Skazany za gwałty były ksiądz nie trafi do Gostynina. Sąd wybrał nadzór i terapię

Skazany za gwałty były ksiądz nie trafi do Gostynina. Sąd wybrał nadzór i terapię

Ksiądz, zdjęcie ilustracyjne
Ksiądz, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Shutterstock / iweta0077
Zdaniem wrocławskiego sądu były ksiądz Paweł Kania nadal stwarza zagrożenie dla innych. Pomimo odbycia kary więzienia, po wyjściu na wolność znajdzie się pod nadzorem policji. Będzie też musiał udać się na przymusową terapię dla przestępców seksualnych.

Księdza Pawła Kanię zatrzymano pod koniec 2012 roku, kiedy na kilka dni zamieszkał w hotelu Orbis we Wrocławiu, razem z 13-letnim chłopcem. Już wcześniej skazywany był za dziecięcą pornografię, ale podczas tego procesu odpowiadał za gwałty i wykorzystywanie seksualne trzech nieletnich. Usłyszał wyrok skazujący go na karę 7 lat więzienia. Mimo sądowego orzeczenia nie poddał się przymusowej terapii przez cały ten czas. Ma dożywotni zakaz wychowywania i edukacji dzieci. Na wolność wychodzi 22 września.

Dyrektor Zakładu Karnego nr 1 we Wrocławiu wnioskował o to, by po upływie kary byłego już księdza nadal uważać za zagrożenie. Przed sądem w tej sprawie swoje opinie przedstawiali biegli psychiatrzy, psycholog i seksuolog. Wszyscy zgodzili się, że w przypadku tego osadzonego występuje duże prawdopodobieństwo ponownego popełnienia przez niego przestępstwa na tle seksualnym. M.in. na podstawie tych opinii sąd przychylił się do wniosku dyrektora więzienia.

Nadzór, terapia, udostępnienie danych Pawła Kani

Dodatkowo wobec byłego duchownego zastosowano nadzór prewencyjny. Będzie musiał informować policję o miejscu zamieszkania, zatrudnienia oraz o swoich wyjazdach. Jego linie papilarne, zdjęcia oraz kod DNA trafią do policyjnych baz danych. Kania zostanie też skierowany na przymusową terapię dla przestępców seksualnych oraz terapię mieszanych zaburzeń osobowości. Mimo nalegań prokuratury, mężczyzna nie zostanie zamknięty w ośrodku dla szczególnie niebezpiecznych przestępców w Gostyninie. Orzeczenie sądu nie jest jeszcze prawomocne.

Czytaj też:
Janusz Kowalski odpowiada Krzysztofowi Śmiszkowi. „Trzymajcie się z daleka od dzieci”

Źródło: Onet.pl