Polacy na eksport

Polacy na eksport

Dodano:   /  Zmieniono: 
Unia Europejska chce zatrudnić więcej pracowników z Polski, niż jest w naszym kraju chętnych. Tancerki do Japonii, lekarze do Nigerii, elektrycy do Holandii, hotelarze do Włoch, rolnicy i informatycy do Irlandii, a marynarze i stoczniowcy dosłownie wszędzie - takimi ofertami pracy dysponuje 56 firm upoważnionych przez prezesa Krajowego Urzędu Pracy do kierowania polskich obywateli do pracy za granicą. Już niebawem Unia Europejska przedstawi ofertę dla 1,7 mln fachowców.

 

Zacięte negocjacje o okresach przejściowych w dostępie do unijnego rynku pracy mogą się więc okazać niepotrzebne. Unia chce bowiem zatrudnić więcej pracowników z Polski, niż zamierza z naszego kraju "za chlebem" wyjechać.

Za chlebem
- Co roku do pracy w Europie Zachodniej wyjeżdża legalnie ponad 200 tys. naszych obywateli, z czego wielu to zarejestrowani bezrobotni - mówi Rafał Wysz-kowski z Krajowego Urzędu Pracy. Zagraniczni pracodawcy dokonują rekrutacji w Polsce poprzez placówki dyplomatyczne, prywatne firmy, a także dzięki współpracy z organami rządowymi i samorządowymi. Nasz kraj podpisał już dwanaście porozumień i umów międzyrządowych dotyczących migracji zarobkowej. Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej kończy właśnie przygotowania do podpisania dwóch kolejnych umów - z Hiszpanią i Włochami. Dzięki umowom Polacy mają zapewnione pozwolenia na pracę, ubezpieczenie i prawa socjalne na równi z obywatelami kraju pracodawcy. - Większość ofert dotyczy pracy sezonowej w rolnictwie, ogrodnictwie czy sektorze budowlanym. Wzrasta jednak zapotrzebowanie na wykwalifikowaną kadrę: kierowników hoteli, personel medyczny, zarządców farm - wylicza Wyszkowski.

Zostań informatykiem!
Najbardziej poszukiwani są specjaliści z zakresu informatyki i telekomunikacji. W Europie "polowanie" na informatyków rozpoczął kanclerz Gerhard Schröder, który w marcu 2000 r. zaprosił do pracy w Niemczech 30 tys. cudzoziemców z branży nowych technologii. Na jego apel odpowiedziało jedynie 5 tys. informatyków, w tym niespełna stu z Polski. Powód jest prosty: specjalistów z branży IT brakuje wszędzie. Ale nie tylko ich się poszukuje. Nie brakuje ofert dla marynarzy i rybaków. Norwegia potrzebuje prawie 4,5 tys. rybaków, podobnie jak Hiszpania i Szkocja.
W 2000 r. do pracy we Francji wyjechało ponad 3,7 tys. osób. Najczęściej były one zatrudniane przy winobraniu i zbiorze owoców. - Wielu pracowników sezonowych nawiązuje przyjacielskie kontakty z naszymi farmerami i przyjeżdża do pracy co roku. Mamy też oferty dla inżynierów przemysłowych, szefów działów w wielkich sieciach handlowych, monterów cyrkowych - mówi Guy Baylacq, szef polskiej misji francuskiego Urzędu ds. Migracji Międzynarodowych (OMI). W 2000 r. na brytyjskiej wyspie Jersey pracę znalazło 198 osób z wykształceniem hotelarsko-gastronomicznym, w tym roku zostanie zatrudnionych kolejnych 300 osób.

Import pracowników
Do biura polskiego radcy handlowego w Lizbonie zwróciły się firmy poszukujące mechaników, elektryków, kierowców tirów. Dotychczas zgłosiło się 241 chętnych do pracy w Portugalii. Rząd norweski zamierza ściągnąć do swoich szpitali i przychodni około 4 tys. pielęgniarek i lekarzy z zagranicy. Ich zarobki wyniosą 10-15 tys. zł miesięcznie. Zainteresowanie polskim personelem medycznym wyrażają też Holandia, Niemcy, Arabia Saudyjska i Kuwejt, a w prasie pojawiają się ogłoszenia o rekrutacji lekarzy do szwedzkich szpitali.
Za rękami do pracy rozgląda się "celtycki tygrys" - Irlandia, gdzie PKB wzrósł w 2000 r. o 9,6 proc., a bezrobocie spadło do 4 proc. - Deficyt pracowników jest odczuwalny w wielu działach gospodarki: najbardziej brakuje wykwalifikowanych informatyków, projektantów, inżynierów, pracowników sektora finansowego, ale wolne etaty mają także zakłady przemysłu mięsnego, restauracje i sklepy - twierdzi Cezary Lusiński, radca ambasady polskiej w Dublinie. Polacy otrzymali dotychczas 800 pozwoleń na pracę w Irlandii.
To jednak zaledwie początek wielkiej migracji zarobkowej. Na początku lutego tego roku Romano Prodi, przewodniczący Komisji Europejskiej, wezwał do stworzenia w unii systemu importu pracowników, podobnego w założeniach do pomysłu Schrödera, ale obejmującego wszystkie profesje. Według ambitnego zamysłu Prodiego, UE musi przyjąć aż 1,7 mln zagranicznych specjalistów z różnych branż. Głównie po to, by sprostać amerykańskiej konkurencji.

Więcej możesz przeczytać w 11/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0