Miękkie, naiwne państwo

Miękkie, naiwne państwo

Dodano:   /  Zmieniono: 
Nasi politycy stworzyli miękkie, bojaźliwe państwo, chroniące bardziej przestępców niż ofiary. Polska to niestety nie Singapur. Na to wszystko, za co w tym bogatym państwie karze się solidnymi grzywnami lub bezwarunkową odsiadką, u nas przymyka się oko. Wiele występków, wykroczeń i przestępstw ostro karanych w normalnych państwach awansowało u nas do rangi normalnych zachowań, nie podlegających jakimkolwiek sankcjom.
 Jak daleko nam pod tym względem choćby do Polski międzywojennej! Nie ma przecież dnia, byśmy nie dowiadywali się o rzekomo znikomej społecznej szkodliwości jakiegoś przestępstwa i o uwolnieniu jego sprawcy od kary.
Miękkie państwo toleruje u nas prawie wszystko. Na przykład łamanie kodów w komórkach, Internecie i kanałach telewizyjnych, czym zajmuje się - jak donosi prasa - przyszłość naszej inteligencji, studenci w akademikach. Szczerze oświadczają, że rozgrzesza ich brak pieniędzy. Bezkarne jest niszczenie przez grafficiarzy nowych ścian budynków, wagonów kolejowych, a nawet pomników. Wystarczy spojrzeć na pomnik Armii Poznań w gospodarnej (podobno) stolicy Wielkopolski. Tolerowani prawem kaduka przez wiele lat importerzy samochodowego złomu awansowali już do rangi "branży" i mogą sobie pozwalać na bezkarne blokowanie dróg. Wystarczy przyjechać ekspresem InterCity do stolicy, by zobaczyć "krajobraz po bitwie", czyli śmieci w wykopach i na skarpach przy warszawskich dworcach kolejowych. Za śmiecenie nikogo się nie karze i nikt nie poczuwa się do sprzątania. Co chwila czytamy o nielegalnie stawianych domach i całych osiedlach, o wymuszaniu legalizacji bezprawia przez słabe państwo.
Co tu dużo mówić, bardzo nam jeszcze daleko do miana społeczeństwa obywatelskiego! Gdzie nam do Singapuru, który tępiąc przestępców, potrafił zebrać 360 tys. dolarów na operację indyjskich bliźniaczek zrośniętych głowami. I dlatego chwała Lechowi Kaczyńskiemu za to, że odważył się zaatakować to polskie bagno, sięgające wysokich szczebli władzy.
Mamy już przecież rok 2001, dwunasty rok transformacji, a w sprawach moralności publicznej, pojmowania państwa, budowy społeczeństwa obywatelskiego, tworzenia i egzekwowania współczesnych norm jesteśmy na początku drogi. Nie lubimy mówić o źródłach tego szczególnego leseferyzmu (tego prawdziwego, ekonomicznego, jest u nas ciągle za mało!), obniżającego naszą pozycję w rankingu przyzwoitych państw. Wygodniej wmawiać sobie, że jesteśmy nieskalanym Chrystusem narodów, i wierzyć w inne podobne brednie.
Powiedzmy sobie jednak wreszcie, że obecny stan naszych spraw publicznych i morale społecznego nie jest tytułem do sławy polityków, którzy kształtowali oblicze państwa i prawa po obaleniu komunizmu. Zachłyśnięcie się przed dwunastu laty wolnością i władzą odebrało im trzeźwość. Zaowocowało wieloma błędnymi interpretacjami demokratycznego państwa i jego porządku prawnego. Naiwnie uznano, że uwolnione od totalitaryzmu społeczeństwo składać się będzie od początku ze świadomych i uczciwych obywateli, że zbędna będzie ostra represja wobec zakłócających ten porządek (ten sam błąd popełnili zresztą zachodni Niemcy, za-kładając, że nazajutrz po zjednoczeniu NRD-owcy nie będą się niczym różnić od edukowanych przez 40 lat Wessich).
Nasi politycy wyraźnie zapomnieli o tym, że warunkiem istnienia rzeczywistej demokracji i społeczeństwa obywatelskiego jest twarde prawo, chroniące to społeczeństwo przed tymi, którzy naruszają jego ład. To właśnie nasi politycy stworzyli miękkie państwo, chroniące bardziej przestępców niż ofiary. Dlatego też Polska nie jest jeszcze państwem szanowanym przez swych obywateli. Kłania się tutaj nie tylko homo sovieticus, jednocześnie pazerny i leniwy. Kłania się polityczny establishment dwunastolecia, obawiający się pomówienia o podobieństwo do komunistycznego aparatu represji. Kłania się syndykalistyczny anarchizm, negujący silne praworządne państwo w imię branżowych partykularyzmów.
Pytanie za dwa złote: czy wystarczą nam najdłuższe nawet okresy przejściowe wynegocjowane z Unią Europejską na zbudowanie autentycznego społeczeństwa obywatelskiego? Nie jestem tego pewny.
Więcej możesz przeczytać w 17/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0