Jak poinformował w poniedziałek Radosław Gwis z biura
prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi, do zdarzenia
doszło ok. godz. 17.00. Według wstępnych ustaleń, przyczyną
śmierci był ulatniający się czad.
Służby o zdarzeniu poinformował mężczyzna, który przyjechał wraz
ze swoim dzieckiem w odwiedziny do krewnych. W pewnym momencie
jego dziecko poczuło się źle i mężczyzna pojechał z nim do
szpitala. Po powrocie zastał w mieszkaniu nieżyjącą już czwórkę
krewnych. Dwoje dzieci - chłopca i dziewczynkę - z oznakami życia
przewieziono do szpitala, ale nie udało się ich uratować. Dziecku,
które jako pierwsze poczuło się źle, nic nie grozi.
REKLAMA
Jak poinformował rzecznik komendanta głównego Państwowej
Straży Pożarnej Paweł Frątczak, ofiarami są członkowie jednej
rodziny: 50-letnia kobieta i jej 50-letni mąż, ich 30-letni syn i
26-letnia synowa oraz dwoje wnucząt. Wieku dzieci nie udało się
jeszcze ustalić.
Pozostałych mieszkańców budynku ewakuowano. Część z nich
pojechała do swoich rodzin, pozostali do lokali zastępczych.
Frątczak mówi, że "nie przypomina sobie, aby na raz zaczadzeniu
uległo sześć osób". Dodał, że woj. łódzkie przoduje pod tym
względem w "czarnej statystyce". Przypomniał, że w niedzielę w
Łodzi w wyniku zatrucia tlenkiem węgla zmarły trzy osoby.
pap, ss