MENU

Dodano:   /  Zmieniono: 
Stanisław Soyka; Festiwalu Muzyki Folkowej; Roman Polański;
Płyta

Wychowałem się w katolickim domu. Co niedziela w okresie wielkiego postu śpiewałem pieśni wielkopostne i bardzo je kochałem" - wyznaje Stanisław Soyka. Teraz, choć mówi o sobie "ni to gnostyk, ni to wątpiący", nagrał płytę "Polskie pieśni wielkopostne" z akompaniamentem organów z warszawskiego kościoła św. Anny, perkusji i grającego na trąbce Tomasza Stańki. Znajdziemy tu i jedną z najstarszych pieśni polskich "Krzyżu święty" i znaną z "Pasji według św. Mateusza" Bacha "O, głowo uwieńczona". Soyka śpiewa po swojemu, ale dyskretnie, w tonie osobistej modlitwy. Bardzo proste aranżacje sprowadzają, niestety, wszystkie te melodie, wprawdzie podobne w nastroju, bardzo jednak różne, do wspólnego, nie zawsze adekwatnego mianownika. (DS)


Wydarzenia - POLSKA

Uczestnicy kolejnych edycji organizowanego przez Polskie Radio (a ściślej - Radiowe Centrum Kultury Ludowej) Festiwalu Muzyki Folkowej Nowa Tradycja mogą co roku obserwować zmiany zachodzące na polskiej scenie folkowej. Tegoroczny czwarty już konkurs, który odbył się w warszawskim Studiu Koncertowym im. W. Lutosławskiego (miał poziom niższy niż poprzednie, czego dowodem było nieprzyznanie przez jury Grand Prix), ujawnił, że coraz częściej artyści podejmują próby łączenia folkowych tematów z rockiem lub jazzem. Wzrasta też - zapewne w następstwie sukcesów zespołów Golec uOrkiestra i Brathanki - zainteresowanie motywami góralskimi, ale oder-wanymi od "naturalnego" muzycznego środowiska (próby te zresztą rzadko bywają udane). Wciąż dużą popularnością cieszą się też rytmy bałkańskie. Jury starało się docenić różnorodność stylistyczną zespołów. Na przykład II nagrodę obok jazzfolkowego zespołu Tołhaje otrzymała formacja Lautari Folk Band, złożona ze skrzypiec, birbiny (litewskiej odmiany klarnetu) i... fortepianu. Laureatem I nagrody został zespół Ania z Zielonego Wzgórza, prezentujący unowocześnioną wersję pieśni śląskich. W ramach festiwalu poza konkursem wystąpili goście z zagranicy: grupa Trigon z Mołdawii, niemiecki harfista Tom Daun, czeska orkiestra Tomasa Kocki i węgierski zespół Janosiego.

Dorota Szwarcman

To ostatnia wystawa robiona po znajomości" - zażartowała Anda Rottenberg, otwierając ekspozycję Mirosława Bałki w warszawskiej galerii Zachęta. Żart był gorzki nie tylko dlatego, że to ostatnia wystawa w tym miejscu, której współkuratorem jest odchodząca szefowa Zachęty, ale i dlatego że Bałka, którego twórczość spotykała się już w Polsce z prześmiewczymi reakcjami, ma jeszcze bardzo wiele znajomości - wystawiał m.in. w Sztokholmie, Amsterdamie, Los Angeles, Kolonii, Paryżu, Wiedniu, Osace, Chicago czy Madrycie. Artysta brał też udział w najważniejszych europejskich prezentacjach - Biennale w Wenecji i Documenta w Kassel. Wprawdzie jego twórczość może się kojarzyć zarówno z konceptualizmem, jak i minimalizmem, ale zawiera też bardzo osobisty stosunek Bałki do świata i materii. Poprzez ascetyczne formy Bałka w "chłodny" sposób porusza gorące tematy - dzieciństwo, przemijanie, śmierć. Używa materiałów nietypowych, kojarzących się raczej z życiem codziennym niż ze sztuką. Ogromna szara bryła wypełniająca niemal w całości Salę Matejkowską jest odwzorowaniem bryły domu rodzinnego artysty w Otwocku. Pokryta jest popiołem, a w kilku miejscach z metalowych rurek tryska woda. W innej sali betonowy krąg studni otacza kolistą, obracającą się powoli powierzchnię posypaną solą. Instalacja "Mleczna kropla przedmiotu" składa się z wiszących płaszczyzn pokrytych białym mydłem; pośrodku znajdują się dwa otwory, z których na wernisażu "wyglądały" damskie piersi. Inne surowce to filc, opłatek, wosk, porcelana, włosy czy lastrico, z którego z pomocą ojca kamieniarza Bałka stworzył rozciągającą się pod ścianami trzech sal serię nagrobków z tytułami i datami wcześniejszych własnych wystaw.

Dorota Szwarcman

Po jedenastu tygodniach pracy w podberlińskiej wytwórni Babelsberg, gdzie Allan Starski zbudował ruiny Warszawy, Roman Polański przeniósł plan zdjęciowy "Pianisty" na warszawską Pragę. Polański podkreśla, że to jedyny rejon stolicy, który może "zagrać" przedwojenną Warszawę. Korzystając z zachowanych dokumentów, scenograf odtworzył getto na ulicy Stalowej. Film, będący ekranizacją głośnych wojennych wspomnień kompozytora i pianisty Władysława Szpilmana, jest wielką międzynarodową koprodukcją, w którą zaangażowały się prócz strony polskiej Francja, Niemcy i Anglia. Koszty szacowane są na 35 mln dolarów. Główną rolę odtwarza amerykański aktor Adrien Brody, znany przede wszystkim z filmu Malicka "Cienka czerwona linia". Brody zapewnia, że dołoży starań, by oddać charakter bohatera i pokazać towarzyszący mu nieustannie lęk. Polański podkreśla, że nie chciał gwiazdorskiej obsady i początkowo szukał nawet wśród naturszczyków. Nie ukrywa, że to film dla niego szczególny, odwołujący się do historii jego własnego dzieciństwa, którego najbardziej dramatyczny okres kojarzy się artyście z koszmarem żydowskiego getta. Dodaje jednak, że nie znajdziemy w nim odniesień do jego własnej biografii. - Od dawna chciałem opowiedzieć o tamtych czasach, ale wiedziałem też, że nie potrafię się posłużyć swoją historią - mówi reżyser. - Kiedy przeczytałem książkę Szpilmana, od razu wiedziałem, że to znakomity materiał na film. Znalazłem w niej świeżość i autentyzm opisu, a jednocześnie to, czego szukałem - pozbawioną patosu opowieść o przetrwaniu i o nadziei, inną od wszystkiego, co do tej pory przeczytałem na ten temat. - Scenariusz napisał znakomity brytyjski dramaturg Ronald Harwood, autor m.in. "Garderobianego" i "Herbatki ze Stalinem". Reżyserowi zależy na tym, by jego film był prawdziwy, różny od opowieści o Holocauście realizowanych w Hollywood. Muzykę komponuje Wojciech Kilar, autorem zdjęć jest Paweł Edelman. Film powstaje w angielskiej wersji językowej, a ze strony polskiej producentem jest Heritage Film Lwa Rywina. Premierę zaplanowano na pierwszy kwartał przyszłego roku. (JK)
Więcej możesz przeczytać w 14/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0