Odlot

Dodano:   /  Zmieniono: 
Ostatnio wizyty UFO ustały. Zapewne przybysze zakończyli obserwację Ziemi i ślęczą nad raportem zbiorczym, który będą musieli przedstawić komisji zatwierdzającej budżet na dalsze badania. Ludzie lubią być obiektem zainteresowania i to do tego stopnia, że niektórzy godzą się na przekształcenie w obiekty masowego podglądania - o czym świadczą międzynarodowe sukcesy programów typu "Big Brother". Nawiasem mówiąc, standaryzacja owych programów w skali światowej zaczyna być nieco groteskowa.
Otwierasz telewizor w Paryżu, a tu jegomość pod krawatem podniosłym tonem zapytuje kandydata na milionera: "Odpowiedź b? To pańskie ostatnie słowo?". Lądujesz w Warszawie i widzisz dokładnie to samo, w identycznej dekoracji; nawet pytania są pisane na ekranie takimi samymi czcionkami i w takich samych ramkach. Żeby zobaczyć coś nietypowego, trzeba będzie niedługo uciekać na Antarktydę. Ponieważ jednak zawsze lepiej patrzeć na świat pozytywnie, powiedzmy sobie, że oto nareszcie tworzymy wielką światową rodzinę, która kroczy ku milionom przez takie same ramki.
Jako światowa rodzina poczuliśmy się jednak ostatnio osamotnieni, opuszczeni i odrzuceni, ponieważ najwyraźniej przestano nas podglądać. Prasa doniosła o zamknięciu istniejącego w Londynie od 1953 r. Biura Latających Talerzy. Była to instytucja prężna, skupiająca półtora tysiąca członków rozsianych po całym globie, prawie przez pół wieku uzyskująca średnio 30 świadectw pojawienia się nie zidentyfikowanych obiektów latających tygodniowo. W ostatnim czasie doniesienia o wizytach UFO stały się dużo rzadsze, aż wreszcie całkowicie ustały. 70-letni Denis Plunkett, który wraz z ojcem założył londyńskie biuro, sądzi, że przybysze z kosmosu zakończyli program obserwacji Ziemi. Należy zatem przypuszczać, że lecą z powrotem do siebie albo w inny rejon wszechświata przewidziany w ichnim programie ramowym i ślęczą, biedacy, nad redagowaniem raportu zbiorczego, który będą musieli przedstawić komisji decydującej o zatwierdzeniu budżetu na dalsze badania. Sądzimy tak, chcąc się utwierdzić w przekonaniu, że taki system organizacji nauki może doprowadzić do swobodnego fruwania po kos-mosie i dyskretnego obserwowania innych zamieszkanych planet.
Możliwe są jednak i inne przypuszczenia. Na przykład takie, że ufoludki postanowiły nas zbojkotować. Niekoniecznie dlatego, że coś im się u nas bardzo nie spodobało. Może właśnie szalenie przypadła im do gustu panująca na Ziemi moda na rozmaite akcje protestacyjne i im się udzieliła? Pisałem niedawno o wezwaniach do bojkotu wytworów firmy Danone, pomyślanych jako kara dla nieczułych kapitalistów, którzy zamykają dwie fabryki, a równocześnie ośmielają się zarabiać pieniądze. Jeśli organizatorzy akcji chcą być konsekwentni, powinni teraz zalecać odstąpienie od kupowania produktów każdej firmy likwidującej jakąkolwiek placówkę, mimo że nie bankrutuje. W ciągu zaledwie dwóch tygodni otworzyło się przed nimi szerokie pole do popisu, co nie mogło ujść uwagi ufoludków. Podobnie jak Danone, projekty zamknięcia fabryk we Francji ogłosili: producent rajstop DIM, wytwórca sprzętu gospodarstwa domowego Moulinex i koncern aluminiowy Péchiney. Pamiętajmy też, że równocześnie z Danone’em brytyjska firma Marks & Spencer zapowiedziała zlikwidowanie do końca roku swoich sklepów w Europie kontynentalnej, w tym osiemnastu we Francji. Budzi to wszystko słuszne oburzenie i musi spowodować należyte sankcje.
Jest więc oczywiste, że przestajemy wkładać swetry, bluzki, koszule, spodnie, spódniczki, skarpetki, podkoszulki, majtki, płaszcze i kurtki kupione w sieci Marks & Spencer, jak również spożywać nabyte tam herbaty i marmolady. Przestajemy jeść żywność produkowaną przez Danone’a - od jogurtów i serków poprzez ciasteczka po wody mineralne. Pod żadnym pozorem nie wkładamy rajstop marki DIM. Odstawiamy roboty kuchenne, miksery, odkurzacze i wszelki sprzęt oferowany przez firmę Moulinex. Przestajemy także kupować produkty żywnościowe, których opakowania zawierają aluminium - a więc oczywiście to, co w puszkach, ale także butelkowane piwo, wino, szampana, mleko i inne napoje zamykane kapslami. Całkowicie rezygnujemy z używania nie tylko samochodów (z których każdy zawiera średnio 70 kg aluminium), ale także samolotów, okrętów, metra, tramwajów, autobusów, motocykli, rowerów, hulajnóg i wrotek. Podczas posiłków przestawiamy się na drewniane pałeczki, chyba że ktoś ma jeszcze zapas sztućców z czystego srebra.
Będziemy się zatem poruszać wyłącznie pieszo lub konno, jeść i pić niekoniecznie to, co lubimy, a także ubierać się niekoniecznie w to, co się nam podoba. Może to być trochę uciążliwe, ale humor zaraz nam wróci, kiedy sobie pomyślimy, jak straszliwie muszą cierpieć ukarani przez nas kapitaliści. Gdy ufoludki zobaczyły, do czego jesteśmy zdolni, na pewno doszły do wniosku, że nie wypada im zrobić nic innego, jak tylko nas zbojkotować.

Więcej możesz przeczytać w 18/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0