Menu

Dodano: 
książka

Jak ciekawie spędzić wakacje? Pojechać do drewnianego domku z małym ogródkiem, który stoi "trochę na wsi, a trochę poza wsią". Spoglądając przez okno, można się przekonać, że pełni tę samą funkcję co telewizja. Nie mając więc ciekawszego zajęcia, nie trzeba się uzależniać od TVP, TVN czy innej stacji. Wystarczy wyjrzeć przez "okno telewizyjne" własnego domku - przekonują Andrew James Fincham i Anita Węgrzyniak w książce "Mały drewniany domek". Gdy trochę poobserwuje się wiejską rzeczywistość, okaże się, że do pracy udają się tylko kobiety, a ich mężowie spotykają się przy piwie, grają w karty i prowadzą męskie rozmowy. Ale jest tak dopóty, dopóki wsi nie "odwiedzi" święty obraz. To on dokona przemiany i sprawi, że mężowie zaczną tęsknić za bezpowrotnie utraconymi "smutnymi, pięknymi czasy", oczywiście ciężko pracując. Czy takie podglądanie jest wystarczająco interesującą alternatywą dla oper soap bądź reality? Potrzeba uczestniczenia w życiu zdaje się być przemożna, co potwierdza książka. Pomysł autorów "Małego drewnianego domku" wydaje się jednak trochę mało odkrywczy. Takie "telewizyjne okienka" znane są podglądaczom od stuleci. Teraz na nowo promują je "europejscy pisarze i artyści" z grupy tbc (jak piszą o sobie wydawcy "Domku"). Ich zamiarem jest wydawanie interesujących, wysokiej jakości książek. "Mały drewniany domek" rzeczywiście jest starannie wydany: w opakowaniu z flizeliny wiązanym tasiemkami. Tekst zdobią grafiki Ignacego Czwartasa. Zainteresowani lekturą fragmenty znajdą w Internecie pod adresem www.tbc.pl. (AZ)


Wydarzenia: Polska

W Muzeum Plakatu w Wilanowie do końca lutego prezentowano kalendarze na rok 2000, które zwyciężyły w XI Ogólnopolskim Przeglądzie Kalendarzy Vidical. Spośród nich zwiedzający ekspozycję wybrali Kalendarz Publiczności. Zwycięzcą została wieloplanszowa praca Hortexu "Różne kraje, jeden smak", opracowana przez Studio Pro z Torunia. Drugie miejsce zajęło dzieło "Wild Life" firmy Bartimpex SA ze wspaniałymi zdjęciami Tomasza Gudzowatego, a trzecie kalendarz wieloplanszowy przygotowany przez toruńską firmę Yerkalnd dla Ministerstwa Środowiska. Wyróżnione przez publiczność prace wcześniej nagrodziło również jury Vidicalu. (AZ)

W warszawskim klubie studenckim Hybrydy po 33 latach przerwy znów zainaugurowano działalność kabaretu Hybrydy. 5 marca o godz. 20 Jan Pietrzak (gospodarz imprezy) przywitał wszystkie pokolenia "hybrydziarzy". Od tej pory co dwa tygodnie przy ul. Złotej (w pierwszą i trzecią niedzielę miesiąca) - będzie on - jak za dawnych lat - wspólnie z przyjaciółmi bawić swych gości. Obecnie kabaret Hybrydy ma być satyrycznym koktajlem polityczno-gospodarczo-kulturalno-obyczajowym. W klubie mają się spotykać zarówno znani satyrycy, jak i młodzi, których Hybrydy chcą wypromować. "Pragniemy bawić, śmiejąc się z artystów, naukowców, biznesmenów, polityków - słowem z nas samych" - zapowiadają. Podczas uroczystości otwarcia klubu zaprezentowano obok nowego repertuaru stare szlagiery z lat 60. i 70. Zaśpiewano między innymi "Dziewczynę z PRL-u" czy "Pamiętajcie o ogrodach". Obok współczesnej satyry politycznej przypomniano teksty, które bawiły w czasach komunizmu. Ta trzygodzinna śmiechoterapia Jana Pietrzaka miała jak niegdyś leczyć ponuraków, smutasów i zatroskańców. Gośćmi jego wieczoru byli między innymi Marcin Wolski, Stanisław Klawe, Maciej Pietrzyk oraz grupa debiutantów z Uniwersytetu Warszawskiego, czyli kabaret Daktyl. Studencki kabaret Hybrydy założony został w 1961 r. przez Jana Pietrzaka. Pomagali mu Jonasz Kofta i Adam Kreczmar. Tu debiutowali Wojciech Młynarski, Maciej Damięcki, Stefan Friedman. Ze względu na naciski cenzorskie wiele tekstów pisano do szuflady. Po sześciu latach działalności, czyli w 1967 r., z powodów politycznych kabaret rozwiązano. Później zespół przekształcono w Pod Egidą.




W ostatnią sobotę karnawału w warszawskim hotelu Sheraton odbył się pierwszy charytatywny Bal Słowa Polskiego, podczas którego zbierano fundusze na książki dla bibliotek z miasteczek i wsi. Polskie Bractwo Kawalerów Gutenberga (organizatorzy) zapewnia, że pierwsze wydawnictwa trafią tamże we wrześniu. Podczas balu sprzedawano tzw. gutenbergi, czyli pamiątkowe cegiełki za co najmniej pięć złotych. Zainteresowani mogli również nabyć najnowsze książki takich oficyn, jak PWN, Muza oraz Bellona. Przygotowano aukcję książek z autografami znanych osób. Licytowano między innymi konstytucje Rzeczypospolitej z podpisem prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego (uzyskały cenę 2,5 tys. i 1,8 tys. zł), "Encyklopedię PWN" z autografem Jolanty Kwaśniewskiej, trzy egzemplarze "Pana Tadeusza" z wpisem Andrzeja Wajdy i "Trylogię" podpisaną przez Jerzego Hoffmana. Był też tomik poezji z autografem Wisławy Szymborskiej i książka "Złowić cień" z podpisem Andrzeja Szczypiorskiego. Najwyżej wyceniono oprawionego w skórę "Pana Tadeusza" (6 tys. zł). Inne egzemplarze poematu wylicytowano na 2,7 tys. zł, 1,7 tys. zł i 1,5 tys. zł. "Trylogię" sprzedano za 2,2 tys. zł. Polskie Bractwo Kawalerów Gutenberga powstało pięć lat temu. Należą do niego nie tylko wydawcy i drukarze, ale także osoby pełniące funkcje publiczne. Przed ostatkowym balem pasowano na nowych członków między innymi profesora Jerzego Bralczyka i Włodzimierza Czarzastego (członka KRRiTV). Zaocznie tytuł honorowego kawalera bractwa przyjęli marszałek Sejmu Maciej Płażyński, minister spraw zagranicznych Bronisław Geremek, biskup Jan Chrapek, przewodniczący KRRiTV Juliusz Braun, Andrzej Olechowski, Andrzej Szczypiorski i rektor Uniwersytetu Warszawskiego prof. Piotr Węgleński.

Więcej możesz przeczytać w 11/2000 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0