"Jestem świadomy istnienia spekulacji, że ta śmierć (Diany i towarzyszy) nie była wynikiem smutnego, lecz względnie oczywistego wypadku drogowego w Paryżu. Zwróciłem się do szefa (londyńskiej) Policji Metropolitalnej o przeprowadzenie śledztwa" - powiedział na konferencji prasowej z udziałem kilkuset dziennikarzy królewski koroner Michael Burgess. Poinformował następnie, że odłożył sprawę na 12 do 15 miesięcy, zapowiadając, że wznowi ją zapewne na początku przyszłego roku, w zależności od rezultatów śledztwa Policji Metropolitalnej.
Oznacza to, że pierwsze przesłuchania świadków rozpoczną się nie wcześniej niż w przyszłym roku. Burgess podkreślił, że celem dochodzenia jest ustalenie autentycznych okoliczności wypadku, a nie mnożenie spekulacji. "Muszę oddzielić fakty od fikcji i spekulacji. Spekulacje i spekulatywne doniesienia nie stanowią dowodów, niezależnie od tego, jak często i jak autorytatywnie byłyby publikowane, rozpowszechniane czy powtarzane" - oświadczył.
Diana, rozwiedziona żona brytyjskiego następcy tronu, księcia Walii Karola, zginęła w wieku 36 lat 31 sierpnia 1997 roku w wypadku samochodowym w Paryżu wraz ze swym przyjacielem Dodim al Fayedem i francuskim kierowcą Henrim Paulem. Francuskie śledztwo w tej sprawie zakończyło się w 1999 roku orzeczeniem, że sprawcą tragedii był Paul, który pod wpływem alkoholu prowadził samochód z nadmierną prędkością.
Wtorkowy "Daily Mirror" zacytował fragment listu Diany do jej kamerdynera Paula Burrella: "Mój mąż planuje +wypadek+ mojego samochodu, awarię hamulców i poważne obrażenia głowy, by utorować sobie drogę do (powtórnego) małżeństwa". O istnieniu tego listu Burrell poinformował "Daily Mirror" jeszcze w ubiegłym roku. Jednak udostępniony przez niego tekst miał wymazany zwrot "mój mąż". List został napisany na 10 miesięcy przed śmiercią Diany.
Sam Burrell wyraził niezadowolenie z ujawnienia tożsamości księcia Karola w kontekście listu. "Nie jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy. Dowiedziałem się o tym dopiero wczoraj późnym wieczorem. A moim zamiarem było, by nigdy nie publikowano tego imienia" - oświadczył we wtorek reporterom, zgromadzonym pod jego domem.
Ojciec Dodiego, pochodzący z Egiptu multimilioner Mohamed al Fayed, przez lata utrzymywał, że śmierć Diany i jego syna zaaranżowały brytyjskie służby specjalne, udaremniając w ten sposób ślub eks-żony następcy tronu z muzułmaninem. Majątek al Fayeda obejmuje m.in. londyński dom towarowy Harrods.
sg, pap