Pola śmierci

Pola śmierci

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kto posprząta skażone poligony mocarstw nuklearnych?

Międzynarodowe organizacje ekologiczne, które biły na alarm z powodu awarii w Czarnobylu i demonizowały jej skutki, zachowują dziwną powściągliwość w sprawie milionów napromieniowanych hektarów na dawnych chińskich i rosyjskich poligonach jądrowych.
 W XX wieku przeprowadzono na świecie 2366 próbnych wybuchów atomowych - kilkaset pierwszych na powierzchni ziemi i w atmosferze. Mieszkańcy tych rejonów do dziś umierają na chorobę popromienną, a pomysłu na "posprzątanie" dawnych poligonów atomowych nie ma.
W Chinach przeprowadzono nie dwadzieścia, jak deklarował Pekin, lecz około czterystu podziemnych eksplozji. Szacuje się, że w wyniku tych testów życie straciło ponad 3 mln osób. ZSRR i Chiny przez całe lata detonowały bomby na zamieszkanych terenach, a nawet celowo sprowadzały w rejony wybuchów więźniów i wojsko. Podczas pierwszej chińskiej próby atomowej zginęło prawie 20 tys. ludzi z premedytacją zostawionych w pobliżu eksplozji. Na radzieckim poligonie w Tockoje stacjonowała specjalna jednostka wojskowa do ćwiczeń z bronią jądrową. Z 45 tys. żołnierzy przeżyło niespełna pięciuset.
W Hiroszimie naukowcy nie stwierdzili wad genetycznych w następnym (po wybuchu) pokoleniu, ale eksplodowała tam tylko jedna mała bomba. Specjaliści do dziś nie są pewni, jakie konsekwencje dla zdrowia może mieć długie przebywanie w skażonym środowisku. Zwracają jednak uwagę na szczególnie dużą liczbę dzieci z widocznymi wadami budowy ciała w okolicach Semipałatyńska w Kazachstanie, Turfanu czy Kaszgaru w chińskiej prowincji Xinjiang.
O ogromnym skażeniu byłego poligonu w Semipałatyńsku świat dowiedział się dzięki rozpadowi ZSRR. Teren ten znalazł się wówczas w granicach Kazachstanu, a zagranicznym naukowcom umożliwiono prowadzenie badań. Dokonano tu 469 prób atomowych (87 wysoko w atmosferze, 73 na powierzchni ziemi i 309 pod ziemią). Kilkakrotnie skały nie wytrzymały ciśnienia i test, który planowano jako podziemny, zamieniał się w nie kontrolowany wybuch naziemny. Pomimo upływu dziesięciu lat od ostatniej eksplozji na poligonie wciąż utrzymuje się promieniowanie wielokrotnie przekraczające wszelkie normy. W okolicach Semipałatyńska i Karagandy 1,2 mln osób cierpi na chorobę popromienną. Aż 85 proc. tamtejszej ludności ma anemię. Nikt nie organizuje dla nich międzynarodowej pomocy, nie domaga się osądzenia winnych.
Z powodu przeważającego w tym rejonie kierunku wiatrów pyły radioaktywne z Semipałatyńska opadały w północnym Ałtaju i prowincji Xinjiang w Chinach. Właśnie te okolice, a nie czarnobylskie, są dziś najbardziej skażonymi terenami na świecie. Przyczyniły się do tego także chińskie próby atomowe w rejonie jeziora Lop Nor i pustyni Takla Makan. Dokładny poziom promieniowania nie jest znany, bo władze chińskie nie zgadzają się na międzynarodową inspekcję.
W północnym Ałtaju - jak wynika z danych rosyjskich - z powodu promieniowania choruje 2,3 mln ludzi, a 21400 osób otrzymało dawki aż "800 razy przekraczające dopuszczalną normę".
W ZSRR było 110 poligonów atomowych. Prawdopodobnie pozostałością po jednym z nich jest "żółty las" ze zniekształconą genetycznie roślinnością, znajdujący się na pograniczu Białorusi i Ukrainy. Dotychczas winę za to zrzucano wyłącznie na skutki eksplozji w Czarnobylu. Silnie skażone są też niektóre obszary Pacyfiku, zwłaszcza atol Bikini (127 wybuchów amerykańskich) oraz atole Mururoa i Fangataufa (odpowiednio 176 i 12 wybuchów francuskich).
Od niedawna testów jądrowych już się nie przeprowadza. Mocarstwa ograniczyły się do ogłoszenia zakazu wstępu na skażone obszary, a ekolodzy, którzy z takim zapałem zajmowali się problemem Czarnobyla, zapominają o zagrożeniu. Próbne eksplozje atomowe były jednak kwestią polityczną. "Pola śmierci" najwyraźniej przestały nią być.

Więcej możesz przeczytać w 14/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0