Igrzyska architektów

Igrzyska architektów

Dodano:   /  Zmieniono: 
Od 1 czerwca do 31 października globus będzie się kręcił wokół hanowerskiej osi

Niemal za sto dni rozpocznie się w Hanowerze światowa wystawa Expo 2000. Podczas gdy organizatorzy dopinają program tego 153-dniowego gigantycznego show, za kulisami toczą się dyskusje o opłacalności przedsięwzięcia. Na razie tegoroczna wystawa jest festiwalem liczb i wątpliwości.
Światowe ekspozycje organizowane są od 150 lat. Dzielą się na kategorie A i B, w zależności od rozmachu inwestycyjnego i wielkości. Pierwsza odbyła się w 1851 r. w Londynie, a zasłynęła dzięki wzniesieniu Crystal Palace. Po czwartej, zorganizowanej w Paryżu w 1889 r., gdy Francja obchodziła setną rocznicę istnienia republiki, pozostała wieża Eiffla. Tegoroczna ma przejść do historii jako trzynaste przedsięwzięcie najwyższej kategorii. Gdy w 1990 r. wybierano gospodarza imprezy, na korzyść Niemiec przeważył tylko jeden głos. Obawiano się, czy światowej wystawy made in Germany z przełomu tysiącleci nie zdominuje niemiecki egocentryzm. W pamięci organizatorów tkwił monumentalizm paryskiej Expo z 1937 r., nad którą górowała rzeźba orła III Rzeszy. Tę ostatnią wystawę przed II wojną światową Niemcy przekształcili w swój propagandowy show. Te uprzedzenia przesądziły zapewne o szczególnej powściągliwości kierownictwa Expo 2000 i akcentowaniu międzynarodowego charakteru imprezy. Niezależnie od ich intencji od 1 czerwca do 31 października globus będzie się jednak kręcił wokół hanowerskiej osi.
Expo 2000 odbędzie się pod hasłem "Człowiek - natura - technika". Teren tego globalnego przeglądu postępu cywilizacyjnego nadal można zobaczyć wyłącznie dzięki komputerowej animacji. Kształt pawilonów - wizytówek uczest-ników tego spektaklu - jeszcze się nie wyłonił z plątaniny betonowych, stalowych i drewnianych elementów, rozsianych na powierzchni ponad 250 tys. m2. W hanowerskim układzie geograficznym Rosja wznosi swój obiekt obok Albanii, Białoruś sąsiaduje z Luksemburgiem, Polska z Turcją, a Islandia z Meksykiem. Zazwyczaj na Expo pawilony narodowe stanowią coś więcej niż miejsca promocji poszczególnych krajów. Są architektoniczną awangardą.
W Sewilli w 1992 r. jedną z największych atrakcji był japoński pawilon Zadao Ando (najwyższa konstrukcja drewniana na świecie). Do encyklopedii architektury trafił też projekt niemieckich twórców Rolfa Gutbroda i Freia Otta, którzy w 1967 r. w Montrealu stworzyli nowatorską, tzw. linową konstrukcję siatkową. Wystawę w Brukseli w 1958 r. symbolizuje Atomium, a po ekspozycjach w Paryżu oprócz wieży Eiffla pozostały Palais de Tokyo i Palais de Chaillot.
Również po wystawie w Hanowerze można się spodziewać kilku ciekawych rozwiązań architektonicznych. Wietnam zaplanował postawić swój pawilon na wodzie, obiekt Emiratów Arabskich wzbogacą specjalnie sprowadzone wielbłądy, palmy, a nawet pustynny piasek. Irlandczycy przywiozą ze swej wyspy odłamki skał i kamienie, a Finowie - ziemię, na której chcą posadzić gaj brzozowy. Wśród realizowanych projektów już dziś uwagę przyciąga pawilon węgierski - drewniana budowla bez ścian działowych, w kształcie otwierającego się pąka. Autorem tego symbolicznego rozwiązania jest György Vadász. Po zamknięciu wystawy nie wszystkie obiekty zostaną w Hanowerze. Okrągły pawilon Watykanu, wykonany z drewna i szkła, po zdjęciu biało-żółtej flagi trafi na Łotwę. Z kolei japoński architekt Shigeru Ban, który dla swego kraju zaprojektował nowatorską, kilkupiętrową halę ze sprasowanego kartonu, od razu założył możliwość przerobienia jej na zeszyty szkolne. Amerykanie zamierzali wznieść miniaturowe miasto przy pełnej sklepików i kawiarenek "Main Street". Ulica ta miała połączyć dwa niejako rozchwiane pawilony z drewna, przypominające westernowe stodoły. Ale słabe zainteresowanie przedsiębiorców USA hanowerską imprezą spowodowało wycofanie się z tego przedsięwzięcia. Waszyngtońska administracja uznała, że koszty są niewspółmiernie wysokie do efektu promocji.
Dyskusja, czy gra w Expo jest w ogóle warta świeczki, toczy się także w Niemczech. Skoro rezygnują Stany Zjednoczone (ten kraj ma doskonałe wskaźniki gospodarcze i znacznie większe możliwości finansowe), co można powiedzieć o republice federalnej, pogrążonej w kryzysie i zadłużeniu wewnętrznym przekraczającym 2 bln DM - argumentują sceptycy. Właśnie dlatego - ripostują zwolenni-cy imprezy w Hanowerze - Niemcy nie mogą zrezygnować z promocji globalnej, którą zapewnia wystawa światowa. Nad ekonomiczną stroną przedsięwzięcia czuwa Birgit Breul, była szefowa Urzędu Powierniczego, która w ciągu niemal pięciu lat po zjednoczeniu sprywatyzowała cały majątek NRD. Mimo postawy Amerykanów, słabego zainteresowania niektórych rządów, deficytu budżetowego i nie najlepszej prasy realizatorów wystawy, Birgit Breul, dziś komisarz generalny Expo 2000, przewiduje tylko sukces.
Oczekiwania zespołu pani Breul dotyczące liczby gości nie są wygórowane. Paryską wystawę Expo zorganizowaną na przełomie ubiegłego i naszego stulecia zwiedziło ponad 48 mln osób, 39 lat później w Nowym Jorku - prawie 45 mln, w Montrealu - 51 mln, a na ekspozycję w japońskiej Osace sprzedano aż 64 mln biletów. Aspiracje organizatorów prezentacji w Hanowerze są skromniejsze o jedną trzecią. Jeśli nie przyjdzie tylu gości, ilu się oczekuje, deficyt budżetowy Expo 2000 może wzrosnąć do miliarda marek. Rządy Niemiec i Dolnej Saksonii przyjęły wariant optymistyczny i wyłożyły brakujące pieniądze na realizację przedsięwzięcia, co skrytykowały niektóre gremia. Zastrzeżenia zgłosili między innymi związkowcy, uznając, że Niemiec nie stać na taki spektakl, jeśli dokonuje się dotkliwych cięć socjalnych i poszukuje oszczę-dności we wszystkich resortach.
Ta krótkowzroczna argumentacja nie znalazła odbicia w kręgach parlamentarno-rządowych. Pominąwszy późniejsze wymierne korzyści z promocji Niemiec poprzez Expo, hanowerski rachunek "winien - ma" nie uwzględnia między innymi wkładu w infrastrukturę miasta (wyniesie prawie 18 mld DM) ani dochodów z eksploatacji nowych obiektów już po zamknięciu wystawy. Bez Expo targowy Hanower nigdy nie zdobyłby się na taki wysiłek inwestycyjny. Dodatkowym plusem jest stworzenie kilkudziesięciu tysięcy miejsc pracy, co w RFN, gdzie liczba bezrobotnych przekracza 4 mln, ma niebagatelne znaczenie. Hans-Dietrich Genscher, były szef dyplomacji, zazwyczaj wstrzemięźliwy w okazywaniu entuzjazmu, nie ma wątpliwości co do korzyści niematerialnych: "Expo 2000 jest jedyną szansą na nowe ukształtowanie wizerunku Niemiec na świecie".


Więcej możesz przeczytać w 11/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0