Zachęta do myślenia .

Zachęta do myślenia .

Dodano:   /  Zmieniono: 
Polskim odbiorcom sztuki trzeba wpoić nawyk rozumienia, że sztuka jest przenośnią. ANDA ROTTENBERG, dyrektor galerii Zachęta, od 1 maja pełnomocnik ministra kultury do spraw muzeum sztuki współczesnej:
 

ANDA ROTTENBERG, dyrektor galerii Zachęta, od 1 maja pełnomocnik ministra kultury do spraw muzeum sztuki współczesnej:
- Mam nadzieję, że ostatnie wydarzenia wokół Zachęty wywołają bardziej merytoryczną dyskusję o kulturze życia artystycznego, odbiorze sztuki i jej miejscu w demokratycznym społeczeństwie. Będzie to dyskusja między artystami, krytykami a osobami publicznymi; obejmie też media. Trzeba się wspólnie zastanowić nad długofalowym programem oświecenia społeczeństwa. I z tym wiąże się lansowana przeze mnie od szesnastu lat idea stworzenia w Polsce muzeum sztuki współczesnej, która ma dziś większe szanse na realizację niż kiedykolwiek.

Polskim odbiorcom sztuki - jak wynika z najnowszych doświadczeń - trzeba wpoić nawyk odróżniania tego, co widzą w galerii, od codziennego życia, czyli rozumienia, że sztuka jest przenośnią. Byłam zdumiona dokonywanym przez niektórych widzów utożsamianiem figury papieża z jego osobą. Harald Szeemann zwrócił uwagę, że - nie tylko zresztą w Polsce - ogląd sztuki odbywa się poprzez uszy. Ludzie widzą to, czego się dowiadują albo czego się wcześ-niej nauczyli na temat sztuki.
Sztuka opiera się na kanonach, a te wciąż się zmieniają - teraz coraz szybciej. W czasach rzymskich przyjął się w rzeźbie kanon portretu w formie samej głowy albo popiersia bez rąk. Gdyby zastosować kryteria posłów protestujących w Zachęcie, to takie popiersia są okaleczaniem człowieka. W sztuce wszystko jest kwestią umowną, tylko jedną umowę przyjmujemy, a inną odrzucamy. Niektóre kanony są tak upowszechnione, że każda próba ich przełamania prowadzi do dyskusji. Dyskutować oczywiście trzeba, ale zachowując kulturę życia publicznego, co - jak się okazuje - nie jest u nas łatwe.
Kisiel, który znakomicie wypunktowywał nasze wady narodowe, w jednym z felietonów zanalizował punkt honoru Polaka, sprowadzający się do słów zapisanych w "Rocie": "Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz". Jeżeli Polacy będą się trzymać tak wąskich horyzontów, jeżeli górę weźmie Polska parafialna - z którą mam ostatnio dość często do czynienia, bo to ona pisze do mnie listy na wzór epistoły posła Tomczaka - to będzie to nieszczęście dla kraju. Jestem jednak głęboko przekonana, że jesteśmy narodem rozsądnym i że ostatecznie zwycięży opcja rozsądku, tnącego radykalizmy i po prawej, i po lewej stronie. Normalny człowiek chciałby spokojnie żyć, nie są mu potrzebne awantury ani ideologizacja życia. Uważam, że dziś każdy rodzaj takiej ideologizacji jest chorobą.
Kultura powinna się znajdować ponad podziałami. Jest migotliwa, wielobarwna, ale jedna - i w związku z tym zawłaszczanie tego obszaru przez polityków jest raną zadawaną na jej żywym ciele. Wierzę, że ta część środowiska artystycznego, która to rozumie, zechce współdziałać ze mną przy tworzeniu muzeum. Będzie to próba zostawienia dla przyszłych pokoleń dziedzictwa istotniejszego niż hot dogi, McDonaldy czy supermarkety. Jak powiedział kiedyś Marek Żuławski, artysta jest jedynym świadkiem epoki, któremu się wierzy.
Więcej możesz przeczytać w 11/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0