Adrenalina na torze

Adrenalina na torze

Dodano:   /  Zmieniono: 
W bolidach Formuły 1 wykorzystuje się technologie kosmiczne

12 marca o godzinie 14 czasu lokalnego (trzecia nad ranem czasu polskiego) na torze Albert Park w Melbourne rozpocznie się samochodowy wyścig Formuły 1 o Grand Prix Australii. W ten sposób zostanie zainaugurowany 51. sezon wyścigów o mistrzostwo świata.

Sport automobilowy jest tak stary jak historia motoryzacji. Kiedy pod koniec XIX stulecia Carl Friedrich Benz budował w Mannheim swoje pierwsze silniki spalinowe i trójkołowe samojazdy, temu pionierowi motoryzacji zabrakło wyobraźni i odwagi, by czynem udowodnić praktyczną przydatność swych konstrukcji. Benz ośmielał się jeździć po podwórzu, najwyżej po ulicach przylegających do warsztatu. I dopiero słaba kobieta dowiodła, że "samojazd z wybuchowym motorem" to nie tylko hałaśliwa zabawka dla mężczyzn, ale wynalazek całkiem użyteczny. Berta Benz (małżonka Carla) latem 1888 r. w tajemnicy przed mężem wybrała się z dwoma synami w 120-kilometrową podróż do swej matki w Pforzheim. Piętnastoletni Richard i trzynastoletni Eugen na zmianę to kierowali pojazdem, to naprawiali psujące się mechanizmy, to wraz z matką popychali wehikuł, który nie mógł wjechać na pagórki Schwarzwaldu. Czyż ta wyprawa nie była w owych pionierskich czasach wyczynem prawdziwie sportowym?
Pierwsze oficjalne wyścigi zorganizował francuski dziennik "Petit Journal".
22 lipca 1894 r. na liczącej 126 km trasie z Paryża do Rouen zwyciężył markiz Albert de Dion w parowym pojeździe swej konstrukcji. Od początku sport samochodowy był najlepszym probierzem jakości i niezawodności samochodów i dźwignią postępu. Kilkadziesiąt lat później (w latach 50.) sportowe auta stały się także ważnym nośnikiem reklam; dzisiaj bez tej funkcji (i płynących z tego korzyści) wyczynowy automobilizm nie mógłby funkcjonować. Do najhojniejszych sponsorów należą producenci papierosów: Winfield, West, Benson & Hedges, Marlboro, Mild Seven, Gauloises, BAT.
Dopiero po II wojnie światowej powstały założenia regulaminowo-konstrukcyjne wyścigowych maszyn Formuły 1. Określenie "formuła" oznacza zbiór przepisów dotyczących jednomiejscowych aut wyścigowych, których zewnętrzną cechą są odsłonięte koła. Pierwsze mistrzostwa świata F1 odbyły się w 1950 r., składały się z siedmiu wyścigów i zakończyły się potrójnym sukcesem Alfy Romeo oraz "trzech panów F." - jej fabrycznych kierowców. Mistrzowski wieniec zdobył Włoch Giuseppe Farina, drugi był Argentyńczyk Juan Manuel Fangio, trzeci - Włoch Luigi Fagioli. Jedną z czołowych (i nader oryginalnych!) postaci tamtego okresu był Birabonqse Bhanuban, arystokrata z Tajlandii. "Książę Bira" (1914-1985) przybył do Europy, by podjąć studia w Cambridge. Zarażony pasją automobilową, zaczął się ścigać przed wojną, a w Formule 1 jeździł samochodami Maserati, OSCA, Cordini, Connaught. W roku 1950 został sklasyfikowany w mistrzostwach świata na ósmym miejscu.
Skrupulatni statystycy wyliczyli, że najwięcej startów (aż 256!) w wyścigach Grand Prix ma na koncie Włoch Riccardo Patrese, który startował w F1 w latach 1977-1993. Najwięcej kilometrów na prowadzeniu (13 706) przejechał nieodżałowany Brazylijczyk Ayrton Senna da Silva, on też wywalczył najwięcej pierwszych pól startowych (65). Najmłodszym triumfato-rem wyścigu Grand Prix został Nowozelandczyk Bruce McLaren, który w wieku 22 lat za kierownicą coopera zwyciężył na amerykańskim torze Seebring. Francuz Alain Prost w ciągu piętnastu sezonów (1980-1994) wygrał aż 51 wyścigów, zdobył 798,6 punktu, 106 razy stawał na podium i w 41 wyścigach uzyskał najlepszy czas okrążenia. W koronnej kategorii niepodzielnie panuje jednak Argentyńczyk Juan Manuel Fangio - był pięć razy mistrzem świata (1951, 1954-1957). Królem pechowców nazwano z kolei znakomitego Brytyjczyka Stirlinga Mossa; w latach 1951-1961 uczestniczył w 66 wyścigach, 16 razy wywalczył pierwszą pozycję startową, 16 razy wygrał i nigdy nie został mistrzem świata (cztery razy był wicemistrzem i trzy razy zajął 8. miejsce). Wśród stajni przewodzi Ferrari, którego auta wygrały 125 wyścigów i dziewięć razy zdobyły mistrzostwo świata konstruktorów (tyle samo, ile Williams).
Współczesne wyścigi F1 to przedsięwzięcie ogromne, zarządzane przez Stowarzyszenie Konstruktorów Formuły 1 (FOCA). Twórcą potęgi wyścigowego cyrku jest Brytyjczyk Bernie Ecclestone, który uczynił z tego sportu widowisko światowego formatu. Tylko igrzyska olimpijskie i mistrzostwa świata w piłce nożnej mogą rywalizować z Formułą 1 pod względem liczebności widowni telewizyjnej. Kilkanaście corocznych wyścigów jest transmitowanych przez tysiące stacji telewizyjnych w dwustu krajach, a łączna liczba widzów w zeszłym roku wyniosła prawie 58 mld (dane Międzynarodowej Federacji Samochodowej FIA z lutego 2000 r.).
Na kartach historii F1 zapisanych jest wiele śmiertelnych ofiar. Lorenzo Bandini, Carol Godin de Beaufort, Jean Behra, Francois Cevert, Peter Collins, Piers Courage, Jim Clark, Elio de Angelis, Patrick Depailler, Mark Donohue, Luigi Fagioli, Stuart Lewis-Evans, Bruce McLaren, Gerhard Mitter, Jochen Rindt, Luigi Musso, Ronnie Peterson, Tom Pryce, bracia Rodriguez i najbardziej wstrząsająca ofiara ostatnich lat - Ayrton Senna. Lista jest o wiele dłuższa, ale jedno jest pocieszające: czterokołowe rakiety stały się na tyle bezpieczne, że teraz kierowcy wychodzą cało z przerażająco wyglądających kraks. Na potrzeby wyścigów zaprzęgnięto technologie nie tylko lotnicze, ale i kosmiczne. Najnowsza technika zamieniła auta w torowe pociski. Wiele pomysłów wykorzystuje się później w samochodach wytwarzanych seryjnie, ale niektóre rozwiązania są tak wyrafinowane, że kosztują krocie i nigdy się nie upowszechnią. Ogromna lekkość i sztywność konstrukcji, zaskakująca doskonałość aerodynamiczna, specjalne materiały (kompozyty węglowe, tytan), najnowsze systemy elektroniczne i informatyczne - wyścigowe auto jest produktem laboratoryjnie znakomitym. Silniki o pojemności 3 litrów osiągają (bez doładowania!) moc 800 koni, co oznacza, że na każdy kilogram masy pojazdu przypada ok. 1,5 KM. Ten poziom techniki sprawia, że na mecie trzystukilometrowego wyścigu sekunda różnicy między dwoma zawodnikami decyduje o sukcesie lub klęsce.
Bernie Ecclestone, guru Formuły 1, zapowiada na ten sezon walkę jeszcze bardziej wyrównaną niż w minionym roku: "Myślę, że Ferrari i McLaren wciąż będą na czele, ale różnice między zawodnikami tych stajni będą minimalne. To może być niezły sezon także dla Jordana, choć dobrze wyglądają również nowe arrowsy". Kibice zaś zakładają się, czy mistrzowski tytuł przypadnie starszemu z braci Schumacherów, czy też trzeci raz z rzędu Haekkinenowi.
Więcej możesz przeczytać w 11/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0