Facet w piżamie

Facet w piżamie

Dodano:   /  Zmieniono: 
Hefner przyczyn powodzenia swego imperium upatruje w tym, że nawet jeśli tylko nielicznym mężczyznom dane jest prowadzić życie playboya, to wielu z nich go pragnieJak mało kto swoim wyglądem od zawsze przypominał stuprocentowego playboya. Rozchylona piżamowa jedwabna albo satynowa koszula, ciemna bonżurka, zblazowany uśmiech i erotyczne spojrzenie. Bez względu na to, w którą stronę skierowane, zawsze wyławiało z tłumu kolejną seksbombę. Ale przecież playboy bez drepczących wokół piękności, bez ich akceptacji, zainteresowania i tego najważniejszego, czyli dobrej opinii (czy, jak kto woli, potwierdzenia jurności), nie ma racji bytu.
 
Ta opinia - co warte podkreślenia w wypadku playboya wszech czasów Hugha Hefnera - nigdy nie została nadszarpnięta. Był i podobno nadal jest wymagającym (czytaj: sprawnym) kochankiem. Nigdy tego nie ukrywały zarówno rozkoszne i tylko chwilowo związane z nim króliczki, jak i poważniej traktowane przez niego towarzyszki życia. Playboyem był więc Hefner zawsze - i jest nim również dziś, gdy obchodzi (9 kwietnia) siedemdziesiąte piąte urodziny. Z jego twarzy ani przez moment nie znika zblazowany uśmiech i męska pewność siebie nadal ubrana w rozchyloną piżamę. Niemiecki magazyn "Süddeutsche Zeitung" poprosił niedawno o rozmowę czcigodnego konesera płci pięknej. Z definicji niechętna męskim szowinistom, którzy świat kobiet spostrzegają wyłącznie w kontekście użytkowym, pochyliłam się nad wywiadem i zaczęłam czytać... "Dwadzieścia lat walczyłem o seksualną wolność w Ameryce i dzisiaj, gdy widzę jej nadzwyczajne rezultaty, jestem szczęśliwy" - mówi Hefner.
Już w progu rezydencji Hefnera niemieckiego dziennikarza powitała jedna z siedmiu aktualnych przyjaciółek superplayboya i - co było do przewidzenia - zrobiła na nim piorunujące wrażenie. "A o którą z przyjaciółek chodziło?" - zainteresował się Hefner. Zachęcony dziennikarz odpowiedział i natychmiast zapytał o następne nazwiska. Może chciał tak jak ja przyłapać playboya na przedmiotowym traktowaniu kobiet, ale usłyszał, że Tiffany Holliday ciągle studiuje i niestety, przyjeżdża tylko na weekendy, Tina Jordan - najstarsza z nich, 28-letnia matka dwulatki - podobnie jak on lubi oglądać stare filmy. A Cathi O’Malley? "No cóż - odpowiedział Hefner - ona po prostu tak jak inne dziewczyny jest słodką, młodą i bardzo miłą blondynką. Wcześniej intymne życie dzieliłem z bliźniaczkami i to dopiero było potwornie skomplikowane" - wyznał. Seksownych siedem panien dostaje od "szefa" kieszonkowe, które pozwala im na swobodne zakupy w prestiżowych butikach. Ile? Playboy nie chciał zdradzić. Ŕ propos zdrady, Hugh Hefner od dwóch lat - po trwającym prawie dziesięć lat małżeństwie, które zakończyło się separacją - czuje się jak wypuszczony z więzienia. Znowu na wolności. Żona co prawda mieszka z ich synami w rezydencji obok, ale Hefner na nowo bywa, ogląda się za wciętymi taliami i sterczącymi biustami. Co więcej, ku swojej ogromnej radości dowiedział się, że dla nowego pokolenia hip-hop jest jak Mack Daddy. To dopiero satysfakcja. Zwłaszcza że - jak się wydaje - Hefner jak nikt inny rozumie, czego naprawdę mężczyznom w intymnej sferze życia brakuje. Przyczyn powodzenia swego imperium upatruje w tym, że nawet jeśli tylko nielicznym mężczyznom dane jest prowadzić życie playboya, to wielu z nich go pragnie i potrafi się z nim identyfikować. Młodzi, według Hefnera, tęsknią do tego wszystkiego, o czym słyszeli od swoich ojców: wolnej miłości i braku strachu przed jej uprawianiem. Dlatego właśnie Leonardo DiCaprio, dorastając, marzył o tym, żeby chociaż raz w życiu wykąpać się w słynnej grocie w rezydencji Hefnera. To marzenie właśnie niedawno zrealizował.
Nie ma podobno w Hollywood takiego miejsca, w którym można by spotkać na jednym metrze kwadratowym tyle pięknych kobiet, ile u Hefnera. Co istotne, na przyjęciach u niego obowiązuje żelazna zasada: nigdy nie ma na nich par. W jego rezydencji odbywają się również wieczory tematyczne: karciane, męskie i rodzinne. Te ostatnie to oglądanie z synami kreskówek. Swoje latorośle Hefner widziałby raczej w monogamicznych związkach. Przecież pochodzi z bardzo purytańskiej rodziny, a na dodatek jest romantykiem. Niestety, uzależnionym od tej jedynej w swoim rodzaju adrenaliny, która pojawia się tylko na początku trwania związku.
Odpowiadając na pytanie o młody wygląd, Hefner powołuje się na geny i bez krygowania przyznaje się do chirurgicznego podciągnięcia skóry na szyi. Ostatnie trzy lata zalicza do najbardziej szczęśliwych i udanych. Niechętnie wspomina jedynie okres prezydentury Ronalda Reagana i George’a Busha, kiedy stracił licencję na prowadzenie kasyn, zamknięto mu trzydzieści nocnych klubów, a nakład "Playboya" spadł z siedmiu milionów egzemplarzy do trzech i pół miliona. "Moje życie to otwarta książka i nie chcę w niej żadnych zamkniętych rozdziałów" - mówi. Pewnie dlatego pierwszą receptę na viagrę lekarz wypisał mu, gdy skończył 72 lata. "To najwspanialszy prezent urodzinowy, jaki mogłem dostać". Jedna 50-miligramowa pigułka i tyle radości. Dla niezmordowanego faceta w piżamie.

Więcej możesz przeczytać w 15/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0