Zakup kontrolowany

Zakup kontrolowany

Dodano: 
Niższe marże: upadek aptek czy tańsze lekarstwa?


Niższe marże sprawią, że lekarstwa potanieją, a tym samym staną się bardziej dostępne - przekonują urzędnicy Ministerstwa Zdrowia i Ministerstwa Finansów. Będzie odwrotnie, leki zdrożeją - twierdzą przedstawiciele hurtowni farmaceutycznych i aptek, protestując przeciwko projektowi obniżenia marż na refundowane leki z importu z 14,3 proc. do 10 proc. i wprowadzenia zryczałtowanej stawki w wysokości 16 zł na leki kosztujące ponad 100 zł. Według obu ministerstw, operacja pozwoli na zaoszczędzenie 120-140 mln zł rocznie (połowę tej kwoty zaoszczędzą kasy chorych, połowę pacjenci). Zdaniem aptekarzy i hurtowników, ceny leków nie spadną; niektóre lekarstwa wręcz zdrożeją lub nawet znikną z półek. W rezultacie na tej operacji stracą wszyscy.
Aptekarze i hurtownicy zachowują się racjonalnie - mniejsze marże to mniejsze zyski. Walczą więc o swoje dochody. Często kosztem pacjenta. Obywatel protestuje, gdy państwo podnosi podatki, sprzedawca zaś straszy klienta, gdy państwo obniża marże. Dlaczego jednak w gospodarce rynkowej administracyjnie ustala się wysokość marży? Dlatego, że refundując (z podatków i składek ubezpieczeniowych) wydatki poniesione na zakup leków, państwo chce wiedzieć, ile pieniędzy wyda na ten cel.
- Średnia cena leków na recepcie zryczałtowanej wynosi 9,5 zł, zatem po wprowadzeniu nowych przepisów statystyczny pacjent wyda o 38 groszy mniej. Czy o takie oszczędności chodzi? - pyta prof. Waldemar Roszkowski, prezes Polskiej Izby Przemysłu Farmaceutycznego Polfarmed. Czy rzeczywiście tylko tyle zaoszczędzi przeciętny pacjent?
Aptekarze i hurtownicy grożą, że wskutek pogarszającej się rentowności nie będą w stanie utrzymać pełnego asortymentu, liczącego 19 tys. pozycji, z czego zaledwie 3 tys. należy do grupy najczęściej sprzedawanych leków. Twierdzą, że w efekcie wydłuży się czas niezbędny do sprowadzenia droższych medykamentów. - Czy będzie nam się opłacało zabiegać o lek za kilkaset złotych, skoro nasz zarobek brutto wyniesie zaledwie 16 zł - nieco cynicznie pyta właściciel jednej z aptek. Jemu nie, ale aptekarzowi z sąsiedniej ulicy z pewnością będzie się opłacało, a klient sam dokona wyboru.
Nie wszystkie apteki straty zrekompensują sobie wyższymi cenami parafarmaceutyków (leków bez recepty). Apteki działające w biedniejszych, zwłaszcza wiejskich rejonach utrzymują się głównie dzięki sprzedaży leków refundowanych. Trudno przypuszczać, by ludzie, których stać jedynie na podstawowe medykamenty, nagle zaczęli kupować drogie leki i parafarmaceutyki.
Hurtownicy wyrażają jeszcze bardziej pesymistyczne opinie. Grożą nawet wstrzymaniem kredytowania szpitali. Dzisiaj długi tych ostatnich wobec hurtowników sięgają setek milionów złotych. Do tej pory szpitale nie spłaciły jeszcze zobowiązań z 1997 r.
Na przykład wrocławska spółka Urtica czeka na zwrot 60 mln zł. Przez to sama ma długi. - Emitujemy obligacje, których gwarancją są zobowiązania szpitali. Papiery te nabywają nasi wierzyciele. Obsługa obligacji kosztuje nas prawie milion złotych rocznie - mówi Krzysztof Wojtas, współwłaściciel spółki Urtica.
Dystrybutorzy lekarstw kreślą apokaliptyczną wizję likwidacji branży farmaceutycznej. - Skala proponowanych zmian spowoduje destabilizację sektora dystrybucji farmaceutycznej w Polsce. W efekcie może zniszczyć jedną z nielicznych dziedzin gospodarki zdominowanych przez rodzimy kapitał - twierdzi Irena Rej, prezes Izby Gospodarczej Farmacja Polska.
Z analizy firmy Partner, która zbadała największe krajowe hurtownie i importerów leków, wynika, że kondycja branży od czterech lat systematycznie się pogarsza. Rentowność netto obniżyła się z 1,6 proc. do 1,0 proc., średnia marża handlowa - z 15,1 proc. do 7,8 proc. Zysk netto badanych firm po trzech kwartałach ubiegłego roku wyniósł niespełna 51 mln zł, podczas gdy w 1998 r. przekroczył 73 mln zł. Według Partnera, gdyby w takich warunkach marże obniżono o 4,3 punktu, przychody analizowanych firm zmniejszyłyby się o 184 mln zł, a zysk przerodziłby się w ponadstumilionową stratę. Okazuje się, że jedyną receptą na przetrwanie jest pozostawienie marż na tym samym poziomie.
W perspektywie na obniżce marż może stracić także bud-żet. Zdaniem Stefana Bogusławskiego, prezesa firmy Azyx Polska, monitorującej rynek leków, o 30-35 mln zł zmniejszą się wpływy z podatków od właścicieli hurtowni i aptek. Aptekarze straszą, że wkrótce po wprowadzeniu nowych zasad finansowych zaczną zamykać swe firmy. Proponowane zmiany pogorszą kondycję państwowych Cefarmów. Wydaje się jednak, że nie wysokie marże, lecz szybka prywatyzacja jest sposobem na poprawę ich kondycji finansowej.
Farmaceuci zarzucają rządowi niekonsekwencję i hipokryzję. Nie mogą zrozumieć, dlaczego niedawno wprowadzono trzyprocentową stawkę VAT na lekarstwa, skoro władzom tak bardzo zależy na większej ich dostępności. - Rząd potrzebuje szybkich pieniędzy i bierze je od tych, którzy najszybciej je oddadzą. Nigdzie w Europie w trakcie roku finansowego nie wprowadzono tak znacznych zmian - ocenia Irena Rej. To najpoważniejszy argument przeciwników obniżenia marż na leki. Nie zmienia się zasad finansowych w trakcie roku. Resorty zdrowia i finansów czynią to z dnia na dzień. Nie przewidują żadnych vacatio legis. Farmaceuci twierdzą, że zbyt późno dowiadują się o projekcie, który w najlepszym wypadku spowoduje diametralną zmianę tegorocznych założeń finansowych ich firm, a w najgorszym - może je doprowadzić do upadku.
Okładka tygodnika WPROST: 12/2000
Więcej możesz przeczytać w 12/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0