Rosja dla prawosławnych!

Rosja dla prawosławnych!

Dodano:   /  Zmieniono: 
Osobna modlitwa
- Paradoksalnie, im mniej różnic dogmatycznych między dwoma siostrzanymi kościołami, tym nasze stosunki są gorsze - zauważa Wiktor Chrul, redaktor naczelny "Światła Ewangelii", jedynej katolickiej gazety o zasięgu ogólnorosyjskim.
Cerkiew prawosławna przejmuje w Rosji rząd dusz

Duma zwróciła się do Ministerstwa Spraw Zagranicznych o podjęcie zdecydowanych kroków w celu "powstrzymania ekspansji katolicyzmu w Rosji i innych państwach prawosławnych". Inicjatorem uchwały był Władimir Żyrinowski. Może ona rozpocząć nowy etap walki między Cerkwią prawosławną a Kościołem katolickim na Wschodzie. Tym bardziej że - jak stwierdził w rozmowie z "Wprost" jeden z hierarchów katolickich - "prawdziwym inicjatorem uchwały jest rosyjska Cerkiew, która prowadzi z innymi kościołami chrześcijańskimi w Rosji prawdziwą zimną wojnę".

Osobna modlitwa
- Paradoksalnie, im mniej różnic dogmatycznych między dwoma siostrzanymi kościołami, tym nasze stosunki są gorsze - zauważa Wiktor Chrul, redaktor naczelny "Światła Ewangelii", jedynej katolickiej gazety o zasięgu ogólnorosyjskim. W najlepszym wypadku przedstawiciele Cerkwi w ogóle nie dostrzegają innych wyznań chrześcijańskich. Od trzech lat wyznawców prawosławia obowiązuje zakaz modlitwy z wierzącymi innych kościołów chrześcijańskich. Katoliccy duchowni nie są zapraszani na uroczystości prawosławne, a prawosławni nie przyjmują zaproszeń na katolickie.
- Naciski na przedstawicieli Kościoła katolickiego były zawsze, ale od niedawna przybierają formę rozporządzeń administracyjnych - mówi Chrul. Jako przykład podaje wezwanie do prokuratury Klemensa Pikiela, biskupa z Saratowa. Przez godzinę musiał odpowiadać na pytania, na czym polega jego działalność. - Takie przesłuchanie to znak powrotu starych czasów; byłoby ono możliwe jedynie w Związku Sowieckim - dodaje Chrul.

Papież: persona non grata
- Zaostrzenie stosunków Cerkwi z innymi kościołami chrześcijańskimi nie ma nic wspólnego z różnicami religijnymi - uważa politolog Władimir Makarow.
- To zjawisko ma dwie przyczyny: rozwój kościołów w Rosji i zapowiedź pielgrzymki papieża na Ukrainę. Jest niemal pewne, że historyczna wizyta Jana Pawła II w Rosji nie dojdzie do skutku. Zgodę na nią wyrazili już dawno przedstawiciele władz, ale papież odwiedza tylko te kraje, do których zostanie zaproszony również przez duchownych dominującej religii, tymczasem rosyjska Cerkiew prawo-sławna - a raczej jej hierarchowie - są takiej wizycie zdecydowanie przeciwni.
Po wizycie w Watykanie premiera Michaiła Kasjanowa, który ponowił zaproszenie do Rosji, patriarcha Moskwy i Wszechrusi Aleksiej II oznajmił: "Przyjazd Jana Pawła II wciąż nie jest możliwy". Aleksiej zarzuca katolikom prozelityzm, czyli prowadzenie działalności misyjnej na terenach, które kanonicznie podlegają prawosławiu, a także popieranie grekokatolików na Ukrainie. "Koronnym dowodem" prozelityzmu jest prowadzenie przez katolików domów dziecka i ochronek dla sierot. Prawosławni twierdzą, że dzieci, które potencjalnie należą do ich wyznania, są siłą nawracane na katolicyzm.
Hierarchów Cerkwi rosyjskiej szczególnie irytuje planowana w czerwcu pielgrzymka papieża na Ukrainę. Według metropolity smoleńskiego i kaliningradzkiego Kiryłła, "na początku lat 90. na zachodniej Ukrainie przeszło tysiąc prawosławnych cerkwi zostało siłą zamienionych na greckokatolickie. Ukraińskie bojówki wyrzucały z kościołów prawosławnych księży. Trwa dyskryminacja i fizyczne wyniszczanie wiernych. Papież powinien zdecydowanie potępić te działania, w przeciwnym razie dialog katolicko-prawosławny pozostanie zamrożony". Makarow tak komentuje tę wypowiedź: - Rosyjska Cerkiew prawosławna ma więcej parafii za granicami Rosji niż w kraju. Dla patriarchatu moskiewskiego sytuacja na Ukrainie, czyli utrata terenów uznawanych za swoje, jest trudna do zaakceptowania, ale nikt z prawosławnych duchownych nie pamięta już, że kościoły kiedyś były greckokatolickie.

Krzyż zamiast gwiazdy
- Cerkiew coraz bardziej staje się religią państwową ze wszystkimi tego konsekwencjami - twierdzi Makarow. Hierarchowie bezkrytycznie i w każdej sytuacji popierają politykę rządu. Wojna w Czeczenii nie bywa nazywana inaczej niż "operacją antyterrorystyczną". Jadący na front żołnierze są żegnani jak bohaterowie. Sam Aleksiej II przed wyborami prezydenckimi obwieścił, że najlepszym kandydatem będzie Władimir Putin. Po jego zwycięstwie duchowni popierali wszelkie propozycje umocnienia władzy państwowej jako służące narodowi rosyjskiemu. - Cerkiew prawosławna w Rosji zawsze była ściśle powiązana z władzą, ale nigdy te związki nie wydawały się tak silne jak obecnie - zauważa Makarow.
Duże znaczenie w kontaktach państwo-Cerkiew ma przeszłość Aleksieja II. Miał on być - według wielu gazet - tajnym współpracownikiem KGB. W "Nowej Gazecie" z 10 kwietnia 2000 r. napisano: "Zawrotna kariera Aleksieja Rydygiera (takie nazwisko nosił Aleksiej II) była powiązana z zawrotną karierą niejakiego agenta Drozdowa, który tropił antyradziecki element wśród duchowieństwa". Dziennikarze "Nowej Gazety" twierdzą, że Aleksiej II i Drozdow to ta sama osoba.

Symbioza polityczna
Od 10 lat w Rosji między władzą a Cerkwią istnieje coś na kształt politycznej symbiozy. Rząd zapewnia Cerkwi znaczące miejsce w życiu publicznym oraz w wojsku i milicji, gwarantuje wysoką pozycję patriarsze, a także umożliwia zdobywanie funduszy, natomiast Aleksiej II oferuje bezwzględną lojalność i poparcie czy to w sprawie wojny na Bałkanach, czy przy kolejnych wyborach.
Kontrowersje budzi działalność komercyjna rosyjskiej Cerkwi. Jeszcze Borys Jelcyn zezwolił jej na sprowadzanie pomocy humanitarnej. Prasa ujawniła, że z pomocą firmy Sofrina, której faktycznym właścicielem jest moskiewski patriarchat, importowano wielkie partie alkoholu i papierosów. W 1995 r. Ministerstwo Obrony i Cerkiew utworzyły Fundusz Środków Pozabudżetowych. Przekazano nań środki transportu i łączności, a także wyposażenie lotnisk, obiekty sanitarne, sprzęt inżynieryjny i inne urządzenia pochodzące z zapasów rosyjskiej armii w Niemczech. Wiele tego sprzętu sprzedano - sugeruje prasa.

Rząd dusz
Prasowe doniesienia nie mają wpływu na popularność prawosławia i jego przywódców. To patriarchat moskiewski z Aleksiejem II na czele dzierży rząd dusz. Władcy Kremla są, oględnie mówiąc, religijnie obojętni. Putin wprawdzie ogłosił, że został ochrzczony przez babkę w tajemnicy przed ojcem komunistą, lecz później - jak twierdzi - "sprawami wiary się nie zajmował". Prezydent i jego współpracownicy są jednak przekonani, że aby budować Rosję mocarstwową, muszą się oprzeć na jakiejś ideologii, a nie ma innej niż prawosławie.
Ale Putin zdaje sobie sprawę, że patriarcha jest postacią dwuznaczną. Doprowadził do tego, że na Kremlu podczas oficjalnych uroczystości Aleksiej II nie jest już postacią pierwszoplanową, jak było za Borysa Jelcyna. Nie mógł jednak - albo nie chciał - zmuszać patriarchy, aby ten wyraził zgodę na przyjazd papieża. Powiązanie interesów państwa i Kościoła prawosławnego sprawia, że coraz częściej różne urzędy i partie dążące do odbudowy wielkomocarstwowej Rosji zwalczają przeciwników Cerkwi. Takie były zapewne przyczyny inicjatywy Żyrinowskiego, którego trudno utożsamiać z jakąkolwiek religią.
Charakterystyczne jest przy tym to, że o ile Cerkiew toleruje islam i buddyzm, o tyle z największą zaciętością atakuje religie chrześcijańskie, a katolicyzm nie stanowi tu wyjątku. Pastor Piotr Mochwic z Kościoła baptystów mówi, że on sam dla prawosławnych duchownych jest wyłącznie przedstawicielem sekty, którą można podejrzewać o wszystkie możliwe bezeceństwa. Przed sądem w Moskwie długo trwał proces o delegalizację świadków Jehowy, których prokurator oskarżał o "nawoływanie do samobójstwa" (brak zgody na transfuzję krwi) oraz "niczym nie uzasadnione i społecznie niebezpieczne głoszenie rychłego końca świata".

Więcej możesz przeczytać w 14/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0