Wprost od czytelników

Wprost od czytelników

Autorzy tekstu "Apteka skarbów" (nr 12) piszą, że większość polskich aptekarzy wprowadza do komputera jedynie dane otrzymane od hurtowników, bez nazw międzynarodowych. Wszyscy tak robią! W codziennych kontaktach z lekarzami i pacjentami używa się nazwy handlowej, chociaż międzynarodową można bez trudu sprawdzić.
Stosunki feudalne
Alina i Maciek niesłusznie tak bardzo się oburzają, że po zrobieniu doktoratów na Uniwersytecie Harvarda nie mogli znaleźć pracy na polskiej uczelni ("Stosunki feudalne", nr 14). Powinni wiedzieć, że nasza nauka została słusznie wyodrębniona jako tzw. nauka polska, do której uprawiania po ukończeniu Harvardu nie mieli kwalifikacji. Całkiem inne bowiem u nas obowiązują kryteria przydatności do pracy "badawczej", zupełnie inne reguły finansowania "badań" i awansu "naukowego". Powinni dobrze wiedzieć, że kapłani nauki polskiej nie mogą w swych świątyniach wiedzy tolerować lepszych od siebie. Dzięki konsekwentnemu stosowaniu zasady "kto głupszy, ten lepszy" mogą dożywotnio bez przeszkód pełnić swe kapłańskie powinności i żądać jak najwięcej pieniędzy z kieszeni podatnika, bo inaczej obniży im się poziom etyczny albo jeszcze rozluźnią więzi ze społecznością studencką! Z kolei Krzysztof (obecnie w Stanach Zjednoczonych) zdaje się nie wiedzieć, że przyznawania rodzinie stanowisk, grantów i innych dóbr bezgotówkowych nie nazywa się w nauce polskiej nepotyzmem, lecz jedynie układem przyjacielskim (to opinia znajomego profesora Polskiej Akademii Nauk o nieskazitelnej postawie moralnej). Skoro rodzice są przyjaciółmi swoich dzieci, to wszystko jest w porządku. W końcu i rząd prowadzi politykę prorodzinną.
JÓZEF WIECZOREK


Apteka skarbów
Autorzy tekstu "Apteka skarbów" (nr 12) piszą, że większość polskich aptekarzy wprowadza do komputera jedynie dane otrzymane od hurtowników, bez nazw międzynarodowych. Wszyscy tak robią! W codziennych kontaktach z lekarzami i pacjentami używa się nazwy handlowej, chociaż międzynarodową można bez trudu sprawdzić. Odpłatność za lek refundowany jest pochodną rozporządzeń ministerialnych. Wynika z nich, że pacjent zapłaci dwie różne kwoty za leki o różnych nazwach synonimicznych, a tej samej nazwie międzynarodowej. Jedno będzie niezmienne: dopłata refundatora do limitu ceny ustalonego przez ministra. Wynika z tego, że pojęcie "drogi lek" jest względne i zależy od hojności ministrów ustalających wysokość dopłat. W świetle obowiązującego prawa próby wprowadzania receptariusza przez niektóre kasy chorych są pozaustawowym ograniczaniem zaopatrzenia w leki ubezpieczonych. Żeby wprowadzić receptariusz, należałoby zmienić prawo.
MARIUSZ POLITOWICZ
apteka Pod Wagą w Pleszewie
Okładka tygodnika WPROST: 16/2001
Więcej możesz przeczytać w 16/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0