NOWOWIZJA

NOWOWIZJA

Dodano:   /  Zmieniono: 
Po przejściach, przed przejściami. Według wszelkich znaków na niebie i papierze powinienem napisać dziś o "Dwóch światach Wielkiego Brata", jednak się wstrzymam. I tak Mój Ulubiony Tygodnik sprawił mi dotkliwą przykrość, zamieszczając sporo materiałów o tym "paskudztwie za szkłem" w tonie co najmniej apologetycznym. Owszem, na usta ciśnie się wiele słów nie do druku, ale - mimo że ogląda ten podwójny humbug połowa społeczeństwa - z szacunku dla drugiej połowy zamilczę.
Ostateczną bronią inteligentnego człowieka w pewnych sytuacjach pozostaje nie protest, nie sprzeciw, nie krucjata, lecz milczenie. Tak było z pewnym paskudnym periodykiem wydawanym przez pewnego byłego rzecznika. W towarzystwie się tego nie komentowało, nie zniżało do polemik, po prostu ignorowało. Na podobnej zasadzie nie prowadzi się debat z podglądaczami w pisuarach.
To skwitowawszy, przejdę do innego tematu, też związanego z szeroko pojętym poczuciem przyzwoitości. Powiadają: co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr. A jednak niekoniecznie. Okazuje się, że pamięci zresetować się nie da i chociaż byś ukrywał nieprzyjemne momenty, prędzej czy później coś wylezie albo wyciągną ci to z życiorysu. Coś, czego trzeba będzie się wstydzić, co zmusi do przeprosin lub rezygnacji.
Ludzie tacy już są, że niczego nie uszanują i jak nie mogą wyciągnąć nic bieżącego, wyskrobią coś z przeszłości. A przecież "błądzenie jest rzeczą ludzką" - jak twierdzi prezydent. "Nie popełnia błędów tylko ten, co nic nie robi" - to z kolei ulubiony bon mot premiera.
Czy jest więc jakieś wyjście dla ludzi po przejściach? Jest, parę. Po pierwsze - nie pchać się na afisz. Niestety, dla większości ambicjonatów niewykonalne. Po drugie - czując gęstnienie atmosfery, ogólnie przyznać się do wszystkiego, potem równie zręcznie przeprosić za całokształt. I mieć z głowy. Na zawsze! Po trzecie - postarać się o certyfikat moralności. Życzliwa opinia (na przykład redaktora Michnika) przekształca automatycznie Szawła w Pawła, a gorliwego antysemitę w nawróconego internacjonalistę. Można się też postarać o posadę w miejscu, skąd nikt nas nie ruszy. Jest taka partia. Jest taka kancelaria...
Co jednak mają robić młodzi, dla których wszelkie świństwa są dopiero pieśnią przyszłości. Naturalnie, mogą w każdej sytuacji zachowywać się przyzwoicie, ale jakże często bywa to sprzeczne z ich żywotnym, szeroko pojętym interesem. Można się też postarać o opinię oryginała, szaleńca, dowcip-nisia lub głupka. Znaleźć ochronę w niszy jakiejś mniejszości (której nie wypada ruszać). Wtedy wszystko ujdzie. Można wreszcie przeprosić z góry i postarać się o rozgrzeszenie od autorytetów in blanco. A potem do dzieła. Hulaj dusza, piekła nie ma! W końcu nasz świat to tylko jeden wielki reality show. Póty gramy, póki nas nie wyklikają.

Więcej możesz przeczytać w 15/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0