Elektrowstrząsy

Elektrowstrząsy

Dodano:   /  Zmieniono: 
Czy w najbliższych latach grożą nam masowe wyłączenia prądu? Błędy w prywatyzacji polskiego sektora elektroenergetycznego mogą za dziesięć lat doprowadzić do tego, że w wielu naszych domach zgaśnie światło. To nie są wcale strachy na Lachy! Ministerstwo Skarbu Państwa forsuje koncepcję, by przede wszystkim prywatyzować zakłady energetyczne, czyli system dystrybucji energii, a Ministerstwo Gospodarki i Urząd Regulacji Energetyki - elektrownie, czyli producentów.
Sprzedaż zakładów energetycznych może spowodować brak zainteresowania zakupem elektrowni, co wstrzymałoby napływ kapitału i zagroziło likwidacją wielu z nich. W najgorszym wypadku możliwa byłaby w Polsce realizacja "scenariusza kalifornijskiego", co oznacza spory deficyt mocy i masowe wyłączenia prądu.

Zyski nie do pogardzenia
Ministerstwo Skarbu Państwa chce do końca 2002 r. sprywatyzować wszystkie 33 zakłady energetyczne w Polsce. Na razie częściowo sprywatyzowany został jeden - Górnośląski Zakład Energetyczny. 25 proc. jego akcji przejęła szwedzka firma Vattenfall. Do 2002 r. jej udziały w GZE wzrosną do 75 proc. Teraz mają zostać sprywatyzowane zakłady energetyczne skupione w tzw. grupie G8, czyli przedsiębiorstwa z Koszalina, Słupska, Elbląga, Olsztyna, Torunia, Płocka, Kalisza i Gdańska. Oferty na zakup 25 proc. akcji G8 wpłynęły do Ministerstwa Skarbu na początku marca tego roku. Resort ogłosił też przetarg na wybór doradcy prywatyzacyjnego do sprzedaży zakładów energetycznych w Lublinie, Rzeszowie, Radomiu i Zamościu.
Sektor dystrybucji energii elektrycznej w Polsce to łakomy kąsek dla inwestorów. Od początku lat 90. zakłady energetyczne, w przeciwieństwie do elektrowni, nigdy nie były pod kreską, a nowe regulacje zapisane w prawie energetycznym pozwalają na uzyskanie od odbiorców energii pieniędzy zapewniających przyzwoite dochody. Wśród klientów grupy G8 przeważają indywidualni odbiorcy, którzy po pierwsze - są bardzo "wierni", a po drugie - na ogół rzetelnie płacą rachunki w przeciwieństwie do wielu instytucji, na przykład PKP.

Wstrzymać prywatyzację
Zdaniem Leszka Juchniewicza, prezesa Urzędu Regulacji Energetyki, nie ma istotnych powodów, by właśnie teraz wystawiać sektor dystrybucji na sprzedaż. Tym bardziej że na razie nikt nie jest w stanie oszacować rzeczywistej rynkowej wartości tych przedsiębiorstw. Przeciwny temu jest także minister gospodarki Janusz Steinhoff, który wolałby, aby sprzedawano je na przykład w "pakietach" razem z elektrowniami. Szef URE zakłada, że w najbliższych dwóch, trzech latach za sprawą upowszechnienia się zasady TPA (dostępu stron trzecich do sieci) wartość zakładów energetycznych niewspółmiernie wzrośnie. Zdaniem prezesa URE, najwyższą wartość rynkową uzyskają one w 2005 r., kiedy reguła TPA obejmie wszystkich odbiorców energii elektrycznej, łącznie z gospodarstwami domowymi. Do tego czasu z prywatyzacją sektora należy się wstrzymać.

Kto kupi elektrownie?
Wystawienie na sprzedaż systemu dystrybucji może spowodować spadek zainteresowania potencjalnych inwestorów zakupem dużych elektrowni. Siedemnaście polskich siłowni (tzw. systemowych) może wytworzyć energię o mocy 23 tys. MW. Stanowi to aż 70 proc. możliwości produkcyjnych wszystkich polskich elektrowni, szacowanych na 33 tys. MW. Dotychczas sprywatyzowano tylko Elektrownię im. T. Koś-ciuszki w Połańcu oraz część Zespołu Elektrowni PAK (Pątnów-Adamów-Konin). W Połańcu zainwestowała belgijska firma Tractebel, która w najbliższych kilku latach zwiększy swój udział z 25 proc. do 50 proc. W ZE PAK inwestorem strategicznym został Elektrim. Trwają prace nad prywatyzacją Elektrowni Rybnik i Elektrowni Skawina. Decyzje o przekształceniach własnościowych pozostałych elektrowni systemowych nie zostały jeszcze podjęte.
Dla polskich wytwórców energii elektrycznej zatrzymanie napływu kapitału oznacza likwidację przedsiębiorstw. Bez modernizacji i odtwo-rzenia mocy z pewnością przegrają oni konkurencję z elektrowniami zachodnimi. Zwłaszcza że głównymi inwestorami w zakładach energetycznych będą prawdopodobnie firmy z krajów Unii Europejskiej, których siłownie nie są w pełni wykorzystywane. Będą one więc zainteresowane sprzedażą energii wytworzonej u siebie, a nie modernizowaniem ani budową elektrowni w Polsce. Tymczasem nawet w najbardziej liberalnych gospodarkach dysponowanie rodzimym potencjałem wytwórczym jest wyznacznikiem niezależności państwa.

Więcej możesz przeczytać w 11/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0