Każdemu według zasług

Każdemu według zasług

Dodano:   /  Zmieniono: 
Rozmowa z ROMANO PRODIM, przewodniczącym Komisji Europejskiej
 



"Wprost": - Niegdyś studiował pan w konserwatorium. Jaką muzykę słyszy pan, kiedy mowa o rozszerzeniu Unii Europejskiej?
Romano Prodi: - Nie ma wątpliwości: Beethovena. Hymn Europy to nasza wspólna melodia. Gdybyśmy zresztą poszerzali unię w takt innej, Polacy znów by zapewne uznali, że są traktowani inaczej niż wszyscy.
- Czy dlatego, że - jak twierdzą niektórzy dyplomaci i urzędnicy w Brukseli - podczas negocjacji Polacy zachowują się "inaczej" niż na przykład Czesi lub Węgrzy?
- Tak. Zawsze uważacie się za wyjątkowych. Być może wynika to z waszej historii. Z polskiej strony bardzo często słyszy się głosy, że Polacy są źle traktowani. Jest w tym coś z ducha dawnych prześladowań. Rozumiem, że przez wiele wieków cierpieliście, ale obecnie nie macie żadnych powodów do obaw. Wykazujemy wobec Polski naprawdę wiele dobrej woli. U mnie bierze się to być może stąd, że urodziłem się w małej miejscowości włoskiej, w której powstał wasz hymn. Dla Polaków moja miejscowość, Reggio Emilia, nie istnieje, ale dla nas istnieje Polska. W waszym hymnie, który tyle razy słyszałem w młodości, są takie słowa...
- "...z ziemi włoskiej do Polski..."
- Tak. Wracaliście do siebie właśnie z mojej miejscowości. W stosunku do Polski odczuwam pewien sentyment.
- Nie podzielają go jednak na ogół obywatele piętnastki, zwłaszcza Brytyjczycy, Francuzi i Niemcy, w których ojczyznach poparcie dla rozszerzenia unii jest najmniejsze.
- Bo pyta się ich o coś abstrakcyjnego. Biorąc pod uwagę krótkotrwałe efekty, rozszerzenie to wielki problem, ale na zjednoczoną Europę musimy patrzeć w perspektywie historycznej i Europejczycy zaczynają to rozumieć. Prezydencja szwedzka dała rozszerzeniu priorytet, trzeba tylko pracować. Do zamknięcia negocjacji nad najtrudniejszymi rozdziałami zostało jeszcze wiele pracy.
- Ale to przecież właśnie Szwedzi mówią, że może lepiej przyjąć najpierw Węgry czy Słowenię. Chodzi o to, że koszty związane z przyjęciem tak dużego kraju jak nasz będą znacznie większe?
- Małe państwa zapytają dla odmiany, dlaczego daje się przywileje wam. Zapytają też, czemu mówicie, że nie ma rozszerzenia bez Polski. Odpowiadam niezmiennie - każdemu według zasług. Oczywiście, Polska będzie kosztować więcej, bo taka jest rzeczywistość. To nie to samo, kiedy przybywa 40 mln mieszkańców, niż kiedy są to dwa miliony. Ale to nie ma nic wspólnego z dawaniem priorytetu komukolwiek.
- Ostatnio użył pan argumentu, że polscy rolnicy nie mogą dostać takich samych funduszy jak ich unijni koledzy po fachu, ponieważ Polacy zaczną się masowo przenosić z miast na wieś.
- Tak, to prawda. A nie chcecie tego uniknąć?
- Pieniądze, które otrzymałoby przeciętne polskie gospodarstwo, ledwie pokryłyby koszt wysłania na studia jednego dziecka.
- To bardzo ciekawe, po raz pierwszy słyszę o takich rachunkach. Będę szczęśliwy, jeżeli złoży pod nimi podpis wasz minister. Potem damy wam odpowiedź, jakimi funduszami dysponujemy. Przede wszystkim trzeba wykazywać cierpliwość i zaufanie. Moim zdaniem, zademonstrowaliśmy już, że rozszerzenie to nasz główny cel.
- Jak chce pan przekonać Francję czy Niemcy do zakończenia negocjacji z krajami kandydackimi przed wyborami w obu tych państwach, które zaplanowano na rok 2002?
- Nie trzeba nikogo przekonywać. Wszyscy są zgodni, że trzeba dokonać rozszerzenia. Zakończenie negocjacji w 2002 r. to nie problem. Zobowiązaliśmy się, że będziemy gotowi dać odpowiedź 1 stycznia 2003 r. Po drugie, obiecaliśmy, że obywatele wielu krajów kandydujących wezmą udział w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2004 r.
- Niektórzy dyplomaci z państw unii zaczynają jednak mówić, że wspomniana w Nicei data - 2004 r. - nic nie oznacza. Możemy wziąć udział w wyborach do Parlamentu Europejskiego, a potem długo czekać na ratyfikację traktatów przez państwa UE.
- Uważam, że możecie uczestniczyć w wyborach tylko wtedy, gdy zostaniecie członkiem unii. Oczywiście mogą się pojawić opóźnienia - na przykład w ratyfikacji traktatów - ale to już nie zależy od komisji.
- Czy możliwe jest, jak pragnie nasz rząd, zakończenie negocjacji z Polską jeszcze w tym roku?
- Komisarz Verheugen zmusił swoich urzędników do wręcz katorżniczej pracy. Proszę zrozumieć, co znaczy mieć dwanaście grup pracujących równolegle z 12 krajami. Trzeba stworzyć nowe ekipy, posługujące się jeszcze nie zweryfikowanymi metodami. Rozszerzenie to niezwykle skomplikowane przedsięwzięcie. Mam nadzieję, że wierzycie, iż się nie lenimy.
- Czy wciąż rozważane jest narzucenie Polakom większych ograniczeń w dostępie do unijnego rynku pracy niż pozostałym kandydatom?
- Tak, to oczywiście możliwe, ale niekonieczne. Nie będzie jednak dyskryminacji. Jeśli pojawi się zróżnicowanie, to z powodów praktycznych. Na przykład przyjęcie Włoch do układu z Schengen zostało opóźnione, a to dlatego, że musieliśmy dostosować nasz system granic; pracowaliśmy jak szaleni. Mamy więc do czynienia ze spełnieniem wymogów, a nie z dyskryminacją. Jeśli są one wypełniane, kraje traktowane są jednakowo. Za kilka tygodni przedstawimy Radzie UE dokument z różnymi opcjami. Decyzja we wspomnianej sprawie nie została podjęta.
- Kolejny drażliwy z naszego punktu widzenia problem to sprawa ograniczeń swobodnego obrotu ziemią...
- Rozumiem wasze argumenty, ale pozwolę sobie zauważyć, że nie wysyłacie zagranicznym inwestorom zachęcających sygnałów. Osiemnaście lat zwłoki, o które prosicie, to szmat czasu. Nie ma żadnego powodu, by Polska tak bardzo różniła się pod tym względem od innych krajów. To nie tylko wasz problem.
- Ostatnio apelował pan w Parlamencie Europejskim o podjęcie debaty nad tak zwaną finalité, czyli ostatecznym kształtem unii. Tymczasem w Nicei przywódcy państw nie mogli dojść do porozumienia w kwestiach o wiele mniej istotnych.
- Zjednoczenie narodów i społeczeństw w sposób pokojowy i za ich zgodą to największe wyzwanie dla demokracji. Tak wielkiego eksperymentu nigdy wcześniej w historii nie było. Jeżeli spodziewacie się, że nie pojawią się trudności, to znaczy, że nie rozumiecie istoty demokracji. Jeśli chce się dokonywać zmian zgodnie z wolą ludzi, wymaga to czasu. To samo dotyczy realizacji marzenia o wielkiej Europie. Możecie nie być tym usatysfakcjonowani, ale przed Europą jeszcze długa, wyboista droga.
- Chciałby pan zostać wybrany na prezydenta unii przez jej mieszkańców?
- Oczywiście. Ale to jeszcze nie jest sprawa na dziś. Prezydenta unii będą wybierać raczej nasze dzieci, a może dopiero wnuki. My jednak już wykonaliśmy kawał dobrej roboty. W przyszłym roku zakończymy wprowadzanie euro, nastąpi rozszerzenie unii. Dwa takie procesy historyczne naraz to całkiem nieźle. Tu chodzi o wymiar historyczny. Kraje piętnastki dobrze wiedzą, że chodzi o powiększenie o 30 proc. populacji unii i o przyrost dochodu zaledwie o 8 proc. Ale będzie to kamień milowy w historii naszego kontynentu. Polska - to pewne - będzie brała udział w tworzeniu tej nowej Europy.

Więcej możesz przeczytać w 9/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0