Kroki pojednania

Kroki pojednania

Dodano:   /  Zmieniono: 
Marsz Żywych Auschwitz-Birkenau dotarł tego roku aż za Atlantyk. Nie potwierdziły się obawy, że tegoroczny Marsz Żywych w Oświęcimiu będzie się odbywać w cieniu Jedwabnego. Wydana najpierw w Polsce, a potem w USA książka Jana Grossa żyje własnym, burzliwym życiem, ale żaden ze 150 młodych amerykańskich Żydów, którzy w przeddzień marszu spotkali się ze swymi polskimi rówieśnikami, nie odwołał się do niej ani słowem. Podobnie jak nikt spośród półtora tysiąca Żydów z Izraela i Europy, uczestniczących w milczącym pochodzie drogą śmierci z Auschwitz do Birkenau. To - w zgodnej opinii uczestników - dobry znak.

 

Tegoroczny Marsz Żywych był dziesiątym z kolei, ale nie nosił żadnych cech rocznicowych celebracji. Organizowane od 1988 r.
marsze są częścią programu izraelskiego Ministerstwa Edukacji. W pierwszym wzięło udział 1,5 tys. Izraelczyków. W kolejnych dołączali do nich Żydzi z innych państw. Trzy lata temu w marszu uczestniczyli premierzy Benjamin Netaniahu i Jerzy Buzek. Przed rokiem 7 tys. osób (wśród nich po raz pierwszy grupy polskiej młodzieży) poprowadzili prezydenci Ezer Waizman i Aleksander Kwaśniewski. Tak zwane marsze duże z udziałem wysokich dostojników państwowych odbywają się co dwa lata. Tegoroczny należał do małych pod względem protokołu, ale dokonał rzeczy wielkiej: zbudował most porozumienia przez Atlantyk.

Przełamywanie uprzedzeń
Na stosunkach polsko-żydowskich w największym stopniu ciąży różnica postrzegania Holocaustu przez Żydów z USA, którzy znają go głównie z książek czy relacji, i Polaków, żyjących w kraju, gdzie się on dokonał. Młodzi Polacy i amerykańscy Żydzi dotychczas nie mieli okazji usiąść naprzeciw siebie w większej grupie i zacząć rozmawiać. Taką możliwość stworzył tegoroczny Marsz Żywych, na który przyjechało 150 żydowskich studentów z kilku stanów USA. Zamiast wykładu o Polsce i Polakach urządzono im spotkanie z grupą polskich rówieśników.
Ich rozmowa była po amerykańsku konkretna i po polsku gorąca. - Skąd się biorą swastyki i powieszone na szubienicy gwiazdy Dawida na murach? Jak media portretują Żydów? Jakie są wasze stosunki z Niemcami? Czy mniejszości w Polsce, religijne i inne, mogą liczyć na pomoc ze strony władz? Czy w Polsce istnieje antysemityzm? - dociekali Amerykanie. Młodzi Polacy z warszawskiego liceum im. Witkiewicza odpierali, czasami nie kryjąc irytacji, że w niczym nie różnią się od innych narodów. - Antysemici są i u nas, lecz to zdecydowana mniejszość - przyznawali.
- Podobnie jak w Wielkiej Brytanii, Francji, Stanach Zjednoczonych, nie mają na nas żadnego wpływu, ale są hałaśliwi. Swastyki na murach to nie przejaw faszyzmu ani antysemityzmu, ale nienawiści między klubami piłkarskimi. Z Niemcami - tak samo jak z wami - wolimy rozmawiać o przyszłości. Oni czują się winni wobec nas, ale potrzebują zrozumienia. Chcą, byśmy dali im szansę udowodnienia, że nie są kontynuatorami nazistowskich tradycji.
Vita Podolsky, Marc Partirer, Jack Scaba, Meir Bar, Elon Blum, Eric Winchel, Shanna Ethenberg i ich kilkudziesięciu kolegów chciało spojrzeć na Holocaust i jego współczesne odniesienia polskimi oczami. Nie taili, że wiedzą dużo na temat Polski, ale tej sprzed ponad półwiecza, z czasów wciąż przypominanych przez dziadków, nauczycieli i media. O dzisiejszej nie mają wielkiego pojęcia. Młodym Polakom - Dorocie Prokopczyk, Klaudii Kiercz, Sebastianowi Meitzowi, Karolinie Hansen, Aleksandrze Brejnak - również zależało, by amerykańscy Żydzi, którzy odwiedzają Polskę, nie zamykali się wyłącznie w martyrologicznych wspomnieniach. Chcieliby im opowiedzieć i pokazać jak najwięcej z tego, co nie jest związane z Zagładą. - Amerykanie o żydowskich korzeniach są zaszokowani tym, jak żyje się w Polsce i jacy są młodzi Polacy. Szokuje ich także to, z jaką sympatią myślimy o nich, Żydach, i jak bardzo jesteśmy do nich podobni - mówi Aleksandra Brejnak z liceum Witkacego. - Wcale nie dziwimy się temu, że Polska to dla nich synonim grobu ich przodków. Chcemy tylko, by mieli pełny obraz - deklaruje Sebastian Meitz. Podobnego zdania jest Brian Khunowich, który Polskę odwiedził po raz drugi: - Za pierwszym razem ja i moi koledzy byliśmy bardzo zdenerwowani i źle nastawieni. Jednak podróż z Warszawy do Auschwitz autokarem, wspólnie z Polakami, pozwoliła pozbyć się uprzedzeń. Moja obecna wizyta jest diametralnie różna od pierwszej. Polacy, Żydzi ze Stanów Zjednoczonych i z Izraela - myślimy podobnie.

Sieć zbliżenia
O potrzebie przełamywania uprzedzeń przez młode pokolenie mówiło też wielu innych uczestników Marszu Żywych. - Cieszę się, że przyjechało tak dużo młodych Polaków. Mam nadzieję, że na kolejnych marszach będzie ich jeszcze więcej - skomentował liczny udział polskiej młodzieży Yossi Levi, przedstawiciel Ministerstwa Edukacji Izraela. Ale nie chodzi tylko o "listę obecności". Do ubiegłego roku grupy młodzieży polskiej i żydowskiej szły osobno i miały odrębne programy. - Odwiedzamy miejsca, gdzie dokonywano zbrodni, i miejscowości, gdzie przed wojną mieszkali nasi przodkowie. To zajmuje nam 95 proc. czasu - tłumaczy Danniel Elinson z Izraela, dyrektor Światowego Ruchu Ezra. - Chcielibyśmy jednak więcej spotykać się z naszymi rówieśnikami z Polski, by wspólnie rozmawiać o przeszłości i przyszłości.
Chęć wspólnego dialogu wyrażają również młodzi Polacy. - Dobrze byłoby, gdyby mogli zostać tu dłużej i lepiej nas poznać - mówi student Tomasz Cebulski z Oświęcimia. Taką wymianę rozpoczęli już studenci ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie ze swoimi kolegami z uniwersytetu w Tel Awiwie.
- Impulsem był dla nas artykuł po ubiegłorocznym Marszu Żywych, w którym napisano, że młodzi Żydzi i Polacy nie kontaktowali się z sobą - opowiada Maria Kukawska z SGH. Studenci ze Szkoły Głównej Handlowej zaczęli rozsyłać e-maile do uczelni w Izraelu. Wirtualna znajomość zaowocowała już kilkoma wspólnymi spotkaniami. W marcu studenci z Polski pojechali do Izraela. Teraz razem wzięli udział w Marszu Żywych. Potem studenci z Izraela zwiedzą Kraków, Zakopane i Warszawę. Poznają dzisiejszą Polskę.
Dzięki takim prywatnym inicjatywom i kontaktom charakter Marszy Żywych zmienia się w sposób, o którym dwanaście lat temu jego inicjatorzy nie śmieliby nawet marzyć. Z elementu obowiązkowego programu edukacji młodzieży żydowskiej staje się szansą jej zbliżenia z młodzieżą polską, dla której udział w marszu jest przyspieszonym kursem samokształcenia. Jest także formą włączenia się w międzynarodowe obchody Dnia Pamięci o Zagładzie, którego Polska do tej pory formalnie nie ustanowiła, mimo przyjęcia międzynarodowych zobowiązań.

Rachunek sumienia
W tym czasie, kiedy w Oświęcimiu trwał mały wielki Marsz Żywych, a przed pomnikiem Bohaterów Getta w Warszawie rabin Michael Schudrich odmawiał kadisz - modlitwę za zmarłych - w warszawskim Klubie Inteligencji Katolickiej ksiądz Michał Czajkowski i Stanisław Krajewski, współprzewodniczący Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów, mówili o Jedwabnem. To, że "jedwabna nić" nie ciągnęła się ani za Marszem Żywych, ani za uroczystością upamiętnienia ofiar getta, a debata o Jedwabnem mogła się odbyć w Dniu Pamięci o Zagładzie bez obawy, że ktoś uzna tę tragedię za "ogniwo Holocaustu", jest dowodem porządkowania sumień wobec największej tragedii ludzkości.
Więcej możesz przeczytać w 17/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0