Stąd do wieczności

Stąd do wieczności

Dodano: 
Czy w przedłużaniu ludzkiego życia osiągnęliśmy już kres możliwości? Nie było drugiego okresu w historii, w którym długość życia człowieka wzrosła tak bardzo jak w XX wieku. W 1900 r. w Stanach Zjednoczonych i większości krajów o zbliżonym poziomie rozwoju gospodarczego tak zwana oczekiwana długość życia w chwili narodzin wynosiła zaledwie 49 lat, ale już w 1997 r. wzrosła do 76 lat.
Między rokiem 1985 a 1995 ponad 75 proc. ludzi w krajach rozwiniętych umierało, mając powyżej 75 lat! Przez ostatnie dziesięć lat systematycznie spadał też wskaźnik zgonów osób w wieku od zera do 99 lat - we Francji o 1,5 proc. rocznie, w Japonii i w Szwecji - o 1,2 proc., a w Stanach Zjednoczonych - prawie o 0,5 proc. Czy możliwe będzie utrzymanie tego tempa w przyszłości? Czy przeciętny czas życia nadal będzie się wydłużał?

To wykluczone" - stwierdził na niedawnym kongresie nauki amerykańskiej w San Francisco prof. Leonard Hayflick, zasłużony amerykański badacz procesów starzenia się, rozczarowując wielu słuchaczy. W połowie XX wieku długość życia wzrosła gwałtownie dzięki wyeliminowaniu chorób zakaźnych. Pod koniec tego stulecia przyczyną zgonów w krajach rozwiniętych pozostały głównie chroniczne choroby układu krążenia, cukrzyca, nowotwory czy wylewy krwi do mózgu. Ograniczenie liczby tych schorzeń może w najlepszym razie zwiększyć średnią długość życia do 90 lat, jednak przekroczenie tej granicy w ciągu najbliższych kilku wieków jest mało prawdopodobne. Ludzie, którzy dożyją do 90 lat, będą umierać w wyniku nieodwracalnych procesów starzenia. Te zaś dotyczą wszystkich stworzeń, które w wieku dojrzewania osiągają rozmiary typowe dla swojego gatunku.

Granica Hayflicka
Wiadomo już, że pewne gatunki zwierząt rosnących po zakończeniu procesu dojrzewania seksualnego nie starzeją się. Są to niektóre żółwie, ryby głębokowodne, część płazów czy homar amerykański. Jeśli nawet przebiegają u nich ukryte procesy degeneracji, nikomu nie udało się tego stwierdzić. Natomiast w ciałach tych zwierząt znaleziono nadzwyczaj dużą ilość enzymu, od którego zależy zdolność komórek do kolejnych podziałów, czyli stałego odnawiania organizmu. Enzym ten nosi nazwę telomerazy.
Chromosomy, czyli osobne pakiety genów, mają na końcach struktury zwane telomerami. Przy każdym podziale telomery ulegają skróceniu. Gdy ich zabraknie, komórka przestaje się dzielić. Istnienie granicy odnawiania organizmu - z góry ustalonej liczby podziałów, do jakich jest zdolna komórka - odkrył właśnie prof. Hayflick. Zjawisko, nazwane "granicą Hayflicka", było jednym z podstawowych odkryć wyjaśniających, dlaczego nasze ciało się starzeje. Inni uczeni zauważyli, że telomeraza, tak obficie występująca u nie starzejących się zwierząt, przedłuża zdolność do podziałów. Obecnie prowadzone są intensywne próby wytwarzania tego enzymu poza organizmem i użycia go jako eliksiru przedłużającego młodość naszych komórek.

Pigułka młodości
Profesor Hayflick jest przeciwny tym próbom. Uważa, że manipulowanie procesem starzenia się może zagrozić stabilności społeczeństwa. - Musiałoby się wówczas zdarzać wiele dziwacznych sytuacji, na przykład gdyby rodzice zażywali pigułkę młodości, a dzieci nie - tłumaczy. Rezultatem byłoby potomstwo starsze biologicznie od własnych rodziców. Problemem byłoby też, kiedy zacząć zażywać taki środek - mając lat 60, 70 czy może zaraz po zakończeniu dojrzewania? Wiek biologiczny osób urodzonych w tym samym czasie przestałby być zsynchronizowany. Miałoby to fatalny wpływ na życie członków rodziny, rówieśników, partnerów seksualnych i funkcjonowanie niemal każdej instytucji.
Długowieczność, zdaniem prof. Hayflicka, jest zjawiskiem nienaturalnym. Okazuje się bowiem, że natura nie dba o swoje dzieci, gdy przekroczą wiek, w którym mogą wydać potomstwo. Dlatego nie ma sensu szukanie ratunku w genach. Nie znajdzie się w nich programu przedłużenia życia. Przetrwanie poza wiek reprodukcyjny może być tylko "zjeżdżaniem z górki", "jazdą bez pedałowania". Organizmowi brakuje energii do naprawy uszkodzeń; pojawia się entropia, rozpad, chaos molekularny. - I dlatego nie wierzę, że istnieją geny, które miałyby powstać w trakcie ewolucji tylko po to, by utrzymywać sprawność układu niezdolnego już do wydania potomstwa - stwierdził prof. Hayflick.

A jednak 100 lat!
Opinii Hayflicka nie podziela wielu badaczy. - Jestem zupełnie pewien, że ze społecznego punktu widzenia byłoby korzystne, gdybyśmy mogli żyć dłużej - oznajmił dr George Martin, profesor patologii i genetyki, dyrektor Centrum Badań nad Chorobą Alzheimera na Uniwersytecie Waszyngtona w Seattle. Jego zdaniem, jest wiele powodów do optymizmu. Biologia ewolucyjna przynosi nam wiele dobrych wiadomości. Jedna z nich to informacja, że czas życia jest plastyczny, a nie ustalony raz na zawsze. Dowodzą tego na przykład eksperymenty w laboratoriach. Udało się w nich m.in. uzyskać szczepy muszki owocowej żyjące o połowę dłużej niż pozostałe. W podobny sposób zdołano przedłużyć życie drobnych robaków.
W przypadkowych mutacjach i nowych wariantach genów kryje się szansa na znaczne przedłużenie życia. Prof. Martin zwraca również uwagę, że bezpośredni wpływ na długość życia mają zmiany w ekspresji genów regulujących przebieg ważnych procesów - jak choćby szybkość naprawiania uszkodzeń w DNA. Tak więc stosunkowo niewielka liczba genów-regulatorów może spowodować znaczne wydłużenie życia. W bakterii E. coli istnieje co najmniej 100 genów reperujących uszkodzenia materiału genetycznego. Z pewnością u człowieka takich genów jest o wiele więcej. Wkrótce będziemy potrafili je odnaleźć i klonować. Optymistyczne są również prognozy demografów. Twierdzą oni, że w wielu krajach oczekiwana w momencie urodzenia długość życia osiągnie 100 lat jeszcze przed końcem XXI stulecia.

Pułap możliwości
- Sto lat? To zupełnie nieprawdopodobne - twierdzi tymczasem główny organizator sympozjum w San Francisco, prof. Jay Olshansky z uniwersytetu w Chicago. Przeświadczenie takie wynika z nieuzasadnionej - jego zdaniem - wiary niektórych badaczy, że dzisiejsze tempo wydłużania średniej życia uda się utrzymać w przyszłości. Tymczasem staje się to coraz trudniejsze. Dodawanie następnych dekad 80-latkom udaje się rzadziej niż przedłużenie życia dzieciom, które umierały w poprzednich epokach z powodu chorób zakaźnych. Toteż przesłanie, jakie przekazał zebranym prof. Olshansky, brzmiało: "Niezależnie od tego, jak zdrowy tryb życia będziemy prowadzić, ile połkniemy witamin i jakie hormony sobie wstrzykniemy, w wieku XXI oczekiwana długość życia w momencie urodzenia na pewno nie osiągnie 100 lat. Dla ludności Francji i Japonii szanse na to mogą się urzeczywistnić nie prędzej niż w końcu XXII wieku, w wypadku Amerykanów - dopiero w XXVI stuleciu, a więc za 500-600 lat".

The party is over?
Czy naprawdę "przyjęcie skończone", czy proces przedłużania ludzkiego życia już się kończy? Duński uczony Kirk Christiansen z Instytutu Badań Demograficznych Maxa Plancka nie zgadza się z tym twierdzeniem. - Zamiast przewidywać daleką przyszłość, przyjrzyjmy się dokładniej teraźniejszości. Nie ma dowodów na to, że dochodzimy do granic możliwości w zwiększaniu średniej długości ludzkiego życia - mówi.
W krajach skandynawskich istnieje stara tradycja prowadzenia zapisów narodzin i zgonów. Wynika z nich m.in., że długość życia kobiet w Szwecji stale się zwiększa. Podobnie w Niemczech jednym z najbardziej interesujących spostrzeżeń dokonanych w ostatnich latach było to, że spada śmiertelność najstarszych kobiet we wschodniej części kraju. Oznacza to, że wskaźnik śmiertelności nawet osób wiekowych szybko może się poprawić. Również w Danii wzrosła wyraźnie długość życia w grupie osób od 80 do 100 lat.
Nic więc nie wskazuje na to, że w przedłużaniu życia osiągamy pułap naszych możliwości. Przeciwnie: w Japonii, gdzie średnia życia jest najdłuższa, również postęp w tym względzie jest najszybszy.

Okładka tygodnika WPROST: 10/2001
Więcej możesz przeczytać w 10/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0