Do przyjaciół Moskali

Do przyjaciół Moskali

Dodano:   /  Zmieniono: 
Edward Moskal, prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej, napisał kiedyś, że "aby zrozumieć co nieco ze współczesności, warto czasem zajrzeć do trumien". Dziś odnoszę wrażenie, że prezes Moskal nie tyle zagląda, ile wręcz od lat kładzie się do trumien twórców Obozu Narodowo-Radykalnego (rok powstania 1934) i poźniejszej Falangi, a żeby co nieco urozmaicić sobie czas, sięga niekiedy do grobu niejakiego Mieczysława Moczara.


Edward Moskal, prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej, napisał kiedyś, że "aby zrozumieć co nieco ze współczesności, warto czasem zajrzeć do trumien". Dziś odnoszę wrażenie, że prezes Moskal nie tyle zagląda, ile wręcz od lat kładzie się do trumien twórców Obozu Narodowo-Radykalnego (rok powstania 1934) i poźniejszej Falangi, a żeby co nieco urozmaicić sobie czas, sięga niekiedy do grobu niejakiego Mieczysława Moczara. Bo tylko tak symbolicznie rozumianą nekrofilią potrafię wyjaśnić sobie jego poglądy.
Miłośnikowi cmentarzy Edwardowi Moskalowi polecam odwiedziny zapomnianej przez wielu mogiły Tadeusza Micińskiego, pisarza, publicysty i dramaturga ("Kniaź Patiomkin", "Termopile polskie"). Onże stwierdził kilkanaście lat przed narodzinami prezesa KPA: "Nie łżeć, że jesteśmy wyższą rasą niż Niemcy, Rosjanie, Żydzi etc. Nie łżeć, że musimy spoczywać na Golgocie, a nie zacząć od wzięcia miotły i zamiecenia swego podwórka, wymiecenia głupot, egoizmów i - straszno rzec - łajdactw polskich". Właśnie, panie prezesie - "nie łżeć". Choćby w sprawie życiorysu Jana Nowaka-Jeziorańskiego.
A już wydawało się, że zdaliśmy bolesny test z Jedwabnego. Że zbiorowy rachunek sumienia za mord dokonany przez Polaków na Żydach ponad pół wieku temu został dostrzeżony i przyjęty z aprobatą przez światowe media oraz społeczność międzynarodową. Podczas niedawnej, "arcytrudnej" - jak nie krył Grzegorz Dziemidowicz, rzecznik MSZ - wizyty Władysława Bartoszewskiego w USA Jacob Baker, sędziwy rabin z Jedwabnego, przedstawił się jako "przyjaciel Polski". "Polska jest już dostatecznie dojrzała, by zajmować się trudnymi sprawami, patrząc prosto w oczy nie tylko tym, od których doznała krzywd, ale i tym, którym je wyrządziła" - rzekł w stolicy Stanów Zjednoczonych towarzyszącemu szefowi polskiej dyplomacji reporterowi "Wprost" Miles Lerman, jeden z założycieli i honorowy przewodniczący Rady Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie. Tymczasem gdy składaliśmy do druku tekst o ubiegłotygodniowym Marszu Żywych Auschwitz-Birkenau ("Kroki pojednania"), który - jak skonstatowali autorzy - "dokonał rzeczy wielkiej: zbudował most porozumienia przez Atlantyk", właśnie zza oceanu w najobrzydliwszym stylu dał o sobie znać Edward Moskal.
Nie chodzi jednak o fobie i obsesje schorowanego starca, który legendarnego kuriera z Warszawy - po jego wypowiedzi o rzezi w Jedwabnem - nazwał "uchodzącym za polskiego patriotę", zarzucając mu kolaborację z hitlerowcami. Problem polega na tym, że ów starzec, czerpiący natchnienie z trumien nacjonalistów i antysemitów, 16 listopada 2000 r., podczas zjazdu Rady Dyrektorów Krajowych Polonii Amerykańskiej w Lincolnwood pod Chicago, po raz kolejny został wybrany na bossa największej polskiej organizacji, skupiającej 3 tys. stowarzyszeń działających w USA, otrzymując 89 proc. (sic!) głosów. Znaczy to mniej więcej tyle, że dziesiątki lub nawet setki tysięcy dinozaurów polskiego pochodzenia myśli nad Potomakiem podobnie jak ich szef, choć może niekoniecznie ma odwagę to publicznie wyrażać. Mniejszego lub większego formatu "Moskale" i "moskaliki" to prawdziwa V kolumna III RP ulokowana w najpotężniejszym państwie świata. Odbierająca młodszym polonusom - jak wykazał ostatni spis ludności w Ameryce - resztki chęci, by przyznawać się do polskich korzeni.
"Oferta firm wysyłkowych sprzedających amulety i talizmany bije rekordy popularności" - czytam w artykule "Szczęście za 69,90 zł". Zapłacę więcej Czytelnikowi, który odnajdzie w tej ofercie cudowny lek zwalczający nienawiść i ksenofobię. Byłby to chyba najodpowiedniejszy prezent dla Edwarda Moskala, który nie wyklucza w najbliższych dniach wizyty w starym kraju.
Więcej możesz przeczytać w 17/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0