Szpagat Millera

Szpagat Millera

Dodano:   /  Zmieniono: 
Wedle pomysłu SLD należy prywatyzować tak, aby wszystko pozostało państwowe. Leszek Miller w patriotycznym uniesieniu oz-najmił, że wybory powinny się odbyć 3 maja. SLD chce je wygrać. Niestety, nie wiadomo, jaki program ma mu zapewnić zwycięstwo. Istniejące dokumenty, czyli stanowiska zespołów programowych do spraw rozwoju regionalnego, pomocy społecznej i polityki rodzinnej, integracji Polski z Unią Europejską oraz działań w sektorze instytucji finansowych i prywatyzacji gospodarki, a także uchwała konferencji partyjnej "Państwo tańsze, skuteczne, przyjazne", nie pozwalają na znalezienie myśli przewodniej tego programu.

Sprawiają raczej wrażenie listy propozycji, drukowanej przez redakcję koncertów życzeń, z której każdy może wybrać, co mu pasuje: "Sto lat" dla teściowej czy też "Samych sukcesów" dla ukochanego szefa.
To, że SLD nie publikuje swojego programu, specjalnie nie dziwi. W końcu dla większości ze 101 248 członków partii program jest obojętny. Podobnie myśli także spora frakcja ujawnianego w sondażach elektoratu, która poparła sojusz, gdy dowiedziała się, że Marian Krzaklewski nie jest jego członkiem. Reszta tego elektoratu, rozlokowana pomiędzy zasłużonymi w utrwalaniu i prof. Bronisławem Łagowskim, jest tak zróżnicowana, że opublikowanie jakiegokolwiek konkretu programowego część owych towarzyszy podróży musiałoby zrazić. Sojusz, mimo że w swoich szeregach ma stosunkowo wielu dobrze wykształconych ekonomistów, nie może się opowiedzieć za prorozwojowym systemem zwalczania bezrobocia. Bo przecież propozycję podatku liniowego i nowelizacji kodeksu pracy zgłosił Balcerowicz (a kysz!), a lansuje ją Platforma Obywatelska (tfu, tfu, tfu). Dlatego SLD musi proponować: aktywne formy zwalczania bezrobocia, ulgi inwestycyjne zamiast obniżki podatków oraz zmiany kodeksu tylko po konsultacjach ze związkami zawodowymi.
Brzmi to ciekawie. Ale tylko dopóty, dopóki się nie wie, o co chodzi. Aktywne formy walki z bezrobociem polegają bowiem na tzw. robotach publicznych, czyli z grubsza na tym, że jedna brygada bezrobotnych przesypuje do piętnastej pryzmę piachu z lewa na prawo, a po piętnastej druga brygada przesypuje ją na lewo. Równie ładnie zapowiadają się ulgi inwestycyjne. Tyle że każde dziecko wie, że do inwestycji można zaliczyć także zakup mercedesa czy przebudowę lokalu biurowego na mieszkanie dla stryjenki (którą zatrudnimy na etacie doradcy inwestycyjnego).
Podobne wrażenie łapania się lewą ręką za prawe ucho odnieść można przy lekturze pomysłów prywatyzacyjnych. Ugrupowania rynkowe mówią: "Prywatyzujemy, bo prywatne jest lepsze i tańsze". Narodowcy utrzymują: "Nie prywatyzujemy, bo nasze polskie gówno w polu jest droższe od fiołków obcego kapitału". A zatem SLD nie może być ani za prywatyzacją, ani przeciw (obydwa tory zajęte). Za czym zatem jest? Za "zmianą charakteru prywatyzacji i odejściem od jej fiskalnego charakteru, przeznaczeniem przychodów prywatyzacyjnych na finansowanie ożywienia gospodarki przy równoczesnym ograniczeniu prywatyzacji sfery dystrybucji (energetyka, gaz, systemy przesyłowe) oraz wykorzystaniem prywatyzacji do realizacji celów określanych przez politykę przemysłową rządu, tworzeniem silnych operatorów narodowych i budowaniem silniejszej pozycji rynkowej przedsiębiorców krajowych".
Prawda, że każdy znajdzie tu coś dla siebie? No, może z wyjątkiem tych, którzy powątpiewają w możliwość równoczesnego zmniejszenia skali prywatyzacji - z ograniczeniem jej tylko do kupców krajowych - i zwiększenia wydatków (prorozwojowych, rzecz jasna). Wątpiący podejrzewają, że cała ta "literatura" jest po prostu przygotowaniem zamachu na ostatnie państwowe banki. Stanowisko "zespołu programowego do spraw działań w sektorze instytucji finansowych i prywatyzacji gospodarki" (z którego cytaty pochodzą) takiej interpretacji nie wyklucza. Ni z gruszki, ni z pietruszki do celów ogólniastych jest w nim dołożony punkt "zasady prywatyzacji banków państwowych PKO BP SA i BGŻ SA". Stwierdza się w nim, że "cel prywatyzacji to stworzenie przynajmniej dwóch silnych grup bankowych w oparciu o PKO BP SA i BGŻ SA, które umożliwią realizacje niektórych aspektów polityki gospodarczej rządu - infrastruktura, modernizacja rolnictwa", a osiągnięcie celu możliwe będzie dzięki "rozwadnianiu skarbu państwa dodatkowymi emisjami akcji dla inwestorów z ograniczeniami nabywania znaczących pakietów akcji i utrzymaniu dominującego pakietu w rękach skarbu państwa".
Po przetłumaczeniu na język potoczny oznacza to, że SLD poszukuje chętnego, który wyłoży kasę na zakup agencji towarzyskiej, przekaże prawa do panienek, a jednocześnie co miesiąc dostarczy krociowe zyski. W ten sposób rzeczywiście sojuszowi udało się zgłosić pomysł inny zarówno od tych, którzy chcą prywatyzacji, jak i od tych, którzy jej nie chcą. Prywatyzacja będzie bowiem postępowała, ale wszystko zostanie państwowe.
Pomysł jest bardzo atrakcyjny. Tak atrakcyjny, że rozważam zapisanie się do tej partii.


Więcej możesz przeczytać w 11/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0