Solidarność jajników

Solidarność jajników

Dodano:   /  Zmieniono: 1
Sfeminizowane sądy rodzinne dyskryminują ojców. 3 proc. spraw rozwodowych w Polsce kończy się przyznaniem ojcu prawa do opieki nad dzieckiem, choć to zazwyczaj samotni ojcowie lepiej sobie radzą od samotnych matek. Jeśli to matka doprowadziła do rozwodu, bo zdecydowała się na życie z kimś innym, dziecko i tak z reguły zostaje przy niej. Nawet gdy opuszczonym mężem jest profesor uniwersytetu, a nowym partnerem - dresiarz z Pruszkowa. Ojciec ma szansę na stały kontakt z dzieckiem tylko wtedy, gdy matka nie żyje, nie chce się podjąć opieki, jest prostytutką lub osobą psychicznie chorą.
 

W innych wypadkach sądy orzekają tak, jakby dziecko było wynikiem dzieworództwa.

Mirosław Markowski należy do tych trzech procent mężczyzn, którym się udało. Po rozwodzie dzieci zostały z nim, zresztą na ich wyraźne życzenie. Założył firmę usługową i pracuje w domu. Żona jest urzędniczką, wracała wieczorami. - Wszystkie obowiązki wypełniałem sam - opowiada. - Potem się zbuntowałem. Po kłótniach żona wywoziła dzieci. Kiedyś schowałem kluczyki od samochodu. Przyszła z policją. Byłem po dwóch piwach, więc wzięli mnie do izby wytrzeźwień. Kiedy wróciłem następnego dnia, w mieszkaniu nie było mebli. Żona się wyprowadziła. Uzgodniliśmy, że dzieci będę odbierał ze szkoły trzy razy w tygodniu. Pewnego dnia zniknęły. Teściowa wzięła je na wieś. Były tam kilka miesięcy i nie chodziły do szkoły. W sądzie powiedziały, że chcą być ze mną.

Wyspa mężczyzn
Ci, którym nie udało się uzyskać prawa do opieki nad dziećmi, szukają pomocy w Stowarzyszeniu Obrony Praw Ojca (SOPO). Jego skuteczność jest jednak niewielka. - Przez ostatnie trzy lata tylko jeden z nas wygrał sprawę - mówi Leszek Gazy z warszawskiego oddziału. Ludzie na spotkaniach w stowarzyszeniu przypominają załogę tonącego okrętu - grupa desperatów woła o pomoc, która nie nadchodzi. Na biurka rzecznika praw obywatelskich, ministra sprawiedliwości, urzędników Krajowej Rady Sądowniczej, Zrzeszenia Prawników Polskich i Kancelarii Prezydenta trafiają liczne petycje ojców. Stołeczny oddział SOPO wystąpił do pełnomocnika rządu ds. rodziny z apelem o to, by sądownictwo zaprzestało działań, w których wyniku co roku przybywa 30 tys. "półsierot", bo dzieci rozdziela się z ojcami. SOPO zwróciło się też do rzecznika interesu publicznego o interwencję, twierdząc, że większość dzieci izolowanych od ojców schodzi na złą drogę, "co jest sprzeczne z interesem publicznym".

Równi i równiejsze
W polskim orzecznictwie rodzinnym - zdaniem Krzysztofa Łapaja, szefa SOPO - przyjęło się bezpodstawne mniemanie, że kobieta z natury lepiej sprawuje opiekę rodzicielską. Kiedy matka porywa dziecko, narusza prawo i nadużywa swojej władzy, sąd karci ją najwyżej upomnieniem i... pozbawia praw rodzicielskich jej męża. Ojcowie z SOPO mają jednakowe doświadczenia: mężczyzna w sądzie rodzinnym jest z góry skazany na przegraną. Nie ma żadnych szans. Instytucje te są zdominowane przez sędziów płci żeńskiej, często pracują w nich kobiety niezamężne lub bezdzietne, wrogie wobec panów. Dlatego wydają stronnicze - zdaniem ojców - wyroki. Między kobietą sędzią a powódką, powiadają w SOPO, nawiązuje się "solidarność jajników".
Z argumentami stowarzyszenia nie zgadza się sędzia Irena Kudiura, rzecznik Sądu Okręgowego w Warszawie: - To nie uzasadnione zarzuty. Sędzia musi być obiektywny i płeć nie ma tu nic do rzeczy. Mężczyźni rzadko występują o to, by dziecko mieszkało z nimi. Trudno udowodnić, że to nie kobieta, ale jej partner powinien się opiekować synem czy córką.
Ojcowie najczęściej nie wiedzą, że podczas sprawy rozwodowej mogą się domagać ustalenia terminów kontaktów z dzieckiem. Nie zastrzegają, według jakich zasad chcą się z nim widywać. Często nie mają nawet adwokata. Sąd nie informuje ich, że mogą się domagać przyznania go z urzędu.
W Stanach Zjednoczonych ojcowie tworzą bardzo skuteczne lobby: doprowadzili do zrównania pozycji obojga rodziców w sądach. Obecnie w USA ponad 50 proc. spraw o powierzenie opieki nad dzieckiem wygrywają mężczyźni. W Wielkiej Brytanii od 27 lat prężnie działa organizacja Families Need Fathers (Rodziny Potrzebują Ojców), która doprowadziła do wielu zmian w prawie rodzinnym i praktyce sądowej. Z jej prezesem spotyka się na początku swego urzędowania każdy premier. - W Polsce i za granicą walka o dziecko wygląda podobnie. Zagraniczne stowarzyszenia mają jednak więcej pieniędzy, wydają gazety i publikacje, korzystają z pomocy wybitnych prawników - mówi Henryk Zieliński, członek SOPO i sympatyk Families Need Fathers. Brytyjskie sądy rodzinne godzą się na obecność obserwatorów FNF podczas rozprawy. Pozwala to ojcom uniknąć na sali sądowej przykrych niespodzianek. W Polsce, jeśli kobieta oskarża mężczyznę o znęcanie się nad nią, sąd najczęściej bezkrytycznie w to wierzy. Jeśli natomiast mężczyzna zezna, że został pobity przez drabów nasłanych przez kochanka żony, to często traktuje się to jak historię wyssaną z palca.

Sądowe automaty
W rezultacie w naszym kraju samotnie wychowuje dzieci prawie milion matek i tylko kilkadziesiąt tysięcy ojców. - Nasze sądy działają schematycznie. Przyjmują, że dziecko musi zostać przy matce i koniec. Tymczasem to mężczyzna ma przeważnie lepszą pozycję zawodową i sytuację materialną. Samotni ojcowie potrafią zapewnić dzieciom znacznie wyższy standard życia niż matki. Czy sąd nie powinien brać tych argumentów pod uwagę? - zastanawia się prof. Maria Jarosz, socjolog z PAN.
Profesor Jarosz opiera swoje opinie na kilkuletnich badaniach nad dziećmi z rozbitych rodzin. Okazało się, że dzieci wychowywane przez ojców są bardziej samodzielne, osiągają lepsze wyniki w szkole, a w dorosłym życiu skuteczniej realizują swoje cele. Matki zaś wykazują tendencje do nadopiekuńczości i izolowania dziecka. - Samotni ojcowie na ogół nie próbują udowadniać, że w pojedynkę lepiej wychowają dziecko, co często zdarza się kobietom. Dlatego nie rozpieszczają swoich pociech, uczą je samodzielności i odpowiedzialności - konkluduje prof. Jarosz.
Trzy miesiące temu przed budynkiem Sądu Najwyższego odbył się protest członków Stowarzyszenia Obrony Praw Ojca. Domagali się równouprawnienia, natychmiastowych zmian w orzecznictwie sądów rodzinnych oraz kodeksie rodzinnym i opiekuńczym. Apel skierowali do prezydenta, Senatu oraz "innych instytucji i osób dobrej woli". Odzewu nie było. Ojcom, których stać na drogich adwokatów, pozostaje wiara w siłę pieniądza. Pozostali walczą z wiatrakami.

Więcej możesz przeczytać w 11/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 1