Towarzysze i koledzy

Towarzysze i koledzy

Dodano:   /  Zmieniono: 
Włącz telewizor, wyłącz rozum . W ostatnich tygodniach w wielu gazetach pojawiają się bardzo szczegółowe analizy programów "Big Brother" i "Dwa światy", dochodzę więc do wniosku, że dziennikarze je oglądają. Czynią to pewnie albo dla przyjemności, albo dla pieniędzy. Jeżeli dla pieniędzy, to ich rozumiem, bo idzie recesja i każda złotówka będzie oznaczała przeżycie.
 Jeżeli dla przyjemności, to mi ich żal, bo widocznie nie stać ich na żadną inną.
Mnie to nie interesuje, więc się nie podniecam tym, że ktoś z tego domu wyleci, a ktoś inny jeszcze tydzień zostanie. "Big Brother" oglądałem raz przez pięć minut. Akurat trafiłem na moment, kiedy jakiś młodzian próbował trafić siekierą w pieniek. Ponieważ urodziłem się w nadleśnictwie i siekiera była jedną z pierwszych moich zabawek, mając w wyobraźni krew, która za chwilę zaleje ekran, a może nawet i Wielkiego Brata, wyłączyłem telewizor i zająłem się czytaniem, do którego wracam coraz częściej, ponieważ sprawia mi przyjemność świadomość, że nie muszę być analfabetą.
W moim domu rzadko ogląda się TVN (poza wiadomościami), a jeszcze rzadziej Polsat, bo trudno mi uwierzyć, że "Świat według Kiepskich" ma jakieś głębsze przesłanie, co próbował mi wmówić jeden z jego twórców w jakimś wywiadzie. A program dzielony co dwadzieścia minut reklamami i totolotkiem sprawia, że pod koniec filmu nie wiem, czy Tommy Lee Jones jest nadal burmistrzem, który dorobił się wulkanu w mieście, czy reklamuje podpaski, żeby i pod wulkanem było sucho.
Nie przyzwyczaiłem się także do Telewizji Puls, bo patrząc na liczbę powielonych w niej programów, mam wrażenie, że oglądam cały czas filmy "Szczęki 2" i "Szczęki 3" przetykane "Ziarenkiem" dla dorosłych. Czasami tylko - ale coraz rzadziej - przemknie coś przez kanały publiczne, co warte obejrzenia... I chwatit! Zresztą, po co oglądać, kiedy i tak już wiadomo, że wygrał Adam Małysz i teraz trzeba czekać aż do nowego sezonu.
Na razie trenuję. Na śniadanie jem bułkę lub banana, na tym paliwie jak najdłużej latam, a jak już wszystko spalę, przez telefon komórkowy dzwonię do żony i proszę, żeby mi przygotowała "gorący kubek" i przyniosła mi go na pocztę... gdzie stoję z PIT-em.
PS: Boże, kto wymyślił tę antyniemiecką reklamę z polskim "gorącym kubkiem"!

Więcej możesz przeczytać w 18/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0