Napisany przez niemiecką publicystkę Helgę Hirsch artykuł
"Zamienię Mickiewicza na Goethego" ukazał się w sobotnim wydaniu
gazety.
Pochodzący z Polski, a mieszkający od 1970 r. w RFN fizyk jądrowy
Niewodniczański zgromadził w minionych kilkudziesięciu latach
cenną kolekcję map, rękopisów i książek. Posiadający dwa paszporty
- niemiecki i polski - kolekcjoner podjął kilka lat temu
"spektakularną decyzję" - pisze Hirsch.
REKLAMA
"Związaną z Polską część zbiorów - około połowy całej kolekcji -
ma otrzymać po jego śmierci Fundacja Pruskiego Dziedzictwa
Kultury, początkowo jednak tylko jako depozyt. Jeżeli polski rząd
w ciągu następnych 25 lat zdecyduje się na zwrócenie Niemcom tzw.
Berlinki, co jest od lat przedmiotem bezskutecznych negocjacji, to
wszystkie te eksponaty muszą zostać przekazane Zamkowi
Królewskiemu w Warszawie" - czytamy. W ten sposób rękopisy
Mickiewicza znalazłyby się w Polsce, a rękopisy Goethego, Mozarta
czy Beethovena w Niemczech - wyjaśnia publicystka.
Większość Polaków nazywa tę propozycję szantażem - zauważa
autorka. Zdaniem Niewodniczańskiego, jest to jednak "bodziec" -
"premia za cywilizowane załatwienie problemu "Berlinki". Tym
terminem określa się zbiory Pruskiej Biblioteki Państwowej,
wywiezione pod koniec II wojny światowej w obawie przed nalotami z
Berlina do opactwa cystersów w Krzeszowie na wówczas niemieckim
Dolnym Śląsku. Po wojnie tereny te znalazły się w granicach
państwa polskiego i zbiory zostały przejęte przez polskie władze.
Niemcy domagają się zwrotu znajdującej się obecnie w Krakowie
kolekcji. Polska uważa, że przejęte po wojnie rękopisy stały się
własnością polskiego państwa.
ab, pap