Przymusowa liberalizacja

Przymusowa liberalizacja

Dodano:   /  Zmieniono: 
Rozmowa z profesor JADWIGĄ STANISZKIS, socjologiem
 

 

Bogusław Mazur: "Neoliberalizm plus instytucje" zamiast obecnego "kapitalizmu zbudowanego wokół sektora publicznego" - czy to nie mrzonka socjologa wizjonera w obliczu prawie pewnych rządów lewicy?
Jadwiga Staniszkis: To nie mrzonka, lecz konieczność. W Polsce brakuje instytucji finansowych, lokalnych rynków kapitałowych, które mogłyby wchłaniać pieniądze z prywatyzacji sektora publicznego czy środki napływające z funduszy europejskich. Jeżeli przeciętna zyskowność przedsiębiorstw wynosi 0,6 proc. i nie ma na przykład sieci lokalnych banków, to nawet obniżenie podatku dochodowego nie wystarczy do pobudzenia rozwoju gospodarki i zapobieżenia kryzysowi. Z problemem stworzenia instytucji umożliwiających rozwój gospodarczy zetknie się każda partia, która dojdzie do władzy.
- Trudno sobie wyobrazić, aby SLD obniżył podatki, a do tego nie dążył do centralizacji, co zawsze robił.
- A ja z żalem powtarzam, że to właśnie SLD, a nie prawica, z którą się identyfikuję, pierwszy zaczął zwracać uwagę na konieczność budowy instytucji niezbędnych do rozwoju gospodarki. To właśnie ludzie tacy jak profesor Marek Belka wiedzą, że potrzebny jest "neoliberalizm plus instytucje".
- To właśnie SLD zastosował na szeroką skalę kapitalizm polityczny.
- Tyle że nastąpił już kres kapitalizmu politycznego, czyli korzystania z pozostałych po komunizmie kontaktów, dostępu do informacji i kapitału. To się w istocie skończyło w 1994 r., w okresie rządów SLD, co udowadnia, że zakończenie etapu kapitalizmu politycznego było niezależne od świata polityki. Wówczas zaczął się pojawiać nowy model kapitalizmu, polegający na wyprowadzeniu na rynek pieniędzy publicznych i kolonizacji państwa jako nowej formy tworzenia kapitału. W ten proces włączyła się już cała klasa polityczna. Negatywnym skutkiem tego modelu pozostaje wykorzystywanie pieniędzy publicznych nie na inwestycje, lecz na utrzymanie konsumpcji. Stąd - i z szybko rosnącego zadłużenia zewnętrznego i wewnętrznego - biorą się szokujące dane, wedle których dochód narodowy wzrósł o 35 proc., a konsumpcja zwiększyła się aż o 58 proc.
- Powstał więc łżekapitalizm?
- Zamiast prawdziwego kapitalizmu opartego na mechanizmach wolnego rynku, powstał system oparty na redystrybucji pieniędzy publicznych. Toteż Unia Europejska zwraca nam uwagę, że w Polsce nie ma zdrowych mechanizmów ekonomicznych mogących usunąć narastający deficyt finansów publicznych. Stosujemy półśrodki, na przykład bardzo wysokie stopy procentowe czy pospieszną prywatyzację. Tyle że czerpanie pieniędzy w ten sposób stanie się już wkrótce niemożliwe. Dlatego bez rozwiązań instytucjonalnych nie poradzimy sobie z groźbą kryzysu.
- Leszek Miller polskim Tonym Blairem?
- Nie wiem. Na razie stacza się w niepotrzebne przymierza z Unią Pracy czy Polską Partią Emerytów i Rencistów. Rozbudza w ten sposób populistyczne oczekiwania, które będą źle widziane przez Zachód, a i tak są nie do zrealizowania. Globalizacja uniemożliwia prowadzenie populistycznej czy etatystycznej polityki. Miller powinien już teraz sygnalizować, że uczyni liberalnym skrzydłem swej koalicji Platformę Obywatelską. Psychologicznie i politycznie jest to możliwe, co widać w samorządach.
- SLD akceptujący podatek liniowy, platforma popierająca sojusz w jego zamiarach stosowania ulg podatkowych - czy to nie political fiction?
- Ugrupowania te pogodzi sytuacja kryzysowa i Unia Europejska. Niezależnie od tego, jak racjonalnie będzie postępować SLD po ewentualnym przejęciu władzy, pozostawanie w koalicji wyłącznie z UP i rencistami spowoduje, że Zachód straci zaufanie do nowego rządu. A to będzie grozić poważnymi konsekwencjami ekonomicznymi, gdyż w dobie globalizacji jedną z głównych funkcji rządu jest pozostawanie ośrodkiem zaufania. Może to przypominać sytuację, w jakiej znalazł się Michaił Gorbaczow jako prezydent ZSRR. Zachód źle zinterpretował wprowadzenie do rządu Ryżkowa, co odczytano jako powrót do militaryzacji i oszukanie zachodnich partnerów. Dlatego najpierw nie zaproszono Gorbaczowa na posiedzenie grupy G-7, potem prezydent George Bush spotkał się z Borysem Jelcynem, wreszcie doszło do próby puczu i wykreowania Jelcyna. Nie można przeceniać orientacji Zachodu w sprawach wschodnioeuropejskich. I nawet gdyby renciści namówieni przez swoją partię oddawali państwu połowę dochodów, to i tak nie poprawi to wizerunku Polski w oczach Zachodu. Jeżeli w przyszłej koalicji nie będzie skrzydła liberalnego, to jak w banku znajdziemy się w drugiej grupie państw aspirujących do Unii Europejskiej.
- Tymczasem Leszek Miller określił liderów platformy mianem "inteligentnych gryzoni", które uciekają z tonącego okrętu, i wykluczył możliwość współpracy z nimi.
- Jeżeli Leszek Miller chce przeżyć i nie stać się zakładnikiem własnych "dołów", które nawet etat palacza będą chciały poddać nomenklaturze, jest skazany na liberalizację zarówno gospodarki, jak i własnej formacji. Jest to konieczne, jeśli za rządów SLD Polska ma się znaleźć w unii.
- Może spróbuje przetrwać bez liberałów?
- Może próbować, tyle że będzie to o wiele ryzykowniejsze. Perturbacje, jakie nastąpią po wyczerpaniu pieniędzy uzyskiwanych z prywatyzacji oraz po obniżeniu stóp procentowych - co zahamuje napływ kapitału spekulacyjnego - przybliżą prawdopodobieństwo kryzysu. W tej sytuacji trzeba będzie wdrażać rozwiązania nadzwyczajne, co pogodzi SLD z PO.
- Co konkretnie ma pogodzić liberałów z socjaldemokratami?
- Pogodzą ich rozwiązania zwiększające możliwości polskiego eksportu, co wymaga stworzenia instytucji gwarancji eksportowych i dewaluacji złotego ze wszystkimi tego negatywnymi skutkami, jakie wystąpią przy tak dużym zadłużeniu. W końcu same przedsiębiorstwa są zadłużone na 30 mld dolarów. Pogodzi ich konieczność obniżenia podatku dochodowego, bo jest to ważne dla gospodarki oraz stanowi istotny element postrzegania nas przez Zachód. Pogodzi też oczekiwanie przedsiębiorców i praktyków gospodarczych, których jest bardzo wielu w PO i nie brakuje ich również w SLD. A oni chcą prorozwojowych rozwiązań instytucjonalnych.
- Platforma wyrosła z buntu klasy średniej, mającej dosyć państwa rządzonego raz przez lewicę laicką, a raz przez lewicę katolicką. Elektorat SLD oczekuje natomiast raczej państwa opiekuńczego, a wręcz nadopiekuńczego.
- Po pierwsze, elektorat jest potrzebny w czasie elekcji. Potem już trochę mniej, bo proces transformacji jest i tak na tyle trudny, że kolejne wybory wymiatają ekipy rządzące. Po drugie, SLD grozi bycie zakładnikiem populistycznych oczekiwań wyborców. Jeżeli tego nie uniknie, nie zdoła zaradzić kryzysowi. Politycy muszą zrozumieć, że w epoce globalizacji zdolność dokonania manewru zmniejsza się, gdyż zmniejszają się możliwości sterowania coraz bardziej autonomiczną gospodarką. W związku z tym każda możliwość manewru powinna być maksymalnie wykorzystana. Problemem polskich polityków jest to, że mają większą wolę iluzji niż wolę władzy. Gdyby rzeczywiście chcieli zacząć kontrolować sytuację, musieliby przestać postrzegać politykę przez pryzmat roszad personalnych, a zacząć ją postrzegać poprzez konieczność budowania systemu instytucji, które pozwolą lepiej funkcjonować gospodarce. Sposób, w jaki władza ustanawia i konceptualizuje samą siebie, wyznacza równocześnie jej granice.
- Tyle że te instytucje mogą posłużyć nie do uczynienia państwa bardziej funkcjonalnym, ale do pomnożenia lukratywnych posad.
- To wtedy nasi zachodni partnerzy nas skreślą. Znajdziemy się w grupie takich państw, jak Białoruś czy Ukraina.

Więcej możesz przeczytać w 18/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0