspie powinien się znaleźć Zemeckis, a nie Hanks!
ZK: - No właśnie, ale wtedy byśmy nie mieli jego filmów do oglądania.
Więcej możesz przeczytać w 7/2001 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0