Niewolnicy przyszłości

Niewolnicy przyszłości

Dodano:   /  Zmieniono: 
Jak będziemy pracować w epoce globalizacji. Praca ponad siły, wyzysk czy wreszcie niewolnictwo przez stulecia kojarzyły się z biedą. Wiek XXI zmieni to diametralnie. Do najcięższej harówki zmusza dziś bowiem ludzi nie bieda, ale bogactwo.

Podczas gdy jedni wydają się coraz bardziej zbędni i ministrowie głowią się nad znalezieniem dla nich jakiegoś zajęcia, inni pracują z miesiąca na miesiąc coraz dłużej i intensywniej. Pierwsi mają powody do niepokoju o swój stan posiadania, drugim natomiast praca często nie pozostawia czasu na korzystanie ze zdobywanych w takim trudzie pieniędzy. Przyjrzyjmy się tym drugim, bo oto na naszych oczach rodzi się grupa niewolników przyszłości. Nie trzeba ich skuwać kajdanami. W zupełności wystarczają telefony komórkowe.
W korporacjach zmuszonych do globalnej konkurencji nacisk na stałe podnoszenie wydajności pracy i redukowanie zatrudnienia zaczyna graniczyć z obłędem. Czynności wykonywane przez pięciu ludzi w roku następnym powinny wykonywać trzy osoby. Kierownik, który nie potrafi zmusić podwładnych do intensywniejszego wysiłku, zostanie z korporacyjnej piramidy strącony i zastąpiony skuteczniejszym. A do najbardziej poszukiwanych specjalistów w biznesie należą już kadrowcy nowego typu - zbrojni w zdobycze nowoczesnej psychologii i socjologii małych grup, umiejący skłonić wyciskającego z siebie siódme poty pracownika, by jeszcze mocniej zacisnął zęby i zdobył się na poty ósme.

Praca czyni zdrowym
W staraniach tych samo nęcenie pracownika wysokim zarobkiem czy wszelkiego rodzaju premiami przestaje być skuteczne. Nie wystarczy podnosić pensji, trzeba wyraźnie wskazać pracownikowi korzyści, jakie odniesie z podwyżki. Zawsze skuteczną metodą, dawno odkrytą przez Amerykanów, jest odpowiednio ukierunkowany kredyt. Pracownik, któremu damy od razu posmakować czekających go luksusów, ma znacznie mniejsze szanse, by oprzeć się pokusie, niż ten, który najpierw poznaje zakres obowiązków.
Medycyna i inżynieria genetyczna stwarzają pracodawcy nowe możliwości. Dobry program medyczny będzie w przyszłości jedną z głównych trosk firmy, podobnie jak dziś program emerytalny. Czymże jest perspektywa otrzymania większego mieszkania wobec perspektywy otrzymania nowej wątroby, sprawnego serca lub porcji nanorobotów, które w mig oczyszczą arterię przodownika pracy z cholesterolowych złogów?

Praca czyni szczęśliwym
Dla nowego typu kadrowców jasne jest jednak, że pęd do poprawiania własnej sytuacji ustępuje u przeciętnego człowieka pędowi do zapewnienia wszystkiego, co najlepsze, potomstwu. Obiecywana przez naukowców terapia genowa, która może zapewnić poddanemu jej dziecku sto lat życia w doskonałym zdrowiu, a nawet znaczące zwiększenie jego zdolności, również może być jedną ze skuteczniejszych form przywiązania pracownika do firmy.
"Aby człowiek mógł dobrze i wydajnie pracować, musi na odcinku prywatnego szczęścia mieć spokój i zadowolenie. Wtedy i praca idzie lepiej, i zakład to odczuwa" - tłumaczy jeden z bohaterów komedii Stanisława Barei. Obserwacja wcale nie jest śmieszna: pracownik, któremu się "na odcinku prywatnego szczęścia" nie układa, staje się mniej wydajny, skłonny do popadania w nałogi i konflikty. W interesie firmy jest zatem dopomożenie mu. W korporacjach dalekowschodnich troska o życie rodzinne podwładnych uważana jest za oczywistą powinność szefa. W firmach zachodnich jeszcze się to nie przyjęło. Na razie. Kiedy się przyjmie, logiczne będzie, że szef - a raczej firmowy psycholog - zajmie się też przyczynami konfliktów, a nie tylko ich skutkami. Statystyki pokazują, że pracownicy wielkich firm (skoro i tak spędzają w nich większość życia) partnerów seksualnych najchętniej znajdują w pracy. Byłoby nierozsądne, by firma w to nie interweniowała, tak aby związki miały trwały charakter i sprzyjały jeszcze bliższemu związaniu z nią pracowników.
Już teraz korporacje bez najmniejszej żenady wchodzą w życie prywatne personelu, aby regulować relacje międzyludzkie w miejscu pracy. Zadaniem nowego typu kadrowców jest przecież nie tylko "wyżyłowanie" do granic możliwości poszczególnych pracowników, ale także stworzenie z nich zespołu. Zespołu zgodnego, zjednoczonego w pracy nad każdym postawionym zadaniem. W tym celu firmowy psycholog musi śledzić pracowników z sumiennością Wielkiego Brata.

Praca rodzi przyjaźń
Eliminowanie konfliktów w "kolektywie pracowniczym" nie wyczerpuje zadań firmy. Czasem wskazane jest umiejętne ich podsycanie: wtedy gdy można mieć nadzieję na przekształcenie ich w zdrową rywalizację. Od chwili gdy okazało się, że podwyżki płac nie wystarczają już do umotywowania personelu, niektóre korporacje postawiły właśnie na rywalizację. Do znanych - a więc zapewne już nieaktualnych - metod gospodarowania "zasobami ludzkimi" należy przekształcanie pracy w nieustający konkurs. Nagrodą dla najlepszych może być na przykład egzotyczna wycieczka w towarzystwie Wysokiego Dyrektora.
W czasach ostrego podziału świata na biedny i bogaty do szczególnie pożądanych nagród należeć będzie także możliwość przeniesienia się wraz z rodziną do bogatego kraju zachodniego. Co roku setki tysięcy obywateli mniej rozwiniętej części globu szturmują granice Europy i Ameryki. Gotowi są słono płacić, znosić ogromne niewygody i nawet ryzykować życie, by tylko zaznać niewolniczej pracy za pół ceny i bez prawa do jakichkolwiek "zdobyczy socjalnych". Haniebnego epizodu w dziejach USA, za jaki uważamy dziś niewolnictwo, nie byłoby, gdyby wcześniej wynaleziono telewizję. Pokazywanie w niej amerykańskiej plantacji jako miejsca, gdzie można się wręcz kąpać w szklanych paciorkach, uczyniłoby zbędną całą armię łapaczy, handlarzy i właścicieli więziennych statków.
To oczywiste, że globalne firmy z czasem przejmą zyski ze zorganizowanego przerzucania ludzi przez granicę między lepszym i gorszym światem. Możemy założyć z dużą dozą prawdopodobieństwa, że w nadchodzącym stuleciu to właśnie Polska należeć będzie do głównych światowych dostawców ludzi dla międzynarodowych korporacji.

Praca nadaje sens życiu
Jeśli dotychczas nie obserwujemy tak silnej ingerencji pracodawcy w życie podwładnego i kontroli nad nim, to dlatego, że wciąż jesteśmy we wstępnej fazie wzrostu globali (koncernów globalnych), gdy mogą one sobie pozwolić na wyrzucanie wielu pracowników i zastępowanie ich nowymi. Podobnie było z tradycyjnym niewolnictwem, więc z czasem i to się zmieni. Odpowiednio przysposobiony pracownik stanie się zbyt cenny, by nim szastać. Nie sposób tu wyliczyć nawet drobnej części form, jakie przyjmować może troska o niego. Do wykorzystania pozostają ogromne możliwości oddziaływania na ludzi poprzez religię i zorganizowanie pracowników na wzór sekty - według pionierskich wzorów firm tzw. sprzedaży bezpośredniej. Firmy nie będą zapewne pozwalać, by pracownik psuł sobie zdrowie, paląc, odżywiając się w nieracjonalny sposób albo popadając w depresje. Cenny mózg nie powinien zmniejszać wydajności tylko dlatego, że popsuła się jakaś część utrzymującego go w formie organizmu. Można nawet wyobrazić sobie, że mózgi szczególnie dla firmy cenne będzie się utrzymywać przy życiu także po biologicznej śmierci pracownika, w jakimś słoju z odżywką.
Jeśli więc, czytelniku, masz kłopoty ze znalezieniem pracy, być może, zamiast dramatyzować, powinieneś to docenić. Przysiąść w wiosennym kraj-obrazie nad kuflem, zapalić i porozmyślać o tym, ku czemu zmierza cywilizacja - w zastępstwie tych, którzy nie mają na to czasu.

Więcej możesz przeczytać w 16/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0