"Dziczejecie i dziczejecie, fastfood, metatonii bełkot, chędożenia jęki"

"Dziczejecie i dziczejecie, fastfood, metatonii bełkot, chędożenia jęki"

"Strzeżcie słów jak stróż bitego BMW! Nie dziczejcieżże!" - to fragment i przesłanie "Rymoliryktanda" - nietypowego dyktanda, które przeprowadził w warszawskiej Fabryce Trzciny muzyk Łukasz L.U.C. Rostkowski. Z jego tekstem zmierzyło się ok. 300 osób.
Wszystko o nowym rządzie Tuska - kliknij tutaj

Dyktando rozpoczęło się słowami: "Doprawdy, miriady, hordy, nawet może hiperotchłań dni, wprzód krzta szyku fraz chłonie mnie jak tłuszcze grill, jak do brudu muchy mordę, jak PKP do podłużnych chwil – tak ja garnę się do sylab, by w bój bujać je jak Egipcjan Nil".

- Teksty, które piszę są desylabizowane i dziwnie recytowane, ale na papierze zwykle są w pełni poprawne pod względem gramatyki i ortografii. Dowodem na to jest też tekst dyktanda. Dr Katarzyna Kłosińska z Rady Języka Polskiego miała do niego tylko kilka zastrzeżeń, a poza tym go zaakceptowała i się jej podobał. Poza tym zawsze chciałem móc powiedzieć: "wyciągamy karteczki" - powiedział Rostkowski.

"Tedy ufolud wyszedłszy zza chaszczy..."

Znawcy twórczości L.U.C-a nie byli zaskoczeni ani treścią, ani oryginalnym sposobem jego prezentacji. Muzyk to przyśpieszał, to zwalniał, desylabizował słowa, łączył wyrazy. Aby jeszcze bardziej utrudnić piszącym zmagania z tekstem wprowadził elementy performance'u. Na sali Fabryki Trzciny pojawili się: robotnik wykonujący głośne naprawy, starsza pani hałasująca butelkami, niespokojny student rozpryskujący na piszących wodę, a także przedstawiciel obcej cywilizacji. Ten ostatni był także bohaterem tekstu dyktanda: "Tedy ufolud wyszedłszy zza chaszczy, mając dres kresz, rzekł im przez wytrzeszczone szczęki: – Dziczejecie i dziczejecie, fastfood, metatonii bełkot, chędożenia jęki. Gzicie się i pniecie, lecz tylko słowności smaki miłości znawstwo różnią was od innych wędlin. Strzeżcie słów jak stróż bitego BMW! Nie dziczejcieżże!".

Na sali wśród piszących dyktando przeważali ludzie młodzi. - To dyktando bardzo pasuje do L.U.C-a. Tekst był ciekawy - powiedział Daniel, jeden z uczestników. - Tekst był straszny! Słowa się plątały brzmieniem. Gdy się zaczęło przeżyłem szok. Kilka pierwszych zdań było jak w obcym języku. Na szczęście z ortografią nie było już tak źle, ale interpunkcja była naprawdę zagadkowa - dodał jego kolega Bartosz.

Bralczykowi się podobało

- Dyktanda to teksty, które najczęściej podporządkowane są wymogom ortografii tzn. powinny zawierać znacznie więcej możliwości zrobienia błędu niż sensu, ale okazało się, że w tekście L.U.C-a było bardzo dużo sensu, a nawet przesłanie - bardzo emocjonalnie i poetycko wyraził stosunek do słowa. Czasem tekst był trochę prowokacyjny, ale mnie był dosyć bliski. Słuchałem tego nie tylko z rozbawieniem, ale i z pewną refleksją. Widać, że L.U.C to artysta, który potrafi się bawić słowem na wielu poziomach. Stykały się tu sensy, stykały się cechy fonetyczne i rodzaj artykulacji. Całość była bardzo ciekawa - ocenił dyktando prof. Jerzy Bralczyk.

zew, PAP

Wszystko o nowym rządzie Tuska - kliknij tutaj

Czytaj także

Czytaj także