Pies czyli kot czyli Tym

Pies czyli kot czyli Tym

Dodano:   /  Zmieniono: 

Satyra na ławie oskarżonych

Stanisław Tym, Jacek Fedorowicz i Andrzej Dobosz (intelektualista z "Rejsu") - grają razem w nowej polskiej komedii satyryczno-obyczajowej. Akcja toczy się przed Sądem Rejonowym w Augustowie.
 Sytuacja przypomina czasy Michaiła Zoszczenki, który uprzedzając ewentualne zarzuty władzy, stwierdził: "Tym, którzy nie wierzą, że jestem satyrykiem i opisywane przeze mnie historie są przetworzone w satyryczną formę, informuję, że stosowne oświadczenie zostawiłem u notariusza, nim zabrałem się do uprawiania tego gatunku".

Polski patent, czyli jak sąd decyduje o poczuciu humoru
W rzeczywistości w Augustowie toczy się proces karny; oskarżonym jest Stanisław Tym, satyryk i felietonista tygodnika "Wprost". W prywatnym akcie oskarżenia prokurator wojskowy płk Sławomir Gorzkiewicz, który prowadził śledztwo w sprawie domniemanego szpiegostwa Józefa Oleksego, zarzuca Tymowi zniesławienie. Prokurator poczuł się dotknięty krytycznymi uwagami zamieszczonymi w dwóch felietonach opublikowanych we "Wprost" ("Po co komu zlewozmywak" i "Majówka"), opisujących sposób prowadzenia śledztwa w sprawie byłego premiera.
Przez dziesięć lat wolności mediów w Polsce nie zdarzyło się jeszcze, by satyryk był pozywany do sądu przez urzędnika, który poczuł się urażony tekstem, rysunkiem czy skeczem. Wyrok w tej - zdawałoby się niepoważnej - sprawie może mieć poważne konsekwencje. W wypadku sukcesu oskarżyciela i skazania satyryka poczucie humoru Polaków nie będzie kształtowane przez gusty i poczucie smaku, lecz sędziów wydających wyroki w imieniu III Rzeczypospolitej. Wydawałoby się, że przedstawiciele Temidy raczej powinni się znać na prawie, a nie być ekspertami w dziedzinie poczucia humoru.
Sprawa Gorzkiewicz-Tym żyje własnym życiem od lata 1996 r., kiedy felietonista "Wprost" w jednym ze swych satyrycznych tekstów nazwał prokuratora "osobowością nieskomplikowaną, prostolinijną i czystą... przyjazną Oleksemu". W kolejnym felietonie z cyklu "Pies czyli kot" nawiązał do rozważań ówczesnego szefa UOP, który mówił, że trzeba odnaleźć materiały dotyczące Minima i Kata (pseudonimy rosyjskich agentów, pod którymi mieli się ukrywać inni polscy politycy). Tym napisał, że szef UOP musiałby zwerbować jakiegoś rosyjskiego agenta, ale takich agentów nie znajdzie, "bo cały świat wie, że Gorzkiewicz zawsze wszystko wypaple". A nikt nie będzie umierał "za zezowatego umysłowo prokuratora, który wąsy zapuścił i udaje, że jest dorosły". Pułkownik prokurator wniósł wówczas do sądu prywatny akt oskarżenia, twierdząc, że satyryk "oblał go błotem", a wykonywanie zawodu prokuratora wymaga szacunku.

Granice satyry, czyli jak życie przerosło kabaret
- Satyra jest specyficzną formą krytyki, opierającą się na przerysowaniu, karykaturze i wyolbrzymieniu tego wszystkiego, co satyryk uznał za naganne - przekonuje wybitny ekspert w dziedzinie humoru Jacek Fedorowicz, występujący w procesie jako biegły. - W demokracji to nie obywatel ma uważać, by nie urazić urzędnika nieopatrznym słowem, ale urzędnik ma uważać, by stylem sprawowania urzędu satysfakcjonować obywatela. Tym doszedł do wniosku, że prokurator Gorzkiewicz jako urzędnik go nie satysfakcjonuje i swoim utworem satyrycznym dał temu wyraz - dodaje Fedorowicz. W procesie pojawiła się także prywatna opinia Andrzeja Dobosza. Napisał on: "Satyra z natury gatunku nie jest ścisłym opisem rzeczywistości", a jej zadaniem jest "rozśmieszanie czytelnika niezależnie od tego, czy się zgadza z opinią felietonisty".
To samo wynika z prawa prasowego (art. 41 w związku z art. 1), które powinno być przecież znane groźnemu prokuratorowi w stopniu pułkownika: "Satyra służy urzeczywistnieniu prawa obywateli do ich rzetelnego informowania, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyce społecznej". Tymczasem - jak śpiewał Jan Pietrzak - "życie przerosło kabaret".
- Sytuacja, gdy prokurator podaje do sądu satyryka, jest po prostu komiczna. Prezydent, minister czy prokurator nie powinien toczyć sporów z prasą w sądzie, lecz podczas publicznej debaty - uważa Andrzej Goszczyński, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy. Taka opinia wynika też z orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który w jednym z wyroków stwierdził, że nawet w tekście publicystycznym polityka można nazwać idiotą.
Załóżmy jednak, że felietonista "Wprost" przegrywa proces i zostaje skazany na surową karę. Utrzymując się w intelektualnych i prawnych standardach wytyczonych takim orzeczeniem, powinien on oskarżyć prokuratora Gorzkiewicza z nie istniejącego jeszcze, ale przecież możliwego do wprowadzenia art. 624 par. 2 kodeksu karnego. Mógłby on brzmieć tak: "Funkcjonariusz publiczny, który jest przewrażliwiony na krytykę i nie ma poczucia humoru, podlega karze więzienia do lat dwóch".

Więcej możesz przeczytać w 14/2001 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0