Prezesi kontra Jan Tomaszewski

Prezesi kontra Jan Tomaszewski

Dodano:   /  Zmieniono: 
Po prezesie PZPN Michale Listkiewiczu również wiceprezes związku Eugeniusz Kolator pozwał przed sąd b. bramkarza polskiej kadry Jana Tomaszewskiego, urażony treścią jego publikacji.
Proces z powództwa Kolatora rozpoczął się w czwartek przed Sądem Okręgowym w Łodzi. Kolator jest urażony treścią felietonów Tomaszewskiego zamieszczonych w "Przeglądzie Sportowym" i domaga się zamieszczenia trzykrotnych przeprosin na łamach "Przeglądu Sportowego" oraz wpłacenia 10 tys. złotych na rzecz Ludowego Klubu Sportowego "Mazur" Karczew.

Jest to już druga sprawa, która toczy się przed łódzkim sądem, w  której pozwanym jest Tomaszewski. 2 grudnia ubiegłego roku rozpoczął się proces w sprawie zniesławienia z powództwa prezesa PZPN Michała Listkiewicza.

Również Kolator uważa, że został zniesławiony. "Pan Tomaszewski w  felietonach nie pisał mojego nazwiska, a jedynie imię i pierwszą literę nazwiska. Pisał później o mafii sędziowskiej, a to wskazuje, że ja jestem jednym z członków lub przywódców grupy. Nieprawdą jest też informacja, że jestem zatrudniony w PZPN i  biorę za to pieniądze, bo moja funkcja jest społeczna" -  powiedział Kolator.

"Związek pokrywa mi koszty związane z wyjazdami krajowymi i zagranicznymi na imprezy organizowane przez PZPN, Międzynarodową Federację Piłki Nożnej oraz Europejską Unię Piłkarską". To wszystkie moje profity z pracy w PZPN - twierdził Kolator.

"Usiłowałem się dowiedzieć, ile w PZPN zarabia pan Kolator. Zapytałem prezesa związku Michała Listkiewicza, czy on i jego współpracownicy z zarządu pobierają pensje. Odpowiedział, że on pobiera, a jeśli chodzi o wiceprezesów, to powinienem drogą służbową o to zapytać. Takie procedury długo trwają, a ja dowiedziałem się, że inny wiceprezes PZPN Henryk Apostel zarabia w związku. Napisałem w gazecie, że ta społeczna działalność jest za duże pieniądze. Ponadto użyłem słowa +ponoć+" - tłumaczył Tomaszewski przed sądem.

W kwestionowanym przez Kolatora felietonie zatytułowanym "Nierządy czarnych" Tomaszewski komentował sprawę związaną z Leszkiem Saksem, który decyduje o obsadzaniu sędziów na mecze polskiej ekstraklasy. Saks przez wiele lat był pracownikiem zakładów w Ożarowie Mazowieckim, przejętych następnie przez fabrykę "Telefonika". Później przyjął propozycję pracy w "Telefonice", która jest głównym udziałowcem Wisły Kraków. Do czasu ujawnienia sprawy przez media, Saks jednocześnie pracował w "Telefonice" i wyznaczał sędziów na mecze m.in. Wisły.

"W każdym związku, czy to w Anglii, Niemczech, czy Włoszech konsekwencją ujawnienia takiej afery byłyby dymisje szefów związków piłkarskich. Tymczasem u nas wystarczyło, że pan Saks zwolnił się z pracy w +Telefonice+ i został etatowym pracownikiem PZPN, a wiceprezes Kolator publicznie poręczył za jego uczciwość" - powiedział Tomaszewski.

Pytany przez sąd Kolator przyznał, że jest pewny uczciwości Saksa. Potwierdził, że wtedy zapewnił o jego uczciwości i teraz też tak uważa. "Zamieszczenie jedynie fragmentu informacji o panu Saksie było manipulacją ze strony pana Tomaszewskiego. Miałem z tego powodu wiele nieprzyjemności i musiałem tłumaczyć się przed swoimi przełożonymi w pracy" - twierdził Kolator.

Wyrok ma zapaść 30 stycznia.

 0

Czytaj także