Tomasz Wróblewski: Odebrać wolność

Tomasz Wróblewski: Odebrać wolność

Tomasz Wróblewski
Nic lepiej nie ilustruje europejskiej bezsilności niż rozgorączkowane umysły komisarzy wertujących kolejne wersje białej księgi o dobrym sąsiedztwie. Pełne „humanitarnych lewarów”, „instrumentów asymilacji”, „tarcz homofobicznych”.

Ktoś chyba uwierzył, że im bardziej Bruksela będzie przypominała sklep z narzędziami, tym szybciej się wszystko naprawi. Ubędzie uchodźców, przybędzie miejsc pracy, a Rosja sama z siebie opuści Donbas (piszemy na str. 60).

Porażki kolejnych szczytów i strategii przykrywane są nowomową politycznie poprawnego entuzjazmu i pantonimą zastępczych tematów. Przestrogami przed stygmatyzowaniem muzułmanów, nadzorem nad polską demokracją czy misją emerytowanych sędziów, którzy upodobali sobie nazwę szlachetnej, acz tonącej Wenecji, żeby osądzać stan polskiego sądownictwa na podstawie sporu o Trybunał. Czy ocena Komisji Weneckiej w kraju, gdzie opieszałość zwykłych sądów jest legendarna na całą Europę, a jego wyroki systematycznie podważane przez Trybunał w Strasburgu, oznaczać będzie, że problem się rozwiąże? To wszystko erzace. Gra na czas, która niczego nie rozwiąże. Hordy psychicznie zdeformowanych imigrantów nie znikną na widok poradnika obyczajnego zachowania po arabsku. Szwedzkie czy niemieckie uczennice nie poczują się bezpiecznie dlatego, że wręczy im się broszurę – jak przemykać do domu, nie wywołując pożądania „obcych” (piszemy na str. 64).

Unia Europejska zatraciła zdolność selekcjonowania priorytetów i racjonalnego rozwiązywania problemów. Gorzej, sama stała się częścią problemu, a jej przywództwo zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodów. Im głębiej sięga kryzys, tym silniejszy zdaje się być ruch obrony destrukcyjnych idei i wartości, które kolejno doprowadziły do katastrofy demograficznej, zapaści realnej gospodarki, utraty konkurencyjności i dziś humanitarno- -kulturowego kryzysu na skalę niespotykaną od II wojny światowej.

Akademickie wywody o tym, że narody, porzucając lewicowe modele państwa, wspierają putinowski totalitaryzm w Europie, są równie bałamutne, co wmawianie, że tradycyjne więzi rodzinne są odpowiedzialne za patologie i zniewolenie kobiet. Inna sprawa, że od bagatelizowania durnych argumentów nie staniemy się bogatsi. Żeby nie łamać sobie więcej głowy nad tym, co europejskie gremia uznają za wolne, a co za zniewolone media, jak wymierzyć autentyczność naszej demokracji i nie drżeć przed kolejnym terminem ogłoszenia ratingu Polski, musimy sami uwierzyć w swoją siłę. „Oprzeć ją na czymś więcej niż przekonaniu o naszej dumie” – jak mówił ostatnio David Cameron, tłumacząc drogę, jaką wybrała Wielka Brytania (piszemy na str. 26). Oprzeć ją na silnych instytucjach i prężnej gospodarce. Odzyskać kontrolę nad narodowym kapitałem. Oczyścić go ze złogów podatkowych absurdów, rozległego systemu ulg i przywilejów, faworyzowania zagranicznych firm kosztem rodzimych. Wrócić do szczytnych idei zostawiania więcej pieniędzy w kieszeniach Polaków, a mniej w gestii urzędników.

Ciąć i jeszcze raz ciąć, jak mówił wicepremier Morawiecki, biurokrację – o co najmniej 30 proc. I tak sporo zostanie z 88 mld wydawanych rokrocznie na wszystkie instytucje kontrolowane przez państwo. Pokonać korupcję (piszemy na str. 24) i wszelkie mechanizmy blokujące konkurencję. Wolność gospodarcza nie jest przywilejem firm, tylko naszym – zwykłych konsumentów. Jak pisał Milton Friedman, konkurencja chroni nasz dobrobyt przed monopolami oligarchów czy zagranicznych koncernów. Wyrównując szanse podatkowe i reguły gry, zmuszamy dużych, żeby zabijali się nawzajem o nasz biznes, a nie żebyśmy my zaharowywali się na ich wyśrubowane ceny, często wyższe niż w Niemczech czy Wielkiej Brytanii. Silni odebraną im wolnością będziemy mogli swobodnie mówić o dumie, narodzie bez tłumaczenia się z naszych tradycji, przekonań i ambicji. Granica między tym, co nazywamy narodowym liberalizmem i państwowym kapitalizmem, tylko na pozór jest cienka (piszemy na str. 14). W rzeczywistości to różnica między bogactwem narodu a bogactwem instytucji. Gdzie te ostatnie zawsze mogą poświęcić nasz dobrobyt i wolność w imię własnych interesów. 

Felieton ukazał się w najnowszym wydaniu tygodnika "Wprost”, który trafi do kiosków w poniedziałek, 8 lutego 2016 r. "Wprost" można zakupić także  w wersji do słuchaniaoraz na  AppleStore GooglePlay.

Czytaj także

 67
  • Polonus   IP
    Wszędzie cenzura?
    • Polonus   IP
      • franek   IP
        Polavcy powinni wykorzystac to,ze rzadu juz nie tworza przestepcy i volksdeutsche.Dzisiaj obywatele widza na codzien,ze zmiany jakie nastepuja nad uporzadkowaniem naszych struktur panstwowych powoduja,ze kazdy obywatel czuje sie u siebie i jest przekonany,ze Polska wraca do normalnosci i panstewa prawa !!!
        • kmieć   IP
          Ma Pan zupełną rację.Tylko czy to do polityków dotrze tzn.czy oni to zrozumieją.Mam wielkie obawy.
          Mam pytanie,czy muszą być obowiązkowe abonamenty.Mam na myśli rtv,energia, telefon......
          • autofokus   IP
            Pan W.Wróblewski, w tym co napisał- ma 100% racji.
            Pozostał mały "drobiazg". Jak odzyskać to, co się praktycznie za bezcen rozdało obcemu kapitałowi???
            Może o tym następny artykuł, Panie Wróblewski???
            Chętnie przeczytam